Czy pięciolatek naprawdę potrafiłby to namalować? Will Gompertz o 150 latach sztuki nowoczesnej

szlakisztuki.pl 20 godzin temu
Czas czytania: 6 minut

Wyobraźmy sobie, iż wchodzimy do galerii sztuki nowoczesnej. Przed nami płótno, na którym trudno znaleźć cokolwiek, co przypominałoby obraz w tradycyjnym znaczeniu tego słowa. Kilka plam, gwałtownych pociągnięć pędzla, może geometryczna konstrukcja. Obok stoi pisuar. Jeszcze dalej puszki zupy. A gdzieś w innej sali zawieszono rekina zanurzonego w formaldehydzie. Tego pytania nie wypada zadać na głos, ale w głowie pojawia się myśl: „Serio, to jest sztuka?”

Zachęcam do zabrania książki do torebki/plecaka/pod pachę i czytania w plenerze! Tutaj widok na piękną panoramę Krakowa z okien Ośrodka Dokumentacji Sztuki Tadeusza Cantora Cricoteka w Krakowie,
fot. SzlakiSztuki.pl.

Will Gompertz nie tylko zna odpowiedź. Ba, on doskonale wie, iż podobne pytanie zadają sobie setki osób odwiedzających muzea. W książce „Na co patrzymy? 150 lat sztuki nowoczesnej w mgnieniu oka” redaktor działu sztuki w BBC zabiera czytelnika w podróż przez półtora wieku artystycznych rewolucji – od impresjonistów, przez Cézanne’a, Picassa, Duchampa i Pollocka, aż po Warhola, Damiena Hirsta i sztukę najnowszą. Nie proponuje jednak kolejnego akademickiego wykładu z historii sztuki. Zamiast tego otwiera przed nami drzwi do pracowni artystów, galerii, kawiarni, salonów i miejsc, w których rodziły się pomysły, które zmieniły sposób, w jaki patrzymy na świat. Przy okazji robi to z humorem, ironią oraz bez przesadnego szacunku dla artystycznych świętości.

Zaczyna się od pisuaru

To znamienne, iż Gompertz rozpoczyna swoją opowieść od jednego z najbardziej przewrotnych dzieł w historii sztuki – „Fontanny” Marcela Duchampa.

W 1917 roku francuski artysta kupił zwyczajny pisuar, podpisał go pseudonimem R. Mutt i zgłosił na wystawę. Niby niewiele. Przedmiot, który do tej pory miał bardzo konkretną funkcję, nagle znalazł się w świecie sztuki. I właśnie wtedy zaczęło się zamieszanie. Choć ostatecznie pisuar nie został dopuszczony do wystawy, okazał się znacznie ważniejszy, niż można przypuszczać.

Gompertz świetnie wykorzystuje tę historię, aby pokazać jedną z najważniejszych przemian sztuki nowoczesnej: od własnoręcznie wykonanego przedmiotu coraz częściej ważniejsza jest idea artysty, to co dzięki „przywłaszczonej” rzeczy chce nam opowiedzieć. Od tego momentu patrzenie na sztukę przestaje być takie samo.

Screen z książki „Na co patrzymy…” z charakterystyczną grafiką ukazującą humor autora

Od impresjonistów do Pollocka – czyli jak sztuka przestała być grzeczna

Podróż rozpoczyna się jednak wcześniej. Gompertz cofa się do XIX wieku, kiedy artyści zaczęli coraz odważniej odchodzić od akademickich zasad i pokazywać świat takim, jakim naprawdę go widzieli.

Pojawiają się Courbet, Manet, Monet, Renoir i inni malarze, którzy zamiast podporządkowywać się oczekiwaniom salonów, coraz częściej pytają: a co, jeżeli namalujemy świat inaczej, zgodnie z naszym subiektywnym spojrzeniem?

Potem robi się jeszcze ciekawiej. Przychodzi van Gogh, który zamiast wiernie odtwarzać rzeczywistość zaczyna ją przekształcać dzięki koloru i ekspresji. Cézanne rozbiera rzeczywistość niemal na części pierwsze, poszukując sposobu, aby uchwycić to, jak naprawdę widzi ją ludzkie oko. Picasso i Braque rozbijają przedmioty na geometryczne fragmenty. Futuryści zachwycają się ruchem i nowoczesnością. Kandinsky szuka związku między malarstwem a muzyką.

A potem ktoś dochodzi do wniosku, iż obraz wcale nie musi przedstawiać czegokolwiek. W tym momencie naprawdę trudno już się nudzić.

Gompertz prowadzi czytelnika przez kolejne „izmy” – impresjonizm, postimpresjonizm, kubizm, futuryzm, dadaizm, surrealizm, ekspresjonizm abstrakcyjny, pop-art, minimalizm, konceptualizm i kolejne nurty. Lista mogłaby przypominać spis treści podręcznika, ale autor robi wszystko, aby książka podręcznikiem nie była. Zamiast suchego: „w roku X powstał kierunek Y”, dostajemy ludzi, ich ambicje, konflikty, przyjaźnie, romanse, ekscentryczne pomysły i artystyczne wojny.

Picasso, Cézanne i pytanie o geniusza

Jedną z przyjemniejszych cech książki jest to, iż Gompertz nie udaje całkowicie bezstronnego przewodnika. O Picassie mówi z zachwytem, ale jednocześnie prowokuje, sugerując, iż Cézanne mógł być od niego jeszcze ważniejszy. To zresztą charakterystyczne dla jego sposobu opowiadania: zamiast stawiać artystów na piedestale i wymagać od czytelnika nabożnego podziwu, zaprasza go do dyskusji. Gompertz nie zakłada przy tym, iż czytelnik zna odpowiedzi. I to jedna z największych zalet tej książki.

Cézanne widział tak, jak nietoperz słyszy: z większą częstotliwością niż my. Rozwiązał niektóre problemy dotyczące dokładnego przedstawiania naszej percepcji wzrokowej dzięki metodzie podwójnej perspektywy, harmonijnym kompozycjom i uwydatnieniu konkretnych, subiektywnie wybranych cech. Wciąż jednak nie był zadowolony. Młodemu artyście Emile’owi Bernardowi (1868-1941) oznajmił, iż „trzeba widzieć naturę tak, jak nikt jej wcześniej nie widział”.

Will Gompertz, „Na co patrzymy? 150 lat sztuki nowoczesnej w mgnieniu oka”, str. 108

Zdaniem autora nie trzeba znać wszystkich kierunków artystycznych ani pamiętać dat manifestów awangardowych. Nie trzeba choćby lubić sztuki nowoczesnej. Do jej poznawania wystarczy ciekawość.

Screeny z książki „Na co patrzymy?…” ukazujące przykłady sztuki nowoczesnej

Plamy Pollocka i puszka zupy Warhola

Przyjrzyjmy się przykładowi Jacksona Pollocka. Patrząc na jego obrazy, łatwo powiedzieć: „Ja też potrafię wylać farbę na płótno”. Tyle iż to zdanie adekwatnie niczego nie wyjaśnia.

Gompertz pokazuje, iż w przypadku Pollocka ważne jest nie tylko to, co znalazło się na płótnie, ale również sposób powstawania obrazu. Artysta przestał traktować płótno jak okno, przez które oglądamy przedstawiony świat. Położył je na podłodze i zaczął chodzić wokół niego, chlapiąc, rozlewając i nanosząc farbę. Istotny stał się tutaj sam proces tworzenia, a plamy z farby to ślady decyzji artysty i jego kontrolowanych ruchów.

Podobnie wygląda przykład pop-artu i Warhola. Andy bierze coś tak banalnego jak puszka zupy Campbell’s i robi z niej bohatera sztuki. Przedmiot ze sklepowej półki trafia do galerii. To, co masowe, powtarzalne i komercyjne, zaczyna funkcjonować w świecie sztuki wysokiej. Czy Warhol wyśmiewa konsumpcjonizm? Gompertz ponownie nie daje nam gotowej odpowiedzi. Zamiast tego pokazuje kontekst, który pozwala zobaczyć dzieło szerzej.

Sztuka nowoczesna nie powstała w próżni

Co istotne, autor przypomina, iż artystyczne rewolucje nigdy nie dzieją się całkowicie w oderwaniu od rzeczywistości. Na sztukę wpływają polityka, wojny, rozwój nauki i technologii, przemiany społeczne, muzyka, filozofia, a choćby zmieniający się sposób życia.

Impresjoniści malują nowoczesne miasto i codzienność. Futuryści fascynują się szybkością i maszynami. Awangardy reagują na doświadczenie I wojny światowej. Dada rodzi się z buntu wobec świata, który doprowadził do niewyobrażalnej katastrofy. Później pop-art zaczyna odbijać kulturę konsumpcyjną jak lustro. Sztuka przestaje więc być jedynie pięknym obrazem wiszącym na ścianie, a staje się sposobem na wyrażenie różnych emocji: strachu, radości, żalu. Czasem jest jedynie pytaniem, na które trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź.

Od lewej: Piet Mondrian „Kompozycja C” 1935 | Rene Magritte „Zagrożony zabójca 1926 |
Pablo Picasso „Troje tancerzy” 1935

150 lat w mgnieniu oka?

Tytuł obiecuje sporo – 150 lat sztuki w mgnieniu oka. W rzeczywistości jest to ponad 460 stron, więc owo „mgnienie oka” trwa całkiem długo. I dobrze. Choć książka jest napisana lekko, autor upakował w niej ogromną liczbę nazwisk, dzieł, historii i artystycznych zwrotów akcji. Momentami może być tego choćby za dużo. Zwłaszcza jeżeli czytelnik próbuje pochłonąć całość za jednym razem. Kolejne kierunki, artyści i daty zaczynają się wtedy zlewać w jedną wielką awangardową falę.

Dlatego tę książkę zdecydowanie lepiej czytać niespiesznie. A potem, najlepiej otworzyć album, komputer albo katalog muzealny i zobaczyć dzieło, o którym właśnie czytaliśmy. Trudno przecież czytać o Pollocku, Warholu czy Duchampie i nie chcieć natychmiast sprawdzić, co tak naprawdę widzimy.

Po tej książce patrzy się inaczej

„Na co patrzymy? 150 lat sztuki nowoczesnej w mgnieniu oka” nie sprawi, iż nagle pokochamy każde dzieło sztuki współczesnej. I całe szczęście, bo nie o to tutaj chodzi. Po lekturze być może przez cały czas staniemy przed jakąś instalacją i pomyślimy: „Nie, tego jednak nie kupuję”. Różnica polega na tym, iż będziemy już wiedzieć, dlaczego. A to już bardzo dużo.

Tak jak w przypadku większości pozornie nieprzystępnych tematów, sztuka jest jak każda gra: wystarczy, iż poznamy podstawowe zasady i reguły, aby to, co kiedyś wydawało się nam zagadkowe, zaczęło nabierać sensu.

Will Gompertz, „Na co patrzymy? 150 lat sztuki nowoczesnej w mgnieniu oka”, str. 21
Idź do oryginalnego materiału