Chiny coś knują na morzu. Tysiące statków w linii o długości setek kilometrów

natemat.pl 2 godzin temu
Na mapach ruchu morskiego wyglądało to jak kreska narysowana linijką: setki punktów ustawionych w idealny kordon, ciągnący się przez setki kilometrów. W rzeczywistości były to tysiące chińskich jednostek cywilnych, które w grudniu i styczniu utworzyły na Morzu Południowochińskim coś w rodzaju pływającej zapory.


Dokonana przez "The New York Times" analiza danych satelitarnych z końcówki 2025 i początku 2026 roku pokazuje, iż chińskie statki cywilne poruszały się według starannie zaplanowanego scenariusza. Pierwszy epizod odnotowano w Boże Narodzenie. Na wodzie pojawiło się wtedy około 2 tys. jednostek, które ustawiły się w kształt odwróconej litery L.



Dwie ramiona tej formacji ciągnęły się po morzu przez mniej więcej 460 km każde. W praktyce powstała bariera, którą trudno byłoby ominąć nie schodząc z wyznaczonego kursu. Kilka tygodni później, 11 stycznia, powtórzono manewr w nieco innym wariancie – tym razem z udziałem około 1,4 tys. statków, ułożonych w prostokąt o długości około 320 km.

Firmy śledzące ruch jednostek handlowych widziały nie rozproszone kutry, ale gęstą, niemal jednolitą linię. Statki przez kilka godzin utrzymywały pozycje jak na rozkaz, tworząc z morza wąski korytarz.

Kłopot dla statków handlowych i sygnał dla sąsiadów


Taka "ściana" złożona z pozornie cywilnych jednostek dezorganizuje ruch na jednym z najważniejszych morskich szlaków świata. Relacje z regionu mówią wprost, iż statki handlowe musiały zmieniać kurs, by nie wciskać się między dziesiątki mniejszych jednostek.

W czasie pokoju oznacza to wydłużenie rejsów i chaos w ruchu. W razie kryzysu podobna formacja mogłaby jednak utrudnić lub całkowicie odciąć dostęp do kluczowych akwenów: zarówno okrętom wojennym, jak i tankowcom czy kontenerowcom. To szczególnie ważne dla Tajwanu, który w dużej mierze żyje z handlu morskiego i importu surowców.

Dla władz w Tajpej takie ćwiczenia są kolejnym sygnałem ostrzegawczym. Pekin od lat deklaruje, iż traktuje wyspę jako "zbuntowaną prowincję" i nie wyklucza użycia siły, by doprowadzić do zjednoczenia. Testowanie scenariuszy blokady szlaków morskich wpisuje się w ten obraz.

Milicja morska – flota, której trudno coś udowodnić


Jak czytamy na łamach "Interii", źródłem całej operacji jest prawdopodobnie chińska milicja morska. To formacja, która formalnie składa się z kutrów rybackich i innych jednostek cywilnych, ale w praktyce działa jak pomocnicza flota wojskowa.

Załogi takich łodzi mogą otrzymywać państwowe wsparcie, a w zamian biorą udział w operacjach o znaczeniu strategicznym: zasłaniają okręty, tworzą sztuczny tłok na spornych akwenach, pomagają w budowie sztucznych wysp albo, tak jak teraz, zapewniają fizyczną przeszkodę na szlakach żeglugowych.

Dla Pekinu to niezwykle wygodne narzędzie. Gdy na horyzoncie pojawiają się dziesiątki kutrów, formalnie wciąż można twierdzić, iż to zwykli rybacy. Udowodnienie, iż realizują wojskowe rozkazy, jest bardzo trudne. Z militarnego punktu widzenia efekt i tak jest jednak jasny: przeciwnik musi lawirować między jednostkami, ryzykując kolizje, albo traci czas na szerokie omijanie formacji.

Idź do oryginalnego materiału