Przemoc oglądana na ekranie wywołuje zmiany w psychice dziecka. Toteż nic dziwnego, iż wielu rodziców bacznie przygląda się temu, co pojawia się w bajkach i filmach oglądanych przez ich maluchy. Podobnie sprawa wygląda z bajkami i opowieściami na dobranoc. Nie chcemy przecież, by nasze dzieci miały koszmary i budziły się z krzykiem w nocy. Brutalne sceny mogą spowodować powstawanie u maluchów (ich psychika nie pozostało tak rozwinięta, jak u dorosłego) stanów lękowych, nadpobudliwości, nadmiernej lękliwości, kłopotów ze snem. A co jeżeli właśnie o to chodzi? jeżeli ów przerażające sceny mają pomóc trzymać w ryzach dziecko, by mówiło i robiło wszystko to, czego od niego oczekujemy? Brzmi niedorzecznie? Okazuje się, iż taka praktyka jest stosowana bardzo często wśród rodzin Świadków Jehowy. Opowiada o tym Tulia Topa, autorka książki "Jak rozbiłam szkło", która przez większość swojego życia była świadkiem Jehowy.
REKLAMA
Zobacz wideo Małgorzata Socha w "Ja wysiadam": "Kocham każdą ze swoich ról"
Sceny mordów z książeczki dla dzieci. Cel był jeden
O tym, jak wygląda życie codzienne wśród Świadków Jehowy opowiada w swoich mediach społecznościowych (Instagram, Facebook, Tik Tok) Tulia Topa. Kobieta porusza w swoich filmach różne aspekty, nie tylko codziennych obowiązków, ale pewnych rytuałów, jak np. wieczorne czytanie Biblii i oglądanie książeczek dla dzieci z przerażającymi obrazkami m.in. dotyczącymi Armagedonu.
- Od najmłodszych lat, od kiedy tylko pamiętam, moi rodzice studiowali ze mną (czyli omawiali na zasadzie czytania materiału i zadawania mi pytań) książkę "Mój zbiór opowieści biblijnych". Jest to pozycja wydana w języku angielskim w 1978, a w polskim przekładzie pojawiła się w 1981 roku. To książka dla dzieci Świadków Jehowy do nauki doktryn - zaznacza w rozmowie z naszym portalem Tulia Topa.
Poszczególne rozdziały były okraszone interpretacjami według Świadków Jehowy i niestety nie brakowało tam przemocy
- opowiada.
Jakie zatem sceny pojawiły się w opracowaniu dla dzieci? - Pamiętam, jak z przerażeniem wpatrywałam się w obrazek z potopem. Była tam matka z maleńkim dzieckiem. Siedziała z nim na kamieniu i czekała, aż utoną, bo Bóg Jehowa postanowił ich zgładzić, bo nie chcieli mu służyć. Lekcja o królu Salomonie, który zaproponował rozcięcie dziecka na pół i rozdanie dwóm kłócącym się matkom, również wywarła na mnie ogromny wpływ. Oczywiście w opowieści do rozcięcia dziecka nie doszło, jednak obrazek był na tyle sugestywny, iż w moim kilkuletnim umyśle wyobrażałam sobie to rozcięte na pół dziecko. Nauczano mnie też między innymi o "niegodziwej królowej Jezebel", która została wyrzucona przez okno przez sługi Jehowy - wymienia moja rozmówczyni.
Ilustracje z książki dla dzieciFot. materiały nadesłane / Tulia Topa
Ilustracje z książki dla dzieciFot. materiały nadesłane / Tulia Topa
Wszystkie te przerażające obrazki tylko utwierdzały mnie w tym, iż odejście od Jehowy i nie słuchanie jego poleceń przekazywanych przez przywódców świadków Jehowy skończy się dla mnie okrutną, bolesną i przerażającą śmiercią
- zaznacza Topa. To nie koniec. Dzieciństwo mojej rozmówczyni i cała jej młodość podszyte były strachem. Świadkowie Jehowy czekają na Armagedon, bo wierzą, iż Jehowa ich ocali i staną się nieśmiertelni. Przez tysiąc lat będą sprzątać ciała tych, którzy zostali zabici, a potem Bóg zstąpi na ziemię i rozpocznie się raj.
Mój umysł był przesiąknięty tą wizją od najmłodszych lat. Pierwszy sen o Armagedonie miałam w wieku około ośmiu lat. Pamiętam go do dziś, był bardzo realistyczny. Śniło mi się, iż stałam przed naszym domem, z nieba leciały czerwone kule ognia i nagle na niebie pojawił się wielki, płonący ogniem napis 'Jehowa'. Potem jeszcze wielokrotnie takie rzeczy mi się śniły
- opowiadała w rozmowie z Leną Gontarek na portalu eDziecko.pl.
- Po moim niełatwym odejściu z tej sekty zrozumiałam, iż te ilustracje, opowieści, szczegółowe opisy przemocy i kar, które Bóg sprowadzał na ludzi miały już od najmłodszych lat nakierowywać mnie na wybranie "jedynej prawidłowej drogi życiowej", czyli bycia Świadkiem Jehowy i oddania swojego życia na cele tej organizacji. Miałam uczyć się posłuszeństwa wskazówkom Jehowy, które przekazywane są przez przywódców organizacji za pośrednictwem np. pisma "Strażnicy" [wydawane przez świadków Jehowy czasopismo, które stanowi ich codzienną lekturę – przyp. red.]. Miałam bać się odejścia i życia po swojemu - stwierdza Topa i dodaje, iż obrazki z książki miały na jej życiowe decyzje i wybory bardzo duży wpływ.
W wieku 14 lat oddałam swoje życie sekcie. Bałam się grzeszyć, czyli robić zakazane rzeczy takie, jak oglądanie bajek z magicznymi postaciami (czarodziejami, wróżkami), śpiewać 'sto lat' koleżankom z klasy, które obchodziły urodziny, czy choćby rysować choinkę i Świętego Mikołaja na zajęciach plastyki lub śpiewać hymn w szkole. Wiedziałam, co mnie czeka, gdy zrobię te rzeczy
- relacjonuje 27-letnia kobieta.
Tulia Topa nagrała również krótką rolkę poświęconą ilustracjom, które zostały zamieszczone w przytoczonej książce dla dzieci. Pod jej wpisem pojawiła się masa komentarzy.
"Miałam podobnie jak ty. Moja mama mnie zadręczała obrazkiem Jezusa wiszącego na palu, było to dla mnie jak tortura, zawsze mocno płakałam"; "Żadnego obrazka nie pokazałabym swojemu dziecku. Z dnia na dzień coraz bardziej przekonuje się, iż to sekta." - czytamy w komentarzach.
Eksperci są zgodni. "Dodatkowe wizualizacje nie są potrzebne"
Temat pokazywania dzieciom brutalnych scen, przemocy i zła pojawia się dość często w dyskusjach. Wielu dorosłych jednak nie widzi w tym nic złego. Przecież od wieków takie opowieści na pograniczu grozy były uznawane za niezwykle wartościowe. Moralny straszak. Nic więc dziwnego, iż po ten oręż sięgnięto również w religii.
W literaturze i materiałach wizualnych kierowanych do dzieci bardzo ważna jest równowaga między prawdą a bezpieczeństwem emocjonalnym. Dzieci nie należy okłamywać – świat zawiera trudne tematy, takie jak śmierć, choroba czy konflikt – ale sposób ich przedstawiania musi być dostosowany do etapu rozwojowego odbiorcy. Mózg dziecka, szczególnie w wieku wczesnoszkolnym, intensywnie pracuje na wyobrażeniach. Obrazy nacechowane przemocą, dosłownością czy naturalistycznymi szczegółami (krew, zbrodnia, brutalność) mogą być przez nie przetwarzane bardzo dosłownie i emocjonalnie, bez filtra, który posiada osoba dorosła. To zwiększa ryzyko lęków, koszmarów, nadmiernej czujności czy trudności z zasypianiem
- zaznacza w rozmowie z eDzieckiem.pl Patrycja Podgórska, szkolna psycholożka, pedagożka i trenerka TUS. Specjalistka jest zdania, iż w książkach, bajkach i ilustracjach dla dzieci powinno się symboliczne, metaforycznie i oszczędnie pokazywać trudne tematy.
Śmierć może być przedstawiona jako odejście, przemiana, rozstanie - bez drastycznych szczegółów. Konflikt - jako problem do rozwiązania, a nie brutalna walka. Taka forma pozwala dziecku zrozumieć sens wydarzeń, ale nie przeciąża jego układu nerwowego. Jednocześnie ważna jest rola dorosłego: rozmowa, towarzyszenie, tłumaczenie. Dziecko, które ma możliwość zapytać i otrzymać spokojną, empatyczną odpowiedź, lepiej radzi sobie z trudnymi treściami
- podkreśla.
Podobnego zdania jest również Anna Semeniuk psycholożka i psychoterapeuta w trakcie certyfikacji.
Sądzę, iż bajki i baśnie uczą dzieci zasad na jakich funkcjonuje świat. Często pojawia się w nich wątek zła, zbrodni. Zawsze jednak dobro, prawość, sprawiedliwość zwyciężają. O istotności takiej walki nie zapominają także bardziej współcześni twórcy bajek i filmów animowanych. w tej chwili autorzy mają na względzie, iż ich dzieło ma być skierowane przede wszystkim do młodego odbiorcy. Biblia nie powstała z takim zamierzeniem. Dzieci mają bardzo bogata wyobraźnię. Dodatkowe wizualizacje w postaci sugestywnych obrazków nie są w moim odczuciu potrzebne. Po stronie rodziców leży odpowiedzialność za dobór źródeł, czy to animacji czy książeczek. Małe dziecko nie myśli abstrakcyjnie, wręcz przeciwnie - bardzo dosłownie. jeżeli do tego autor zaproponuje wymowny obraz, dziecko odczyta to jeden do jednego
- mówi w rozmowie z nami. - Jako odpowiedzialni rodzice zastanówmy się, co jest dla nas ważniejsze - to, aby nasze dziecko odkryło sens prezentowanych treści, wyciągnęło z nich wnioski, czy to, aby zalało się trudnymi emocjami, przeżywało prezentowane sceny i skupiło się głównie na tym czynniku zła - apeluje ekspertka.
A Ty? Co sądzisz o prezentowanych obrazkach? Czy Twoim zdaniem są one odpowiednie dla kilkuletnich maluchów? A może wręcz przeciwnie, wcale nie są "takie straszne"? Napisz: [email protected].





