Avengers: Zmierzch – recenzja komiksu

moviesroom.pl 11 godzin temu

Masami łatwo manipulować. Nie siłą, strachem czy groźbą, bo te, choć skuteczne, mają krótki termin ważności. O wiele lepiej działa budowanie tożsamości na medialnym przekazie i dzielenie narodu. Gdy już uzyska się pożądaną konsystencję, można z nim zrobić wszystko. choćby nastawić go przeciw jego obrońcom. Avengers: Zmierzch Chipa Zdarsky’ego i Daniela Acuny to dystopia w sosie cyberpunkowym, w której zapomniani przez świat herosi stają do ostatniej bitwy o honor, ojczyznę i rząd dusz.

Strona komiksu Avengers: Zmierzch

Steve Rogers najlepsze lata ma za sobą. Tarczę Kapitana Ameryki odłożył dawno temu, a i próba wejścia w politykę niezbyt mu się udała. Ameryka zresztą nie jest już krajem dla starych herosów. Nie po pamiętnym Dniu H, gdy w wyniku kolejnej super-bitwy Boston legł w gruzach. Dawni Mściciele stali się wyrzutkami, a nowa władza z czasem przejęła kontrolę nad duszami Amerykanów, zaciskając przy tym niewidoczną pętle na ich szyjach. Ale jak to bywa z herosami, ci w końcu powracają. Tylko czy ktokolwiek na to czekał?

Zdarsky przedstawia świat, w którym bohaterowie wprawdzie istnieją, ale jako odpowiednio obrobione kopie dawnych ikon. Prawdziwą moc posiadają ci, którzy kryją się w cieniu. To oni budują przekaz medialny, będący połączeniem hedonistycznego konsumpcjonizmu z wiernopoddańczym oddaniem władzy. Złotym synem swej epoki jest James Stark, syn Wasp i Iron Mana. Chłopak zblazowany i poddany swemu podejrzanemu doradcy. A skoro już wspomniałem o Złotym Avengerze – los Capa może nie wynagrodził go za jego zasługi, ale skończył on znacznie lepiej niż Iron Man. Avengers: Zmierzch ma w sobie silnego ducha epoki Briana Michaela Bendisa. Heroiczna akcja jest tu mocno podkręcona, ale opiera się na filarach znacznie dojrzalszych niż opowiastka o kolejnym kosmicznym zagrożeniu.

Strona komiksu Avengers: Zmierzch

Avengers: Zmierzch nie jest dziełem prześlizgującym się po dystopii, ale też format opowieści wydaje się zbyt krótki, by wycisnąć z niej pełen potencjał. Zdarsky stara się stopniować napięcie i łączyć to z dynamiką w stylu klasyki przygód Avengers. Oto herosi jednoczą się i powoli podkopują pozycję łotrów, ale nie bez ofiar i osobistych wyrzeczeń. Wszystko wybrzmiewa jak powinno, ale na tym pomyśle można by ukręcić dzieło nie tylko dobre, ale wybitne. Kto wie? Może kiedyś Marvel powróci do tego świata, bo wart jest uwagi.

Daniel Acuna to twórca doskonale czujący się w antyutopijnej wizji Zdarsky’ego, gdzie cała neonowość nie przysłania mroku. Na pierwszy rzut oka wizja rysownika to cyberpunk w pełnym rynsztunku. Reżimowe siły porządkowe, świat jaskrawych świateł i mariaż propagandy z ultra-kapitalistycznym przekazem. Styl Acuny sprawdza się tu znakomicie i przypomina mi choćby prace Alexa Rossa w Kingdom Come. Opowieści poniekąd również o powrocie starej gwardii herosów ze społecznej banicji wprost w ramiona upadającego świata. Uwagę przykuwają też projekty postaci. Cap ma w sobie coś z nieodżałowanego Roberta Redforda, a James Stark udowadnia, iż geny Tony’ego są silne. Drobną prowokacją jest wizerunek prezydenta, który, jeżeli się przypatrzymy, przypomina obecnego lokatora Białego Domu…

Strona komiksu Avengers: Zmierzch

Avengers: Zmierzch to odskocznia od głównej linii Marvela, bliższa epoce Bendisa niż okresowi Marvel Fresh. Zdarsky, nie rezygnując z superbohaterstwa w pełnej krasie, ukazał tu surową powagę rodem z Wojny domowej czy Tajnej inwazji. Choć scenarzysta gra motywami, które gdzieś się już pojawiły, to powrót Rogersa i spółki robi wrażenie. Jednocześnie cieszy brawurą jak liniowe komiksy z Avengers i wciąga mroczniejszym tonem opowieści. Dobrze się też stało, iż komiks został wydany w powiększonym formacie, bo prace Daniela Acuny to mistrzostwo pod każdym względem. o ile kochacie klasycznych Mścicieli, ale chcecie czegoś więcej, to Avengers: Zmierzch jest dla was.


Okładka komiksu Avengers: Zmierzch

Tytuł oryginalny: Avengers: Twilight
Scenariusz: Chip Zdarsky
Rysunki: Daniel Acuna
Tłumaczenie: Marceli Szpak
Wydawca: Egmont 2026
Liczba stron: 208
Ocena: 85/100

Idź do oryginalnego materiału