24. część przygód Asteriksa to komiks, który jest wyjątkowy sam w sobie. Jego powstanie łączy się z dużą ilością smutku. Samo ujrzenie przez ten tom światła dziennego nie do końca było takie pewne. Jak ostatecznie, przy tak wielkiej ilości emocji, wypada Asteriks u Belgów?
Coś niepokojącego dzieje się w obozie rzymskim – wśród legionistów wzrasta przekonanie, jakoby armorykańscy Galowie byli wyjątkowo spokojni i niegroźni w porównaniu ze swoimi belgijskimi pobratymcami. Wódz Asparanoiks nie może znieść takiej zniewagi! Wraz z Asteriksem i Obeliskem wyrusza na spotkanie swoich północnych krewniaków. Chce, żeby Galowie i Belgowie stanęli do zawodów, które rozstrzygną, który z ludów jest największym przeciwnikiem Rzymian i raz na zawsze udowodnić sobie i całemu światu, kto jest najdzielniejszy.
– opis wydawcy
Standardowo zacznę od okładki, która utwierdziła mnie w przekonaniu, iż wszystkie te okropne i dziwne są już dawno za nami. Ta nie dość, iż łączy się idealnie z opowiedzianą historią, to jeszcze pokazuje najważniejsze jej aspekty. A takie właśnie powinny być fronty komiksów! Cieszę się również, iż jest ona spójna, narysowana jedną techniką. Jak dobrze już wiemy, wcześniej zdarzały się ilustracje niezbyt urodziwe, w których Uderzo próbował różnych technik rysunków.
Asteriks u Belgów to niezwykle zabawny komiks pokazujący kolejną szaloną przygodę Galów. W tej części przez dłuższy czas śledzimy losy nie trzech, a czterech postaci. Do znanej nam dobrze ekipy dołączył wódz Asparanoiks. To właśnie z jego inicjatywy wybieramy się w podróż do Belgii. Chce on pokazać, iż to Galowie są najdzielniejsi, dzielniejsi od Belgów, których tak wychwala Cezar. Ostatecznie, jak wiadomo, wszystko kończy się dobrze, a nasi bohaterowie zaprzyjaźniają się z nowo poznanym narodem.
Warto zauważyć, iż w tej historii możemy zaobserwować tak zwany efekt motyla. Czyli widzimy, jak jedna mała decyzja bądź, w tym przypadku, powiedziane przez Cezara zdanie doprowadza do całej lawiny wydarzeń, a tym samym do przezabawnej historii. Nie da się ukryć, iż motyw ten został bardzo wyraźnie zarysowany. Jeden czyn może doprowadzić do bardzo dużych i niebezpiecznych konsekwencji.
Zobacz również: Czarodziejki W.I.T.C.H. Księga – recenzja komiksu. Tasiemiec dla nastolatek
Bardzo trudno to napisać, jednak najwyższy czas. Otrzymaliśmy właśnie ostatni komiks z serii napisany przez wielkiego René Goscinny’ego. Chwilę przed skończeniem tego albumu scenarzysta zmarł śmiercią tragiczną podczas lekarskiego badania. Niestety Albert Uderzo został zmuszony do skończenia albumu w terminie pod karą dużej rekompensaty finansowej dla wydawcy. Bardzo dobrze widać, od którego momentu rysownik sam zajął się dokończeniem tomu. W komiksie zaczyna padać, a niebo z planszy na planszę jest coraz ciemniejsze. Na pierwszy rzut oka jest to bardzo mały akcent rysunkowy, jednak wystarczająco wymowny.
Nie da się ukryć, iż twórczość René Goscinny’ego to legenda sama w sobie. Jego komiksy czyta cały świat, a ich popularność z roku na rok wydaje się coraz większa. Chwilę po jego śmierci, jak na prawdziwego artystę przystało, jego twórczość zaczęła się sprzedawać w zawrotnym tempie. Dziś tylko możemy chylić czoła nad tym, co stworzył i co może zostać na zawsze. Sam Uderzo myślał nad emeryturą, jednak po trzech latach ukazał się kolejny tom Asteriksa. Już nie mogę się doczekać, aż będę miała go w ręce.
Podsumowując, Asteriks u Belgów. Tom 24 to jedna z zabawniejszych przygód Galów, przy której bawiłam się wyśmienicie. To również część, gdzie żegnamy legendę. A na koniec warto wspomnieć o planszy 43, która jest parodią znanego obrazu Pietera Bruegla Starszego „Chłopskie wesele”. Jako fanka sztuki takimi smaczkami jestem uradowana.

Scenarzysta: Rene Goscinny
Ilustrator: Albert Uderzo
Wydawca: Egmont
Premiera: 17 czerwca 2026r.
Oprawa: twarda
Stron: 94
Cena katalogowa: 59,99 zł
Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z wydawnictwem Egmont. Dziękujemy!
Fot. główna: materiały promocyjne – kolaż (Egmont)








