Zaskakująca zmiana w obsadzie kultowego serialu. Kto miał zagrać tę bohaterkę?

swiatseriali.interia.pl 2 godzin temu
Zdjęcie: INTERIA.PL


Dziś trudno sobie wyobrazić "Grę o tron" bez spojrzenia Emilii Clarke, bez charakterystycznej mieszanki kruchości i stalowej determinacji, bez tej energii, która z sezonu na sezon rosła razem z Matką Smoków. A jednak, aktorka wcale nie była pierwszym wyborem twórców. Ba, rola Daenerys trafiła do innej gwiazdy i choćby nakręcono z nią pilotażowy odcinek serialu. Dopiero gdy HBO uznało, iż coś w tej historii nie działa, ruszyła lawina zmian, która doprowadziła do jednego z najsłynniejszych recastingów w historii telewizji.


W branży mówi się, iż pilotażowy odcinek ma na celu sprzedać serial. W przypadku "Gry o tron" pierwsze podejście okazało się na tyle problematyczne, iż produkcja została w dużej mierze zrobiona od nowa. Pierwotny pilot nakręcono w 2009 roku, ale HBO nie zdecydowało się go wypuścić publicznie; zamiast tego zarządzono poważne poprawki, a część obsady wymieniono. To właśnie wtedy rozegrała się historia, którą fani uwielbiają - zanim Emilia Clarke została twarzą Daenerys, postać grała inna aktorka.

Tamzin Merchant jako Daenerys: pierwsza Matka Smoków


W niewyemitowanym pilocie Daenerys Targaryen grała Tamzin Merchant. I nie jest to miejska legenda: aktorka rzeczywiście została obsadzona i powstał materiał z jej udziałem. Dopiero po wewnętrznych pokazach i decyzji o gruntownych zmianach w pilocie rolę przejęła Emilia Clarke.Reklama


Po latach Merchant zaczęła mówić o kulisach tamtej sytuacji; opisywała doświadczenia z planu jako trudne i podkreślała, iż w pewnym momencie próbowała się wycofać. W rozmowach medialnych wracał też wątek zdjęć w Maroku oraz jej poczucia dyskomfortu w warunkach produkcyjnych.
Recast w serialu tej skali nigdy nie jest drobnym zabiegiem. "Gra o tron" miała od początku ambicje, by stać się poważaną produkcją, a Daenerys miała być jednym z fundamentów opowieści. Wiadome było, iż jeżeli publiczność nie zachwyci się serialem pierwszych scen, cała konstrukcja zacznie się chwiać.
Z perspektywy czasu decyzja HBO wygląda jak chłodna kalkulacja - lepiej ponieść koszt zmian na starcie niż ciągnąć przez lata coś, co nie jest w stanie udźwignąć serialu w kluczowych momentach.

Emilia Clarke jako Daenerys Targaryen: ponowny casting do serialu


Daenerys w wydaniu Clarke była jednocześnie młoda i krucha, ale też nieprzewidywalna. Ta wielowymiarowość bohaterki stała się kluczem: widzowie mogli jej współczuć, kibicować, a z czasem także się jej bać. To, co początkowo było ratowaniem pilota, finalnie okazało się wyborem, który zdefiniował cały serial. Daenerys Clarke stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci popkultury XXI wieku - obok Jona Snowa czy Tyriona Lannistera.
Na początku Daenerys przedstawiona jest jako postać, której świat nie oszczędza. Staje się pionkiem w cudzej grze. jeżeli ten etap nie wzbudziłby empatii, późniejsza przemiana w liderkę nie miałaby odpowiedniej siły. Recast sprawił, iż twórcy dostali nową możliwość ponownego ustawienia tonu i, co ważne, mogli skorygować rytm oraz akcenty w pilocie, by historia bohaterki była bardziej czytelna dla widza. To świetny dowód na to, iż pierwszy wybór nie zawsze jest tym najlepszym.
Zobacz też:
Perełka fantasy powraca! Finał zadebiutuje szybciej, niż przypuszczacie
Idź do oryginalnego materiału