Wprowadzone w oryginalnej trylogii Gwiezdnych wojen Ewoki to jedne z najbardziej rozpoznawalnych istot tego uniwersum. Dzięki swoim uroczym designom i unikalnej kulturze podbiły serca milionów fanów na całym świecie. Za sprawą wydawnictwa Marvel w końcu dostajemy historię, w której przedstawiciele tej rasy grają pierwsze skrzypce. Jak więc wypadają w tej roli? I czy Star Wars: Ewoki okazało się udanym komiksem?
Historia zaprezentowana w tym albumie skupia się na generale Koyatcie. Mężczyzna w niewyjaśnionych okolicznościach przetrwał bitwę o Endor. Aby udowodnić swoją lojalność wobec ledwo zipiącego Imperium, wyrusza na leśny księżyc Endora, by odnaleźć zaginiony skład potężnej imperialnej broni. Zanim jednak do tego dochodzi, kompletuje drużynę najemników, która ma pomóc mu w wykonaniu misji. Grupa nie jest jednak przygotowana na opór, jaki napotka. Na drodze do realizacji celu staną obrońcy tamtejszych lasów — potężne Ewoki.
Fabuła jest bardzo prosta, ale zarazem przyjemna. Utrzymano ją w zdecydowanie lekkim tonie, co jest zrozumiałe, biorąc pod uwagę bohaterów, z jakimi mamy do czynienia. Dzięki temu jest ona zaskakująco angażująca. Choć komiks wydał mi się momentami naiwny, przedstawioną w nim opowieść śledziłem z autentycznym zainteresowaniem.
Fot. EgmontBohaterowie, których obserwujemy, są naprawdę sympatyczni. Z uwagi na objętość komiksu nie było zbyt wiele czasu w rozbudowanie większości z nich. Mimo tego, byłem pod wrażeniem, jak sprawnie udało się zaprezentować część Ewoków. Najwięcej miejsca poświęcono zdecydowanie Wicketowi, młodemu przedstawicielowi swojego gatunku. Chłopiec na każdym kroku próbuje się wykazać i udowodnić pobratymcom, iż zasługuje na traktowanie jak dorosły. Dobroduszność i altruizm czynią z niego uroczego protagonistę.
Inni bohaterowie, jak chociażby Meedro czy Asha, Czerwona Zjawa, również zostali całkiem dobrze przedstawieni. Ta dwójka zasługuje na uznanie szczególnie za swoje designy. Przed lekturą obawiałem się, iż rysownik pójdzie na skróty i każdy Ewok będzie zwykłym kopiuj-wklej. Na szczęście tak się nie stało. Choć większość postaci z tła różni się głównie kolorami, niektóre wyglądają zdecydowanie bardziej unikalnie. Po Meedro widać zmęczenie i doświadczenie, jakie za nim stoi. Asha jest natomiast znacznie lepiej wyposażona, a jej reputacja panująca w wiosce wydaje się w pełni zasłużona.
Fot, EgmontJedynym elementem, na który mógłbym ponarzekać, jest antagonista. Koyatta nie stanowi tutaj większego zagrożenia. Od początku do końca jest pomiatany albo przez Ewoki, albo przez własnych towarzyszy. Pozwala to wprowadzić kilka naprawdę zabawnych scen, ale mógłby robić choć odrobinę większe wrażenie. Mimo to i tak sprawdza się całkiem nieźle w historii utrzymanej w lżejszej, bardziej komediowej konwencji.
Star Wars: Ewoki to dość głupiutka, ale bardzo przyjemna lektura. Sympatyczne postacie, uroczy humor i angażująca fabuła sprawiają, iż tytuł ten jest wart polecenia. To ciepły komiks, który okazuje się również miłą odskocznią od klasycznych fabuł ze świata Gwiezdnych wojen.
Fot. główna: materiały prasowe














