Wygrał miliony na loterii, teraz zaprasza muzyków na prywatne koncerty. Mały, wielki film!

film.interia.pl 1 tydzień temu
Zdjęcie: materiały prasowe


Dawno żadna filmowa ballada tak bardzo nie skradła mojego serca. "The Ballad of Wallis Island" to słodko-gorzka opowieść o dobrych ludziach, którzy szukają wyjścia na prostą. Ten film pojawił się u nas po cichu na VOD. Warto go odnaleźć, bo to jeden z najlepszych tytułów 2025 roku.


"The Ballad of Wallis Island": milion funtów za prywatny występ


Tom Basden i Tim Key od lat występują razem na brytyjskiej scenie komediowej. "The Ballad of Wallis Island" jest rozwinięciem ich nominowanego do nagrody BAFTA krótkiego metrażu z 2007 roku. "The One and Only Herb McGwyer Plays Wallis Island" to opowieść o zwycięzcy loterii Charlesie (Tim Key), który płaci pół miliona funtów gwiazdorowi folk Herbowi McGwyerowi (Tom Basden), by ten dał prywatny koncert na wyspie Wallis. Po 19 latach artyści rozwijają krótki metraż w tragikomiczną opowieść o trójce pogubionych ludzi, którzy próbują odzyskać stery swojego życia.Reklama
Tym razem Charles zaprasza na wyspę nie tylko Herba, ale też jego dawną kompankę Nell Mortimer (Carey Mulligan). McGwyer/Mortimer dekadę wcześniej byli odnoszącym sukcesy duetem, który rozpadł się przez solową karierę Herba. Teraz artysta, któremu nie powiodło się tak jak to sobie wymarzył, potrzebuje pieniędzy, by wydać nowy album. Nie wie, iż na wyspie spotka Mortimer, z którą łączyło go coś więcej niż tylko muzyka. Z kolei Nell dawno porzuciła muzyczny biznes i zajmuje się głównie gotowaniem sosu chutney. Na wyspę przyjeżdża ze swoim mężem Michaelem (Akemnji Ndifornyen), który gwałtownie jednak zostawia ją z Charlesem i Herbem, i jedzie oglądać... maskonury.


Wyspa jest dosyć surowa i nie oferuje wygód, do jakich McGwyer/Mortimer byli przyzwyczajeni podczas swoich tras koncertowych. Choć owdowiały Charles mieszka sam w dosyć okazałej chacie (ma prywatny kort tenisowy), to wokół nie ma choćby miasteczka. Jeden słabo zaopatrzony sklep, jedna budka telefoniczna, słaby internet i do tego żyjący w swoim własnym świecie mieszkańcy - oto rzeczywistość gwiazdorskiego niegdyś duetu pieśniarzy, których z niewiadomych powodów na tyle mocno kocha ekscentryczny samotnik Charles, iż jest gotów zapłacić im setki tysięcy funtów za prywatny występ.


Baden i Key razem z reżyserem Jamesem Griffithsem nakręcili film w zaledwie trzy tygodnie. Pięknie sfotografowany przez Magniego Ágústssona, świetnie zagrany przez tercet Baden-Key-Mulligan i przede wszystkim mistrzowsko napisany film wzrusza, bawi i daje naprawdę solidny zastrzyk... dobroci. To jest po prostu opowieść o dobrych ludziach, którzy zabłądzili, ale szukają swojej drogi.


Carey Mullligan jest największą gwiazdą tego filmu


Nie znałem wcześniej twórczości Tima Keya, który w filmie "Mickey 17" figuruje jako "mężczyzna w stroju gołębia". Uroczy opis! Tutaj gra człowieka o gołębim sercu, które jest pogruchotane przez tęsknotę za zmarłą żoną. Key ma doskonały komediowy timing godny Johna Candy'ego. Jako lekko neurotyczny milioner z przypadku (wygrał na loterii dwa razy z rzędu!) bawi i rozczula, jak Candy w "Samoloty, pociągi i samochody" Johna Hughesa. Zresztą "The Ballad of Wallis Island" ma w sobie coś z kina Hughesa - mistrza szlachetnej amerykańskiej komedii.


Toma Basdena znam natomiast z roli Matta w "After Life" Rickiego Gervaisa. W Herbie jest dziwaczny smutek postaci tworzonych przez Gervaisa od czasu "The Office". Gdy Herb przyjeżdża na wyspę wygląda jak Bob Dylan za swoich folkowych czasów. Nonszalancja uosobiona przez Ray-Bany na nosie (słońca zbyt wiele na tej wyspie nie ma) gwałtownie zderza się z nową rzeczywistością, gdy Pan Gwiazdor musi wyskoczyć z łódki, bo na wyspie nie ma choćby drewnianego pomostu. Podczas pobytu na wyspie muzyk zamoczy w zimnym morzu nie tylko stopy, ale wyleje się na niego cały kubeł zimnej wody. Wokół Herba powoli pęka gwiazdorska powłoka, kryjąca żal, melancholię i tęsknotę. Za karierą, ale też miłością.
Carey Mullligan jest największą gwiazdą tego skromnego filmu. Jej rola nie jest wielka, ale jest świetnie skonstruowana. Nell to dojrzała i mądra kobieta, która mimo żalu, jaki w sobie nosi, potrafi spojrzeć szerzej na pokusy show-biznesu, ale też na prostotę życia w takim miejscu jak wyspa Wallis.
Scenariusz "The Ballad..." jest utkany z subtelnych zachowań bohaterów, gestów i słów, które w finale składają się na pełen obraz tej magicznej i pokrzepiającej opowieści. Pokrzepiającej nie w przesłodzony sposób. Herb, Neil i Charles pozostaną ze swoim bólem, który mogą jednak oswoić i się z nim pojednać. W finale polecą wam łzy. Tak wygląda mały, wielki film.
9/10
"The Ballad of Wallis Island", reż. James Griffiths, Wielka Brytania 2025, film dostępny na VOD, m.in. Amazon i Apple+.
Idź do oryginalnego materiału