Wszystkie jesteśmy Loiltami? Ekranizacja „Czytając Lolitę w Teheranie” stawia powieść Nabokova w świetle irańskiego reżimu [Recenzja]
Zdjęcie: Kadr z filmu „Czytając Lolitę w Teheranie” (Fot. materiały prasowe Aurora Films)
Pierwszy raz „Lolitę” przeczytałam na urlopie w Grecji. Kiedy piasek grzał mnie w plecy, a fale omiatały stopy, nad piękną językowo i ohydną znaczeniowo prozą Vladimira Nabokova czułam się co najmniej nieswojo. Doszłam do wniosku, iż być może nie była to książka, którą powinnam spakować do walizki. Że okoliczności w chwili lektury również wpływają na siłę przekazu. Że nie powinnam czuć błogiego słońca, kiedy tam, po drugiej stronie, Lolita jest wykorzystywana w najpaskudniejszy sposób. jeżeli europejska plaża spłyca znaczenie tej powieści, to Teheran zdecydowanie je pogłębia. Losy irańskich kobiet, zatrważająco zbliżone do bohaterki Nabokova, splatają się w filmie „Czytając Lolitę w Teheranie”, na podstawie bestsellerowej autobiografii Azar Nafisi.







