“Wolę grób w Kolumbii, niż więzienie w Stanach Zjednoczonych”. Recenzja książki “Byłem w kolumbijskim więzieniu” Artura Górskiego

kulturalnemedia.pl 3 godzin temu

Za co można trafić do La Picota, jednego z najcięższych więzień świata? Jaka hierarchia i zasady tu panują? Jak wygląda przemyt kokainy w Kolumbii? I ile jest prawdy w historiach o Pablo Escobarze?

Fabuła Byłem w kolumbijskim więzieniu (a adekwatnie reporterska relacja) koncentruje się na pobycie autora w Kolumbii. Artur Górski po wielomiesięcznych staraniach spotyka się z Jackiem Semergą – Polakiem, który trafił tutaj za przemyt narkotyków. Autor rozmawia także z innymi gangsterami – między innymi Dipsem, który był ścigany za handel lub Gustavem Nocellą, mentorem jednego z koordynatorów przemytu kokainy z Kolumbii do Stanów Zjednoczonych. Rozmawia również z Nicolasem Escobarem, ukochanym bratankiem Pabla Escobara, osławionego szefa kartelu z Medellín.

Artur Górski rozmawia też z Carlosem Martinezem, emerytowanym policjantem, który przez lata zajmował się walką z handlarzami narkotyków. Ujawnia on sposoby przemytu, realia rynku oraz to, czego odbiorca nie dowie się z serialu i filmów…

Podział Byłem w kolumbijskim więzieniu

Tak naprawdę książkę Byłem w kolumbijskim więzieniu można podzielić na dwie części. W pierwszej zapoznajemy się z relacją autora, w której przedstawia on historie przestępców i powiązania między nimi, zasady działania La Picota oraz panującą w nim hierarchię, egzekucje na politykach, związki między władzą a kartelami narkotykowymi, jak również tłumaczy, dlaczego przestępcy wolą “grób w Kolumbii niż więzienie w Stanach Zjednoczonych”. Druga to wywiady: ze wspomnianym wyżej byłym śledczym oraz Nicolasem Escobarem.

Jest także rozdział poświęcony malarzowi Fernandowi Botero, który nie chciał namalować Pabla Escobara, a mimo to stworzył dwa jego portrety. Prawdę mówiąc, ta część oraz części “wywiadowe” podobały mi się najbardziej. O ile cała książka oparta jest raczej na rozmowach, o tyle jest dużo relacjonowanych przez Górskiego wydarzeń i podawanych faktów. jeżeli nie jest się do końca zapoznanym z tematem, można się pogubić w tym faktograficznym gąszczu. Rozmowy same w sobie, zwłaszcza podane w formie wywiadu, były lżejsze do przyswojenia.

O stylu Artura Górskiego

Co do lekkości, muszę przyznać, iż nie spodobał mi się styl reportażysty. Pomijając multum wiedzy, co do konieczności jej przekazania nie jestem przekonana, nie spodobały mi się relacje z wycieczki, które były podane z punktu widzenia turysty. Czytając reportaż na dany temat, niezbyt mnie interesuje, co autor zrobił i gdzie pojechał. Zwłaszcza dotyczy to spotkania z Libią, czyli partnerką Jacka Semergi. To były fragmenty, które w mojej ocenie były niepotrzebne i zaburzały nieco ogląd książki. W efekcie była ona chaotyczna pod kątem narracji, co przełożyło się na komfort czytania.

Przeczytałam w jednej z recenzji tej książki, iż “Emocje, jakie wywołuje ta książka, są intensywne i często niekomfortowe. Towarzyszy czytelnikowi szok, niedowierzanie, napięcie, a momentami choćby gniew i bezsilność wobec opisywanej rzeczywistości. To historia, która zmusza do refleksji nad tym, jak działa świat przestępczy i jak cienka jest granica między wolnością a więzieniem – nie tylko tym fizycznym”. Nie zgadzam się z nimi. U mnie Byłem w kolumbijskim więzieniu nie wywołało w zasadzie żadnych emocji. Poza poczuciem, iż nic się nie zmieniło w moim postrzeganiu świata. A reportaż ma taki cel – zmienić nasze myślenie, pokazać inną perspektywę. Dla mnie lektura tej książki niepotrzebna. Szkoda, bo zapowiadała się ciekawie. Sądziłam, iż dostanę pełnokrwisty reportaż, który pokaże mi coś, czego nie wiedziałam lub wywoła jakieś emocje. Tak się nie stało – pozostało poczucie znużenia po lekturze, która w mojej ocenie była bardzo chaotyczna i nie spełniła swojej funkcji jako reportażu.

Idź do oryginalnego materiału