Czy po zakończeniu Supergirl warto zostać w kinie do samego końca napisów? To pytanie zadaje sobie wielu fanów DC przed premierą nowego widowiska z Milly Alcock w roli głównej. Pierwsze informacje z pokazów prasowych sugerują, iż tym razem studio mogło postawić na nietypowe rozwiązanie.
Sceny po napisach od lat są nieodłącznym elementem filmów superbohaterskich. To właśnie one często zapowiadają kolejne produkcje, wprowadzają nowych bohaterów lub zostawiają widzów z istotną wskazówką dotyczącą przyszłości uniwersum. Nic więc dziwnego, iż przed premierą Supergirl wielu fanów zastanawia się, czy również tym razem warto przeczekać końcowe napisy. Jak wynika z pierwszych doniesień, odpowiedź nie jest jednak tak oczywista, jak mogłoby się wydawać.
Supergirl bez sceny po napisach? Nie wszystko stracone
Według relacji osób, które miały okazję zobaczyć film podczas przedpremierowych pokazów prasowych, Supergirl nie zawiera ani sceny w trakcie napisów, ani tradycyjnej sceny po ich zakończeniu. Kilku uczestników pokazów potwierdziło, iż po zakończeniu filmu nie pojawia się żaden dodatkowy materiał rozwijający fabułę lub zapowiadający kolejne projekty DC Studios. Oznaczałoby to odejście od rozwiązania, do którego widzowie przyzwyczaili się przez lata za sprawą produkcji Marvela i części filmów DC.
Mimo tych informacji część fanów pozostaje sceptyczna. W przeszłości studia filmowe wielokrotnie ukrywały sceny po napisach przed krytykami i dziennikarzami, aby uniknąć wycieków najważniejszych spoilerów. Takie praktyki stosowano już przy wielu widowiskach superbohaterskich. Dodatkowe sceny były dodawane dopiero do kinowych kopii filmu lub pokazywane wyłącznie podczas oficjalnej premiery. Dlatego nie można całkowicie wykluczyć, iż widzowie wybierający się na premierowe seanse zobaczą coś, czego nie pokazano podczas wcześniejszych projekcji prasowych.
Warto zostać do końca Supergirl?
Na ten moment wszystko wskazuje na to, iż Supergirl nie oferuje widzom żadnej sceny po napisach. jeżeli informacje z pokazów prasowych okażą się zgodne z wersją kinową, fani będą mogli spokojnie opuścić salę po zakończeniu filmu. Jednocześnie do dnia premiery pozostaje jeszcze cień szansy, iż DC Studios przygotowało niespodziankę, którą chce zachować w tajemnicy do ostatniej chwili. Ostateczna odpowiedź pojawi się dopiero wtedy, gdy film trafi do szerokiej dystrybucji i pierwsze seanse obejrzą zwykli widzowie.
Więcej informacji na Movies Room:
- George Lucas zaliczył występ w nowym filmie o Minionkach
- Jest pierwszy zwiastun polskiej świątecznej komedii. Stramowski, Stenka i Woronowicz w Przepisie na święta
- Pierwsze spojrzenie na film Werwulf Roberta Eggersa
Wszystko co wiadomo o filmie
Film bazować będzie na bardzo cenionej miniserii komiksowej Supergirl: Woman of Tomorrow autorstwa Toma Kinga i ilustratorki Bilquis Evely, wydanej w 2021–2022 roku, która wyróżniała się mroczniejszym podejściem do postaci Kara Zor-El niż wcześniejsze odsłony tej bohaterki. Scenariusz do filmu napisała natomiast Ana Nogueira. Reżyserią filmu zajął się Craig Gillespie, znany z takich tytułów jak I, Tonya czy Cruella.
W centrum opowieści znajdzie się Kara Zor-El, kuzynka dobrze znanego Clark-a Kenta, której losy są znacznie bardziej brutalne i emocjonalne. W odróżnieniu od Supermana, który dorastał na Ziemi pod opieką kochających rodziców, Kara wychowywała się na wyrwanym fragmentu zniszczonej Kryptonu, obserwując śmierć swoich bliskich i cierpienie innych istot. Ta trauma ukształtowała ją jako postać twardszą i bardziej skomplikowaną, co ma być jednym z głównych motorów narracji filmu.
W tytułową rolę Supergirl wciela się Milly Alcock, aktorka znana z serialu Ród smoka. Obok niej w obsadzie znaleźli się m.in. Matthias Schoenaerts jako Krem of the Yellow Hills, Eve Ridley jako Ruthye Marye Knoll, David Krumholtz jako Zor-El (ojciec Kary), Emily Beecham jako Alura In-Ze (matka), a także Jason Momoa jako kultowy łowca nagród Lobo.
Źródło: comicbookmovie.com i comicbasics.com / ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe
















