W wieku 62 lat poznałam mężczyznę i byliśmy szczęśliwi, dopóki nie usłyszałam jego rozmowy z siostrą – Nie sądziłam, iż jeszcze się zakocham, aż pewnej czerwcowej nocy dowiedziałam się o rodzinnej tajemnicy, która mogła wszystko zmienić

polregion.pl 2 godzin temu

Gdy teraz patrzę wstecz, przypominam sobie ten letni czas sprzed lat miałam wtedy 62 lata, a serce biło mi jak w młodości. Nikt z bliskich nie podejrzewał, iż los ześle mi jeszcze raz prawdziwą miłość. Przyjaciółki uśmiechały się z niedowierzaniem, ale ja rozkwitałam na nowo. On miał na imię Jerzy, był ode mnie trochę starszy i miał w sobie tę typowo polską, ciepłą ogładę.

Nasze drogi przecięły się na koncercie muzyki klasycznej w Krakowie podczas przerwy w przypadkowej rozmowie odkryliśmy wspólne pasje. Tamtego wieczoru za oknem padał drobny deszcz, w powietrzu unosił się zapach świeżości, wymieszany z ciepłem rozgrzanego brukiem miasta. Poczułam się wtedy, jakby czas się zatrzymał, a ja znów byłam młoda, otwarta na świat i ludzi.

Jerzy miał łagodność w oczach, był taktowny i z poczuciem humoru śmialiśmy się z tych samych wspomnień sprzed lat, rozprawialiśmy o książkach i dawnych czasach. Przy nim odżyła we mnie euforia z prostych chwil. Jednak choć czerwcowe dni upływały w szczęściu, nadciągał cień niepokoju, o którym wtedy nie miałam pojęcia.

Coraz częściej się spotykaliśmy chodziliśmy do kina, na spacery po Plantach, przechadzaliśmy się po rynku i wymienialiśmy przemyślenia o samotności, do której już niemal się przyzwyczaiłam. Pewnego razu zaprosił mnie do swojego domku nad jeziorem na Mazurach przepiękne miejsce otoczone lasem, gdzie wieczorem słońce zatapiało się w falującym lustrze wody, a powietrze przepełniał zapach sosnowych igieł.

Pewnego wieczoru, kiedy zostałam tam na noc, Jerzy wyszedł załatwić sprawy do pobliskiego miasteczka. Zostałam sama, a wtedy zadzwonił jego telefon na wyświetlaczu pojawiło się imię Zofia. Nie odebrałam, nie chciałam naruszać jego prywatności, ale w środku poczułam ukłucie niepokoju kim była ta kobieta? Gdy wrócił, wyjaśnił, iż Zofia to jego siostra, która ostatnio bardzo choruje. Brzmiał szczerze, więc uwierzyłam.

Prze kolejne dni jednak coraz częściej gdzieś znikał, a Zofia dzwoniła do niego regularnie. Czułam, iż skrywa przede mną coś ważnego. Byliśmy bliscy, ale pomiędzy nami pojawiła się niewidzialna, mocno napięta nić.

Tej jednej nocy obudziłam się i spostrzegłam, iż go przy mnie nie ma. Przez cienkie ściany starego domu usłyszałam jego stłumiony głos przez telefon:

Zosiu, jeszcze chwileczkę Nie, ona nic nie wie Tak, rozumiem Potrzebuję jednak jeszcze trochę czasu

Zimno mi się zrobiło na myśl, iż o mnie właśnie mówi. Wrócił do sypialni, ja udałam, iż śpię, ale mój umysł już krążył wokół setek pytań. Co przede mną skrywa? Czego się boi?

Nad ranem wyszłam niby na spacer i po świeże owoce na targ w Mrągowie, a tak naprawdę ukryłam się z telefonem między drzewami i zadzwoniłam do przyjaciółki:

Halina, nie wiem, co robić. Mam wrażenie, iż Jerzy ukrywa przede mną coś poważnego związanego z siostrą. Może mają jakieś długi albo nie wiem nawet, na co się przygotować. Właśnie zaczęłam mu w pełni ufać.

Halina westchnęła:

Porozmawiaj z nim szczerze, bo domysły cię zniszczą.

Wieczorem nie wytrzymałam. Gdy Jerzy wrócił, zapytałam spokojnie, choć głos mi się trząsł:

Jerzy, przez przypadek usłyszałam twoją rozmowę z Zofią. Mówiłeś, iż jeszcze nic nie wiem. Proszę, powiedz mi prawdę.

Zbladł i spuścił wzrok:

Przepraszam, miałem ci wyznać wszystko. Tak, Zofia to moja siostra, ale od dawna ma poważne kłopoty finansowe grozi jej utrata domu, bo pożyczyła za dużo i nie daje rady spłacać kredytu. Błagała mnie o pomoc. Wydałem na jej ratowanie niemal wszystkie swoje oszczędności. Bałem się, iż jeżeli się dowiesz, uznasz mnie za człowieka bez przyszłości i zrezygnujesz ze wspólnej drogi. Chciałem wszystko załagodzić, zanim ci powiem, dogadać się jeszcze z bankiem

A co miał znaczyć ten szept, iż jeszcze nic nie wiem?

Bałem się, iż jak się dowiesz, odejdziesz Tak pięknie się między nami zaczęło. Nie chciałem cię przytłoczyć cudzymi problemami.

Poczułam w sobie żal, ale i prawdziwą ulgę. Nie chodziło o inną kobietę, wielką tajemnicę czy wyrachowanie. To był tylko strach przed stratą mnie i szczera chęć ratowania bliskiej osoby.

W oczach stanęły mi łzy. Głęboko odetchnęłam, przypominając sobie wszystkie lata samotności, i wiedziałam nie chcę stracić jeszcze jednej ważnej osoby przez niedomówienia i lęki.

Ujęłam Jerzego za dłoń:

Mamy po 62 lata, życie nie zawsze nas rozpieszczało. jeżeli z czymś sobie nie radzisz spróbujmy zaradzić razem. jeżeli jest problem rozwiążemy go we dwoje.

Jerzy ze wzruszeniem przycisnął mnie do siebie. W srebrnym blasku księżyca widziałam na jego policzkach łzy ulgi. Nad jeziorem grały świerszcze, a ciepłe powietrze pełne było zapachu igliwia i letniej nocy.

Nazajutrz rano zadzwoniłam sama do Zofii i zaproponowałam pomoc w rozmowie z bankiem zawsze byłam dobra w takich organizacyjnych sprawach i miałam znajomego doradcę w Olsztynie.

Podczas tej rozmowy poczułam, iż znalazłam upragnioną rodzinę: nie tylko mężczyznę, którego kochałam, ale i bliskich, których byłam gotowa wspierać jak swoich.

Po latach wątpliwości i lęków przyszło zrozumienie, iż nie należy uciekać przed trudnościami, ale razem, ramię w ramię z ukochaną osobą, próbować przez nie przejść. Może 62 lata to nie najbardziej romantyczny wiek na nową miłość, ale życie wciąż potrafi zaskoczyć, jeżeli tylko ma się odwagę znów otworzyć serce.

Idź do oryginalnego materiału