'Vivamus, moriendum est'. Czy tylko czeka nas śmierć? / Nowidzki

publixo.com 8 godzin temu

` - Dlaczego mamy żyć, skoro ostatecznym przeznaczeniem istnienia jest tylko śmierć? Musi istnieć jakiś cel, bo wszystko byłoby absurdem` - powiedział pokutnik Jan Eremita z Radochowa, o ktorym tu pisze, a widze, iż niektorym sie to nie podoba.
` - Czy życie to absurd i taniec śmierci na drodze ku nicości? - powiedział Jan i ciagnął dalej przeplniony smutkiem, iż ludzie nie chcą rozpoznać sensu icj istnienia - Czy to jest tylko wyrokiem, który zapada w chwili narodzin? Każdy oddech i każda chwila jest krokiem ku końcowi. Czas nie płynie — on odbiera, warstwa po warstwie, wszystko, czym jesteśmy. W tej perspektywie życie nie wydaje się być darem, ale procesem nieuchronnej utraty, rozpisanym na lata, które tylko pozornie należą do nas.
Stąd rodzi się myśl najbardziej gorzka: żyjemy po to, żeby umrzeć, a wszystko inne jest jedynie cieniem tej prawdy („vivamus, moriendum est”). Opowieści o szczęściu, spełnieniu czy pięknie życia wydają się w tym świetle desperacką próbą zakrycia czegoś, czego zakryć się nie da. jeżeli życie jest piękne, dlaczego jego istotą jest cierpienie? jeżeli ma sens, dlaczego kończy się unicestwieniem? Te pytania nie są prowokacją, ale logicznym krzykiem świadomości, która dostrzega pęknięcie w samej strukturze istnienia.Cierpienie nie jest wyjątkiem w istnieniu czlowieka, jest regułą jego egzystencji.
Ciało istnieje w stanie nieustannego zagrożenia: choruje, starzeje się, rozpada. Psychika nie przynosi ukojenia, ale pogłębia dramat, wytwarzając lęk, niepokój, poczucie braku. Człowiek nigdy nie jest w pełni tam, gdzie jest — zawsze wybiega ku temu, czego nie ma, i cierpi z powodu tej nieosiągalności. Życie staje się więc napięciem bez rozwiązania, ruchem, który nie prowadzi do spełnienia, ale do wyczerpania.Śmierć jest jedyną pewnością, ale nie niesie ze sobą ulgi, a jedynie domknięcie procesu degradacji. Nikt nie umiera z nadmiaru szczęścia; śmierć jest zawsze związana z jakąś formą bólu, rozpadu, kresu sił. choćby jeżeli przychodzi nagle, jest tylko potwierdzeniem kruchości wpisanej w samą możliwość istnienia. Nad tym wszystkim unosi się bezlitosna logika świata: przyroda niszczy, aby istnieć, a człowiek — świadomy — powiela to zło w wymiarze moralnym.
Historia nie jest opowieścią o postępie, ale o cierpieniu rozciągniętym w czasie.A jednak najbardziej przerażające nie jest samo cierpienie, ale możliwość, iż jest ono pozbawione sensu.
Jeśli wszystko, co istnieje, jest jedynie ślepym ruchem materii, to ból nie ma uzasadnienia, a śmierć nie ma znaczenia. Byłby to absurd absolutny, rozciągnięty nie tylko na życie jednostki, ale na cały kosmos — milczący, obojętny, pozbawiony jakiejkolwiek racji istnienia. W takim świecie nie ma tragedii, bo tragedia zakłada sens, który zostaje utracony. Byłaby tylko pustka, która choćby nie wie, iż jest pustką.I tutaj pojawia się paradoks, który nie pozwala tej wizji się domknąć.
Skoro potrafimy nazwać absurd, to znaczy, iż w jakiś sposób go przekraczamy. Sam akt rozpoznania bezsensu zakłada istnienie sensu jako ukrytego punktu odniesienia. Nie można mówić o nicości, nie mając choćby przeczucia bytu. To przeczucie nie daje odpowiedzi, ale nie pozwala również pogodzić się z całkowitą negacją.Kosmos, choć wydaje się obcy i wrogi, nie jest całkowicie chaotyczny. Jego struktura nosi ślady porządku, którego nie rozumiemy, ale którego nie możemy zignorować. T
o właśnie czyni tragedię głębszą: nie żyjemy w czystym chaosie, ale w rzeczywistości, która zdaje się mieć ukryty sens, niedostępny i milczący. Jakby istnienie było zagadką, której rozwiązanie zostało przed nami zamknięte.Człowiek pozostaje więc zawieszony między dwiema przepaściami. Z jednej strony nieuchronność śmierci i wszechobecność cierpienia, z drugiej — niemożność przyjęcia, iż wszystko jest całkowicie bezsensowne. W tej szczelinie rodzi się lęk przed Nieznanym, lęk, który nie ma ukojenia. Nie wiemy, dokąd zmierzamy, ani dlaczego w ogóle zostaliśmy postawieni na tej drodze.Jeśli życie jest tańcem śmierci, to jest to taniec tragiczny — bez muzyki, której sens moglibyśmy zrozumieć. A jednak fakt, iż go dostrzegamy, iż próbujemy go nazwać, sugeruje, iż nie jest on całkowicie pusty.
Być może sens istnieje, ale jest dla nas niedostępny; być może właśnie ta niedostępność jest jego najbardziej okrutnym wymiarem.Jednakże w tym wszystkim co nazywamy tańcem śmierci na drodze do nicości jest jakiś sens, bo wszystko byłoby absurdem: absurdem, iż się urodziliśmy, absurdem, iż żyjemy i absurdem, iż umieramy.
A jednak nad nami jest niebo gwieździste i są logiczne prawa kosmosu, zatem musi też istnieć jakiś cel życia człowieka i wtedy rodzi się nadzieja, iż nie jest to absurd, ale Bóg`.Po tych sowach spojrzałem na Jana i zrozumiałem, iż jesli człowiek nie wybierze Boga, to czeka go tylko pustka i nicość, chocby róbowal przedłauząc swej życie, to itak kiedyś umrze: `Vivamus, moriendum est`.

Pokutnik Jan Eremita rozważa tejemnicę życia i śmierci.

.
Postscriptum

Drodzy Trolle i inne Niemyte Dusze,
ten tekst przedstawiony przez Jana Eremitę jest streszczeiem pewnego traktatu filozoficzneo. jeżeli nie pojmujecie, o co tu chodzi, to jednak nie możecie się spytać jego autora, bo zmarł tragicznie 180 lat temu na cholerę grasującą po Berlinie.

W następnym odcinku mogę podaę adres e-mailowy Jana Eremity - może Wam odpisze, ale pod warunkiem, iż praestaniecie pisać `zatruwające dusze komentarze`.
Idź do oryginalnego materiału