To już nie czas na Schadenfreude. O odwadze żenady w „Antyfaszystowskim projekcie wizualno-choreograficznym Ani Nowak we współpracy z Hubertem Kielanem w Galerii Foksal, 2026”

magazynszum.pl 3 dni temu

Najpierw słyszymy muzyczny miks. Muzyka operowa, trochę camp, trochę kicz – czyli Wagner, ulubiony kompozytor Hitlera. Aha, z grubej rury. W końcu lecą znajome blasty, przynajmniej dla starych dziadów, takich jak ja. Killing In the Name, hymn starych anarcholi z Rage Against the Machine. „Soy un perdedor … I’m a loser baby, so why don’t you kill me?”, czyli nieustanny powrót lat 90. W wyjątkowo ulewnym deszczu stoją dwie dziewczyny w białych szlafrokach. Zaczynają tańczyć, przygrywa im podobnie ubrany DJ z modną fryzurą. Zaczynają nieśmiało, potem się rozkręcają. Nagle muzyka milknie i znajdujemy się wewnątrz salonu fryzjerskiego. „Radical or classic?” – pyta jedna dziewczyna drugą, przycinając jej włosy. „Centric, symmetrical” – odpowiada druga. Słyszymy pogaduchy dwóch normalsów, w stylu „świat schodzi na psy”, do których ulubionych punktów należy wyszydzanie kultury woke. Od tematów klasycznych – jak skancelowanie Leni Riefenstahl (nie mogą jej znieść, bo jest kobietą i odniosła sukces) – do tych najświeższych: cancelling Eda Sheerana za zwolnienie ze swojej trasy propalestyńskiego Macklemore’a , ale dyskusja rozkręca się w stronę emigrantów. Czy muzułmanie stanowią zagrożenia dla kobiet i gejów? Kochamy inne kultury, ale one muszą się do nas dostosować. A ostatnio do Berghainu nie wpuścili Elona Muska, który potem napisał na swoim portalu X, iż i tak nie wszedłby do środka, gdyż na klubie znajdował się transparent z napisem „PEACE”. Najlepiej to mieszkać w Szwajcarii. Czekolada, banki, zegarki. W międzyczasie trwa przycinanie włosów jednej z performerek – delikatna zmiana coraz bardziej przypomina wygolenie na łyso.

To performans Swastika Sandwich Ani Nowak, który wylądował w Warszawie w bardzo śmiesznym momencie, pod koniec Warsaw Gallery Weekend w niedzielę wieczorem, kiedy ostały się już tylko najwięksi die-hardzi sztuki, niedobitki z pretensjonalnych, a wyczerpujących imprez branżowych i latania z wywieszonym jęzorem po mieście po coraz słabszych wystawach, by trwać w strugach deszczu na Foksal na coraz bardziej już chwiejnych nogach.

Ania Nowak, „Swastika Sandwich”, performans, Galeria Foksal, fot. Pat Mic
Ania Nowak, „Swastika Sandwich”, performans, Galeria Foksal, fot. Pat Mic

Łatwo jest nabijać się z liberałów i latentnego, znajdującego się tuż pod powierzchnią faszyzmu klasy średniej, ale w przypadku Ani Nowak, performerki od piętnastu lat mieszkającej w Berlinie, kontekstem jest faszyzacja całego zachodniego, zamożnego świata. Przecierająca dla siebie ścieżki na niełatwej i przeludnionej scenie performersko-artystycznej Berlina, gdzie panuje ogromna konkurencja, Nowak od początku wnosiła na nią coś własnego: wschodnioeuropejskie spojrzenie. Berlin już od dawna nie jest mekką lewaków i queerów, coś się zaczęło zmieniać już od „kryzysu uchodźczego” w 2015 roku, kiedy Angela Merkel „wpuściła” emigrantów bez przemyślanej polityki asymilacji, a przypieczętowały to ataki Hamasu 7 października 2023 roku i uzasadniane nimi ludobójstwo w Gazie. Zakaz krytyki Izraela w Niemczech nie jest po prostu zakazem propagowania antysemityzmu. Jest częścią niemieckiej racji stanu. Oznacza to, iż ktokolwiek krytykuje dziś w Niemczech Izrael, to wedle prawa bezpośrednio zagraża bezpieczeństwu samych Niemiec.

1
Krytyka 05.09.2025

Nikt wam już nie wierzy. 13. Berlin Biennale

Anna Pajęcka

Przed kilkoma tygodniami skrajna prawica po raz pierwszy zatriumfowała w niemieckich wyborach – Alternatywa dla Niemiec wygrała w Saksonii. Do głównych punktów polityki AfD należą przymusowa reemigracja i deportacje emigrantów, zniesienie prawa do azylu, restrykcje nałożone na nowych imigrantów – w tym ograniczenie napływu uchodźców wojennych z Ukrainy i ich segregacja, czyli np. uniemożliwianie dzieciom ukraińskim uczęszczania do szkoły z dziećmi niemieckimi i tworzenie specjalnych klas. AfD ponadto sprzeciwia się multikulturalizmowi i promuje „tradycyjną, niemiecką kulturę”, jest eurosceptyczna, prorosyjska i krytykuje członkostwo Niemiec w NATO. Brzmi znajomo, ale póki co, chwilowo przynajmniej, nie musimy się z tym w Polsce mierzyć. Być może dlatego sztuka zaangażowana w tej chwili u nas niemal zanikła, natomiast kwitnie za zachodnią granicą.

Łatwo jest nabijać się z liberałów i latentnego, znajdującego się tuż pod powierzchnią faszyzmu klasy średniej, ale w przypadku Ani Nowak, performerki od piętnastu lat mieszkającej w Berlinie, kontekstem jest faszyzacja całego zachodniego, zamożnego świata.

Ania Nowak przynosi nam więc do Warszawy nieco inny, odbiegający od aspiracyjnych snów obraz Zachodu, aktualizując naszą wiedzę o tym, co się stało z najbardziej hipsterskim miastem na świecie. Gargantuicznie nazwana wystawa – Antyfaszystowski projekt wizualno-choreograficzny Ani Nowak we współpracy z Hubertem Kielanem w Galerii Foksal, 2026 – brzmiący jak roboczy tytuł maila wysyłanego o trzeciej nad ranem i pewnie nim właśnie będący, wydaje mi się przede wszystkim wyrazem ogromnego zmęczenia obecną sytuacją. Nie tylko bowiem tradycyjnie prawicowe partie zaczęły w Niemczech prześladować queery i „woke” – w coraz większym stopniu jest to element liberalnego mainstreamu. Faszyzm powoli przecieka do życia codziennego. Dodajmy do tego upadek Berlina jako miasta tanich czynszów i jego coraz większe opanowanie przez wielki kapitał, skutkujące coraz intensywniejszą prekaryzacją sceny artystycznej i jej marginalizacją. Władze Berlina, chrześcijańscy demokraci z CDU, z lubością dokonują cięć w kulturze, biorąc na cel przede wszystkim kulturę niezależną, kojarzoną w tym mieście ze środowiskami queerowymi.

Już nie musimy tęsknie patrzeć na Berlin, już nie musimy im zazdrościć! Nowak, zamieszkała w tym byłym już queerowo-lewicowym raju, ale wciąż mająca silne relacje z Polską, przyjmuje więc na siebie funkcję ironicznego posłańca. Dlatego wystawa w Foksalu nawiązuje do najbardziej zgranych niemieckich klisz: obsesji na punkcie Ordnungu, higieniczności i czystości, jak i, co ciekawe, pewnych klisz polskiej sztuki krytycznej, która występowała przeciwko podobnym sprawom: homofobii, prześladowaniu kobiet i mniejszości.

„Antyfaszystowski projekt wizualno-choreograficzny Ani Nowak we współpracy z Hubertem Kielanem w Galerii Foksal, jesień 2026”, widok wystawy, fot. Alicja Kielan
„Antyfaszystowski projekt wizualno-choreograficzny Ani Nowak we współpracy z Hubertem Kielanem w Galerii Foksal, jesień 2026”, widok wystawy, fot. Alicja Kielan
„Antyfaszystowski projekt wizualno-choreograficzny Ani Nowak we współpracy z Hubertem Kielanem w Galerii Foksal, jesień 2026”, widok wystawy, fot. Alicja Kielan

Słynna Foksalowska przestrzeń została więc zamieniona w surrealistyczną łazienkę. Przez dwa tygodnie w pocie czoła Nowak, Hubert Kielan i grupa glazurników montowała odpychającą w swojej bieli, kliniczną, wyłożoną białymi kafelkami przestrzeń łazienkową, w której jednak nic nie ma specjalnie sensu. W tych kanciastych przestrzeniach zawieszone są ekraniki z filmami ukazującymi seks lesbijski w wannie, w luksferach znajdują się kawałki włosów, w brodzikach są mydełka w kształcie swastyki, a na półkach leżą równiutko zrolowane ręczniki z napisem „polska gościnność”. Początkowo nie mogłam zrozumieć, dlaczego, poza wyżej wymienionymi oczywistościami, ta przestrzeń mnie tak obrzydza i mierzi – co ten projekt ma w sobie aż tak architektonicznie odpychającego, iż czuję się tutaj tak źle. I zdałam sobie sprawę z familiarności użytych tu masowych materiałów, przywołujących zjawisko „euroremontu”, czyszczenia przestrzeni na pokaz i prac nieodżałowanej Henrike Neumann, skądinąd opowiadającej o dziedzictwie NRD. Skojarzenia jednak biegną dalej – wprost do ikonicznych prac polskiej sztuki krytycznej, szukającej w sterylnych przestrzeniach najgorszej opresji: łazienka Nowak to Łaźnia Kozyry dwadzieścia parę lat później i Berek Żmijewskiego, przeniesiony z komory gazowej w świat queerowych kuracjuszy. Zdaniem prawicy, ale też coraz bardziej skłaniających się w tym kierunku liberałów, woke to nowy faszyzm. Ideologia, a nie ludzie.

Faszyzm powoli przecieka do życia codziennego. Dodajmy do tego upadek Berlina jako miasta tanich czynszów i jego coraz większe opanowanie przez wielki kapitał, skutkujące coraz intensywniejszą prekaryzacją sceny artystycznej i jej marginalizacją.

Nie uważam jednak, iż Nowak przyjechała z Berlina, żeby z tej tradycji stroić sobie żarty. Bynajmniej. jeżeli porówna się Antyfaszystowski projekt do wcześniejszych prac Nowak, jest on dużo bardziej wprost, jest w nim o wiele mniej niuansu i delikatności, z której artystka znana była wcześniej. Odbieram tę pracę jako pozycję wyjątkowo serio w jej dorobku. Nowak przychodzi, żeby obwieścić nam wieloaspektowy kryzys Zachodu, który „lost its way” i doprowadził oświeceniowe ideały humanizmu, zdrowia i racjonalizmu do śmiercionośnego absurdu. Co więcej, zdaje się mówić Nowak, te elementy nigdy nie wyparowały, ale pozostały widmowo obecne choćby po denazyfikacji Niemiec, a współczesne konsekwencje kapitalizmu i imperialnej polityki wdrażanej przez Zachód m.in. w Zachodniej Azji odbijają się rykoszetem na nas wszystkich. Czy jest w tym miejsce na to, aby ocalić śmiech, radość, pożądanie, nie tylko queerowe?

Nowak od kilku lat realizuje projekty, w których wiąże prekaryzację, medykalizację i kapitalizację kolejnych obszarów naszego życia. Jednym z nich był performans Obelix Nutrix z 2024 roku. Jego koncepcja była bezpośrednią konsekwencją Covidu, lockdownów i braku dostępu do służby zdrowia, ale też powszechnej, ujawniającej się wtedy alienacji. W stroju „superpielegniarki”, na wielkich białych koturnach drag queen, Nowak snuła refleksję nad pielęgniarstwem, jego historią i współczesnymi realiami; w istocie była to wypowiedź o potrzebie troski. W przesadzonym, białym fartuchu i czepku z błyszczącym, srebrnym paskiem, Nowak uosabiała zmęczoną, zaharowaną pracownicę służby zdrowia, która w epoce nieustannego spektaklu czuje się zobligowana, aby dać nam wystrzałowy performans, mimo iż sama cierpi, co chwila błagając publiczność o ibuprofen albo przytulenie. W tej odsłonie Nowak była matczyna – pokazywała swoje seksowne, zmysłowe ciało w rozchylonym kitlu, jakby chciała nas wszystkich nakarmić mlekiem ze swojej piersi.

„Antyfaszystowski projekt wizualno-choreograficzny Ani Nowak we współpracy z Hubertem Kielanem w Galerii Foksal, jesień 2026”, widok wystawy, fot. Alicja Kielan
„Antyfaszystowski projekt wizualno-choreograficzny Ani Nowak we współpracy z Hubertem Kielanem w Galerii Foksal, jesień 2026”, widok wystawy, fot. Alicja Kielan

W innym performensie, Inflammations, podejmowała temat przewlekłego bólu i zmęczenia, a także ulgi oraz zmysłowości, które pojawiają się wraz z łagodzeniem tych dolegliwości. Ciała performerek w tym spektaklu były słabe, niestabilne, podatne na zranienie. Swastika Sandwich i Antyfaszystowski projekt w Foksal łączy z wcześniejszymi pracami refleksja nad (samo)kontrolą. Późny kapitalizm zmusza nas do nieustannego odgrywania najlepszych wersji siebie, samoulepszania, optymizacji, hiperfunkcjonalności, seksualnej atrakcyjności, nieustannego koncentrowania się i podkreślania własnej „fuckability”, co nie tylko nie omija środowisk LGBTQ+, ale wręcz jest ich plagą. Jednocześnie, coraz bardziej sprekaryzowani, jesteśmy (i będziemy) coraz bardziej chorzy, coraz bardziej narażeni na zranienie.

Nowak przychodzi, żeby obwieścić nam wieloaspektowy kryzys Zachodu, który „lost its way” i doprowadził oświeceniowe ideały humanizmu, zdrowia i racjonalizmu do śmiercionośnego absurdu. Co więcej, zdaje się mówić Nowak, te elementy nigdy nie wyparowały.

Wcześniej u Nowak choroba była metaforą neoliberalizmu, systemu z definicji polegającego na wyzysku, a więc czynieniu innych chorymi dla zmaksymalizowania zysku nielicznych. Ciała były coraz bardziej uzależnione od substancji uśmierzających ból (Inflammations), a osoby, które wykonywały pracę opiekuńczą, jak pielęgniarki, pozbawione były wystarczających zewnętrznych struktur wsparcia i powoli obumierały (Obelix Nutrix). W Antyfaszystowskim projekcie i Swastika Sandwich Nowak przesuwa spojrzenie na kapitalistyczny kult witalności i siły, nieustannej samokontroli, który w oczywisty sposób koresponduje z przedwojennym faszystowskim kultem higieny i siły. Możemy to odnaleźć w manosferze na alt prawicy, ale też coraz bardziej pośród nie potrafiących się oprzeć tej ideologii liberałów i lewicy. Wybudowana wraz z Kielanem łazienka jest oczywiście karykaturą miejsca tego nieustannego samoulepszania. Nowak mówi: Zachód się skończył, skończył się pewien sen, ale też nie ma już czasu ani miejsca na autoeksploatację w stylu poor but sexy. Ani tym bardziej na Schadenfreude.

Zastanawiam się jednak, czy postawione tutaj pytanie jest jakkolwiek świeże, skoro artyści krytyczni zadawali je już 30 i 100 lat temu. I czy najnowszemu projektowi Nowak nie brakuje finezji, którą miały jej wcześniejsze występy, skupione na gramatyce queerowego pożądania, nieustannie puszczające oko, korzystające garściami z estetyki kamp? Odsuwam te pytania z prostego powodu: w dzisiejszej Polsce sztuka zaangażowana politycznie i autentycznie krytyczna znajduje się w zaniku, w zasadzie nie istnieje, kompletnie unicestwiona przez rynek i liberalne posh instytucje (przypomnijmy, iż na Wystawie niestałej w MSN mężczyźni z Oko za oko zostali ubrani). Wiadomo, jakie rodzaje sztuki są dziś preferowane – i wszyscy w mniejszym lub większym stopniu uczestniczymy w tym spektaklu.

„Antyfaszystowski projekt wizualno-choreograficzny Ani Nowak we współpracy z Hubertem Kielanem w Galerii Foksal, jesień 2026”, widok wystawy, fot. Alicja Kielan
„Antyfaszystowski projekt wizualno-choreograficzny Ani Nowak we współpracy z Hubertem Kielanem w Galerii Foksal, jesień 2026”, widok wystawy, fot. Alicja Kielan
„Antyfaszystowski projekt wizualno-choreograficzny Ani Nowak we współpracy z Hubertem Kielanem w Galerii Foksal, jesień 2026”, widok wystawy, fot. Alicja Kielan

Dużo napisano o swoistym liryzmie prac Nowak. W tym kierunku interpretacyjnym idzie np. recenzja w „Szumie” jej dużej, przekrojowej wystawy w MSN-ie sprzed trzech lat, Pocałunek nie zabija. Ciekawe, iż jej autor, Aleksander Kmak, martwi się, iż największym problemem queerowej sztuki w Polsce jest jej nadmierna koncyliacyjność, przymilanie się do mainstreamowego, hetero- a choćby prawicowego widza, negocjowanie przestrzeni, która z góry w pewnym sensie skazana jest na porażkę, ponieważ już na starcie (p)oddaje terytorium, niepotrzebnie się kaja, przeprasza, iż żyje. W jaki sposób przytulanie się w galerii ma kogokolwiek z agresywnej prawicy przekonać, iż kłiry nie chcą jednak seksualizować ich dzieci i uczyć ich w szkołach masturbacji?!

1
Krytyka 01.09.2023

Języki odmiennych intymności. „Pocałunek nie zabija” Ani Nowak w Muzeum Sztuki Nowoczesnej

Aleksander Kmak

Mam więc dla Kmaka, jak i innych krytyków zbyt łagodnej polskiej sztuki queerowej, dobrą wiadomość: ta sztuka się już oficjalnie skończyła. Zastąpiła ją sztuka wkurzona, wzburzona, niespokojna i agresywna, w najlepszym tego słowa znaczeniu. Taka, jak prace Florentiny Holzinger czy najnowsza wystawa Nowak. Mimo iż ewidentnie niedopracowany, będący w procesie, ale pulsujący wewnętrzną witalnością – Antyfaszystowski projekt Nowak perfekcyjnie uderza w aktualne bolączki polskiej sceny artystycznej. Odwołuje się do wytartych klisz i napompowuje je nową energią. Faszystowskie groźby zostają nazwane i potraktowane poważnie, przestrzeń prywatności zostaje wystawiona na pokaz, prywatne znowu jest polityczne. Pod koniec Swastiki Nowak bierze swoją krótko ostrzyżoną partnerkę i starannie myje ją w galeryjnej łaźni. To pewna konfrontacja z tu i teraz, nas samych ze sobą, których seks nie przypomina tego z filmów porno, a nasze mieszkania nie nadają się do pokazania na Instagramie. Zamiast tego – żenada. Trochę śmiechu. Seks czuły, nieco nieporadny, mokre, żenująco czułe pocałunki dwóch dziewczyn w wannie, nieco rozlazłe, niewytrenowane, nieopalone ciało wystające ze szlafroka albo kitla. Twoje ciało. Moje ciało.

Idź do oryginalnego materiału