Piekło jest bardzo popularnym motywem wykorzystywanym w sztuce. Malarstwo, poezja, proza, film, komiks czy gry wideo – każde z tych mediów przedstawiało różne wizje krainy potępienia. Jedną z nich, najbardziej szczegółową i barwną, opisał właśnie Dante Alighieri w „Boskiej Komedii”. W The Alighieri Circle: Dante’s Bloodline dowiemy się, co by było, gdyby autor wspomnianego dzieła rzeczywiście odwiedził piekło oraz jakie konsekwencje niosło by to dla jego rodu.
Spis Treści
- Intrygujący początek – fabuła
- Wizje piekielne – oprawa audiowizualna
- Zgaduj, zgadula – rozgrywka
- Diabeł tkwi w szczegółach – podsumowanie
Intrygujący początek
Gra rozpoczyna się od przybycia do rodowej posiadłości głównego bohatera – Gabriele’a Alighieriego. Jest on mężczyzną w średnim wieku, który, podobnie jak jego przodkowie, ukończywszy 33 lata, zmuszony jest przeprowadzić prastary rytuał mający na celu zamknięcie bram piekieł. By to zrobić, nieszczęśnik musi zejść w głąb czeluści, odnaleźć trzy karty manuskryptu Dantego i na powrót zapieczętować wejście. kilka jednak wiadomo o samym rytuale oraz tym, co Gabriele może napotkać na swej drodze, bowiem całe wydarzenie owiane jest tajemnicą, a ci, którzy już w owym obrzędzie uczestniczyli, nie są zbyt skorzy do rozmowy na jego temat. Bohater musi więc wkroczyć w nieznane dla dobra swojej żony i córki, a także całego rodzaju ludzkiego.

Muszę przyznać, iż sam punkt wyjścia opowieści jest bardzo intrygujący, a początek gry doskonale buduje napięcie przed samym dotarciem do bram piekieł. Twórcy zadbali o to, by w tak krótkim czasie odrobinę nakreślić motywację bohatera i podsycić enigmatyczność całego wydarzenia, w którym weźmie udział. Niestety, im dalej w las (czy bardziej w piekło), tym bardziej historia zaczyna się gubić, a liczba wątków prowadzących donikąd, dziur fabularnych i niedomówień rośnie wprost proporcjonalnie do jej trwania. The Alighieri Circle: Dante’s Bloodline ma też dwie ogromne wady. Pierwszą z nich jest to, iż nie wyjaśnia niczego z tego, co obiecuje, a majaczący od samego początku finał gry, w którym staniemy twarzą w twarz z bytem, z którym podpisał pakt sam Dante, adekwatnie nie ma miejsca. Drugim problemem jest to, iż materiał źródłowy, którym produkcja była inspirowana, także potraktowany jest bardzo pobieżnie. Pod tym kątem tytuł rozczarowuje na całej linii.
Wizje piekielne
Bardzo zgrabnie wypada strona audiowizualna. Grafika jest miła dla oka, w szczególności w pamięć zapadają lokacje, które emanują kolorami czerwieni i szarości. Zdecydowanie było to coś niecodziennego i przywodziło na myśl obcowanie z czymś z pogranicza snu i jawy. Jednak powtarzalność tego efektu jest tym, co go gubi. Gabriele kilkukrotnie wraca do piekła, a ono niespecjalnie się zmienia. Z czasem więc ciekawość i zaintrygowanie obracają się w monotonię i znudzenie. Szkoda, bo Boska Komedia obfitowała w fantastyczne, wręcz klasycznie przerażające wizje piekielnych czeluści i można było zaczerpnąć z nich czegoś więcej.

Warstwa audio także pozostaje dość nierówna. Głosy bohaterów wypadają przekonująco, a oni sami są zagrani wiarygodnie i naturalnie. Trudno jednak powiedzieć mi cokolwiek o muzyce, bowiem miałem wrażenie, iż albo jej nie było, albo nie wybrzmiewała tak głośno, jak powinna. Sam motyw przewodni również nie zapada w pamięć i jest po prostu nijaki.
Zgaduj, zgadula
The Alighieri Circle: Dante’s Bloodline nie jest też grą nazbyt skomplikowaną. To typowy symulator chodzenia, w którym zwiedzamy odrealnione krainy, słuchamy dialogów i rozwiązujemy zagadki. Tych ostatnich jest tyle, co kot napłakał. Nie są też jakoś specjalnie skomplikowane, choć często przez brak możliwości zbliżenia kamery, by lepiej się im przyjrzeć, musiałem wstawać do telewizora. Jedna z łamigłówek też niezbyt czytelnie tłumaczy nam, co powinniśmy zrobić, i to głównie przez nią spędziłem w grze więcej czasu, niż powinienem. Tym bardziej iż gra jest bardzo, bardzo krótka. Jej ukończenie zajęło mi jakieś 4 godziny, a wprawnej osobie, znającej rozwiązania zagadek, powinno udać się zobaczyć napisy końcowe w jakieś 90 minut. To trochę mało, mimo iż cena gry plasuje się na niskim poziomie, bo w granicach 100 złotych. Tym bardziej iż tempo produkcji jest bardzo wolne, usypiające i wręcz monotonne.

Diabeł tkwi w szczegółach
Trudno jest mi zachęcić kogokolwiek do ogrania The Alighieri Circle: Dante’s Bloodline. Jest to produkcja dość nierówna i mało angażująca. Tytuł ten wiele obiecuje, jednak z żadnej z tych obietnic się nie wywiązuje. Intrygująca historia nie dowozi, zagadek jest jak na lekarstwo, a inspiracje materiałem źródłowym są ledwie powierzchowne. Na obronę można by wskazać ciekawą wizję artystyczną, jednak i ona z czasem traci na uroku przez wkradającą się monotonnię. jeżeli lubicie tytuły z gatunku walking simulatorów, możecie dać tej grze szansę. ale zróbcie sobie przysługę i kupcie ją w promocji. Dużej promocji.
Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.
Za dostarczenie gry do testów dziękujemy firmie Entalto Publishing.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższego materiału.





