Tęsknota za tym, co utracone. Studium żałoby w nowym serialu wielkiego twórcy

swiatseriali.interia.pl 1 godzina temu
Zdjęcie: INTERIA.PL


Taylor Sheridan po raz kolejny zabiera widzów w podróż po malowniczej Montanie, tym razem skupiając się na żałobie, tęsknocie za utraconymi bliskimi i próbie odnalezienia się w nowej rzeczywistości, a to wszystko utrzymane w charakterystycznym klimacie "Yellowstone". Serial "Madison" od premiery cieszy się ogromnym zainteresowaniem i rekordową oglądalnością. W Polsce dostępne są już pierwsze odcinki, a my sprawdzamy, czy warto poświęcić mu czas.


"Madison", czyli najnowsza produkcja spod ręki Taylora Sheridana, twórcy takich hitów jak "Yellowstone" czy "Landman". Akcja rozgrywa się w dwóch odrębnych światach – pośród pięknych krajobrazów Montany i na tętniącym życiem Manhattanie – gdzie przyglądamy się więziom, które łączą rodziny bohaterów.
Na platformie SkyShowtime zadebiutowały już trzy odcinki serialu. Nowe epizody pojawiają się w każdy piątek. Finał przewidziano na 24 kwietnia. Widziałam już cały sezon. Taylor Sheridan najlepsze produkcje ma już za sobą, ale "Madison" to bez wątpienia kolejny wyjątkowy serial w jego filmografii.Reklama



Serialowe imperium Taylora Sheridana


Taylor Sheridan stworzył prawdziwe serialowe imperium - i nie ma w tym ani grama przesady.
"Yellowstone" zapoczątkował całe uniwersum produkcji opowiadających historię rodziny Duttonów, a z czasem twórca rozbudował swoje portfolio o kolejne tytuły, takie jak "Landman", który bił rekordy oglądalności, a także "Tulsa King", "Burmistrz z Kingstown" czy "Lioness". Fenomen jego twórczości doczekał się choćby własnej nazwy - Sheridanverse - a część widzów spekuluje, iż wszystkie te historie mogą rozgrywać się w jednym wspólnym świecie. Wszystko wskazuje jednak na to, iż to właśnie saga rodu Duttonów pozostaje najbliższa sercu twórcy.
Ciekawostką jest fakt, iż Sheridan kupił legendarne ranczo 6666 Ranch w Teksasie za 320 milionów dolarów. Posiadłość istnieje od 1870 roku, od lat uchodzi za symbol tradycji i kowbojskiego stylu życia, słynąc z hodowli koni oraz bydła. Dla Sheridana nie była to jednak zwykła inwestycja. Wraz z rodziną i pracującymi tam kowbojami chce przede wszystkim chronić dziedzictwo amerykańskiego Zachodu, które od lat stanowi inspirację dla jego twórczości. Ranczo możemy podziwiać m.in. w "Yellowstone" oraz "Landmanie", a w przeszłości pojawiały się także plany stworzenia serialu w całości mu poświęconego, choć na razie projekt ten nie doczekał się realizacji.


W "Madison" czuć namacalną atmosferę, za którą pokochaliśmy "Yellowstone". Malownicze krajobrazy, długie, kontemplacyjne ujęcia i obecny w tle kowbojski styl życia kontrastują tu z bohaterami na co dzień funkcjonującymi w nowojorskiej rzeczywistości. Jako zestawienie dwóch światów serial wypada przekonująco i wizualnie potrafi zachwycić. Niestety, jeżeli chodzi o samą fabułę, Sheridan nie ustrzegł się kilku potknięć.

"Madison": studium żałoby ze świetną rolą Michelle Pfeiffer


W pierwszym odcinku poznajemy rodzinę Clyburn. Uprzywilejowanych i nieznośnie bogatych mieszkańców Nowego Jorku. Stacy (Michelle Pfeiffer) i Preston (Kurt Russell) przez całe życie pracowali na to, by zapewnić swoim dzieciom dostatnie życie. Najstarsza córka, Abigail (Beau Garrett), jest rozwódką z dwójką dzieci. Zaszła w ciążę bardzo młodo, jej małżeństwo okazało się pomyłką, a sytuacja finansowa pozostawia wiele do życzenia. Z kolei młodsza Paige (Elle Chapman) została wychowana w luksusie i jest przyzwyczajona do perfekcji. Ma idealne życie, nienaganny wygląd i podporządkowanego sobie męża.
W rodzinie Clyburnów nie brakuje napięć, jednak wszystkie problemy schodzą na dalszy plan, gdy dochodzi do tragedii. Preston wraz ze swoim bratem Paulem (Matthew Fox) giną w wypadku podczas wypadu na ryby. Rodzina Clyburnów wyrusza na prowincję w Montanie, by wziąć udział w ostatnim pożegnaniu ukochanego ojca, a Stacy pogrąża się w głębokiej żałobie.


"Madison" to bez wątpienia najbardziej przejmująca opowieść spod ręki Taylora Sheridana. Przepełniona jest bólem, tęsknotą za tym, co utracone, i wyrzutami sumienia z powodu niewykorzystanych szans. Twórca z wyczuciem uchwycił poszczególne etapy żałoby Stacy oraz jej rozterki związane z przeprowadzką. Kobieta musi zdecydować, czy zostać w surowej, prowincjonalnej Montanie, próbując odnaleźć spokój i sens życia, czy wrócić do szybkiego, miejskiego rytmu Nowego Jorku. Sama Michelle Pfeiffer całym sercem wciela się w swoją bohaterkę. Choć nie ma zbyt wielu scen z Kurtem Russellem, naprawdę wierzymy w to, iż ich bohaterów łączyła wyjątkowa, nierozerwalna więź.
Problemy pojawiają się przede wszystkim w wątkach drugoplanowych. Relacja Stacy z córkami bywa momentami trudna do zniesienia, a sceny ich kłótni przerysowane niemal do granic możliwości. Szczególnie Paige wypada tu karykaturalnie - napisana jednowymiarowo, jako rozpieszczona dziewczyna z wielkiego miasta i irytująca żona. Z kolei w przypadku Abigail scenarzyści ratują postać dzięki wątkom romantycznym, które pozwalają pokazać ją w bardziej zniuansowany sposób, ukazując różne odcienie jej charakteru.
W drugiej połowie sezonu wkradają się pewne powtórzenia fabularne. Widzowie mogą odczuwać przesyt ciągłym rozpaczaniem przeplatanym kłótniami. Podczas seansu towarzyszyły mi mieszane uczucia - i wciąż je odczuwam. Z jednej strony "Madison" sprawdza się doskonale jako serial obyczajowy, produkcja "środka". Niewymagająca, do obejrzenia po pracy do popołudniowej kawy. Z drugiej jednak strony uproszczenia scenariuszowe i jednowymiarowość niektórych wątków kłują w oczy. Najbardziej rozczarowuje brak pomysłu na postać Paige, choć istnieje nadzieja, iż Sheridan rozwija ją w drugim sezonie, który został już nakręcony i czeka na premierę.
Pod względem popularności "Madison" odniósł imponujący sukces. Serial zgromadził 8 milionów odtworzeń w ciągu pierwszych 10 dni od premiery, stając się największym debiutem oryginalnego serialu Taylora Sheridana na platformie Paramount+. To jeden z największych sukcesów w jego dorobku, potwierdzający rosnącą popularność jego produkcji.
Czytaj więcej: Kryminał z laureatką Oscara w roli głównej to klapa. Nie warto tracić czasu
Idź do oryginalnego materiału