"Ta inna siostra Bennet" to wciągająca wariacja na temat "Dumy i uprzedzenia" – recenzja serialu BBC

serialowa.pl 1 godzina temu

Lekki, ale niepozbawiony głębszych momentów serial pokazujący postaci z „Dumy i uprzedzenia” trochę inaczej? Niby w tym świecie wszystko już było – ale wciągająca „Ta inna siostra Bennet” dowodzi, iż to nie do końca prawda.

Okrzyk: „Ależ to urocze!” raczej nie wystarczy za całą recenzję, więc spróbuję tę myśl rozwinąć. Oddaje ona jednak dobrze to, z czym zostawił mnie seans adaptacji powieści Janice Hadlow. Jasne, „Ta inna siostra Bennet” („The Other Bennet Sister”) to kolejna wariacja na temat „Dumy i uprzedzenia”, a wiadomo, iż w uniwersum Jane Austen adekwatnie wszystko już było i trudno o zaskoczenia. Przykładowo, miałam świadomość istnienia „Dumy i uprzedzenia, i zombie” czy „The Lizzie Bennet Diaries”, ale dopiero czytając o nowym serialu BBC (w Polsce emitowanym na HBO Max), odkryłam, iż przed książką Hadlow była już „Emancypacja Mary Bennet” Colleen McCullough, a własnej powieści typu cosy crime doczekała się niedawno choćby Caroline Bingley („Miss Caroline Bingley, Private Detective”).

Ta inna siostra Bennet – o czym jest serial BBC

Podziwiam osoby, które za wszelkimi „dodatkami do Austen” nadążają. Sama znam ten fenomen dość wybiórczo, ale iż przeczytałam z kilka powieści autorki i widziałam ileś adaptacji, to orientuję się w konwencji. Na dodatek jestem zdania, iż choćby jeżeli sama nie czekam na netfliksową odsłonę „Dumy i uprzedzenia”, stawiając na piedestale wersję z 1995 roku, to wierzę, iż kolejne generacje mają prawo do własnych, wyrażających ducha czasów opcji w tym zakresie. I do dowolnych, oby udanych, „dopisków”. Podchodziłam więc do „Tej innej siostry Bennet” bez wielkich oczekiwań, ale też z myślą, iż wariacja na temat, o ile jest dobrze zrobiona, wcale nie narusza kanonicznej świętości losów Elizabeth Bennet i pana Darcy’ego.

„Ta inna siostra Bennet” (Fot. BBC)

Serial moje oczekiwania przerósł. To znaczy okazał się z grubsza tym, czego należało się spodziewać, ale działającym lepiej, niż sądziłam. Bardziej angażująco, konsekwentnie i, wracamy do kluczowego słowa, uroczo. O ile przy „Gorącej rywalizacji” raczej rozumiałam, niż czułam, czemu ta fanficowa konwencja się podoba, tak tu faktycznie poczułam dokładnie to, co miałam poczuć. I chociaż to dwie zupełnie inne historie pod względem czasów, miejsc, postaci, na dodatek skrajnie odmienne w kwestii zawartości scen seksu, to łączy je bezpieczny schemat mający sprawić, iż widownia na chwilę uwierzy w lepszy świat, sprostanie wyzwaniom rzucanym przez los etc.

„Gorąca rywalizacja” oczywiście nie jest fanfikiem, tylko sprawia takie wrażenie. Z kolei „Ta inna siostra Bennet”, jakkolwiek to oficjalnie wydana powieść, bardziej wprost realizuje fanfikowe konwencje. To wszak pokazanie znanego świata z punktu widzenia drugoplanowej dotąd postaci, średniej córki Bennetów, Mary (Ella Bruccoleri, „Z pamiętnika położnej”, „Bridgertonowie”). Terroryzowana przez matkę (Ruth Jones, „Gavin & Stacey”), ze schowanym za gazetę ojcem (Richard E. Grant, „Na całego”), zawsze w cieniu czterech wychwalanych sióstr, zrażona próbami wpasowana się w otoczenie, młoda kobieta szuka swojej drogi – głównie w książkach. Gdy jednak dostaje szansę zamieszkania z wujostwem (Indira Varma, „Nocny recepcjonista”, i Richard Coyle, „Każdy z każdym”) w Londynie, zmienia się nie tylko pod wpływem lektur, ale też poznanych tam ludzi.

Ta inna siostra Bennet – bycie sobą w świecie Austen

Proste jak budowa cepa (czy co tam byłoby odpowiednikiem cepa w wyższych angielskich sferach początku XIX wieku)? Optymistyczne w przekonaniu, iż wystarczy być sobą i przejąć kontrolę nad życiem, a wszystko się ułoży? Oczywiście iż tak. Wiadomo z góry, iż Mary przeżyje liczne przygody. Zdobędzie przyjaciół i adoratorów. Uwierzy, chociaż z trudem, w siebie. Dowie się, kim naprawdę jest. Nauczy się iluś rzeczy o braniu losu we własne ręce wbrew presji wywieranej na kobiety przez sztywne społeczne normy. I tak dalej. Wiemy wszak, jak przebiegają historie o „brzydkich kaczątkach”, widzieliśmy – chociaż to też pewnie jakoś pokoleniowe – „Pamiętnik księżniczki” i inne wariacje na temat. Tyle iż „Ta inna siostra Bennet” bardzo skutecznie konwencję niuansuje, a przy tym naprawdę zapewnia doskonałą zabawę i masę ciepłych uczuć.

„Ta inna siostra Bennet” (Fot. BBC)

Półgodzinne odcinki mają mocno komediowy charakter. Ale chociaż nieadekwatne do sytuacji, szczere odzywki Mary bawią, to serial nigdy z niej naprawdę nie kpi. Bardziej żartuje z innych postaci (doskonale nieobecny jest tu grany przez Victora Pilarda Darcy), a z niedopasowania Mary czyni atut, powiew świeżości w zatęchłym towarzystwie. Tej świeżości ulegają, jak to w tej konwencji, kolejni pożądani kawalerowie, a zarówno łagodny Tom Hayward (Dónal Finn, „Młody Sherlock”), jak i żywiołowy i bogaty, czyli mogący pozwolić sobie na więcej William Ryder (Laurie Davidson, „Mary & George”) mają wystarczająco wiele zalet, by kwestie wyboru między nimi i odkrywanie, czego przy okazji dowie się o sobie główna bohaterka, naprawdę wciągały.

Myślę jednak, iż siła serialu polega nie tylko na tym, iż lubimy opowieści o odkrywaniu siebie i sukcesie kogoś, komu nie dawano szans. I nie tylko na lekkiej romansowej konwencji. „Ta inna siostra Bennet” ma jeszcze tę zaletę, iż umiejętnie łączy elementy austenowskiego świata z tym, co „chodliwe” tu i teraz. Czuć tu wierność duchowi „Dumy i uprzedzenia”, a równocześnie dzisiejszy terapeutyczny dyskurs o byciu wystarczającą, uwalnianiu się z toksycznych przekonań na własny temat i szkodliwych relacji. Ten miks naprawdę tu działa i może się spodobać zarówno wielbiciel(k)om klasyki, jak i osobom, którym wyświetli się w mediach społecznościowych rolka z motywacyjną mową pani Gardiner czy triumfalną scenką w łódce.

Ta inna siostra Bennet – Duma i uprzedzenie inaczej

Można się przy oglądaniu pośmiać, zwłaszcza śledząc nawiązania do oryginału i podziwiając komiczny talent Bruccoleri, ale pod spodem bywa i poważniej. Naprawdę kibicuje się Mary w próbach uwolnienia się od realnej matki, ale też od wewnętrznego głosu, który niestety brzmi jak matka i pozbawia bohaterkę wiary we własne siły. Jones gra zresztą panią Bennet inaczej, niż dotąd kojarzyłam tę postać. A raczej: inaczej wobec Mary, bo pozostałe córki wciąż mogą matczyne kaprysy i głupotę zbywać żartem – mają wszak siebie nawzajem i ugruntowaną świadomość własnej wartości. Wobec Mary pani Bennet jest koszmarna, okrutna i nie do wybronienia. Miejscami aż trudno się to ogląda, ale też tym bardziej liczy się na to, iż Mary jeszcze matce pokaże, co potrafi. A przede wszystkim pokaże to sama sobie i przestanie liczyć się ze zdaniem narcystycznej rodzicielki.

„Ta inna siostra Bennet” (Fot. BBC)

Pani Bennet celowo pozostaje tu niezniuansowana, bo ma mocno wybrzmieć pytanie, ile razy trzeba usłyszeć od innych ludzi, iż nie jest się rozczarowaniem, żeby przestać wierzyć matce wciąż powtarzającej, iż się tym rozczarowaniem jest. I podobnie można oceniać serialową wizję reszty rodziny. W innej sytuacji pewnie krzywiłabym się na to, iż raczej mało głębi mają tu pozostałe siostry Bennet – ale przecież właśnie o to chodzi, żeby rozbić narrację o tym, iż one są takie wspaniałe, a Mary taka pospolita. Zmiana perspektywy i wyciągnięcie dotąd ignorowanej postaci na pierwszy plan musi zmienić i to, jak widzimy Bennetówny – choćby Lizzie (Poppy Gilbert, „Chloe”), choć wspierająca na tle reszty, usłyszy od Mary parę niezbędnych słów prawdy o różnicach w ich sytuacji.

Główni adoratorzy okazują się, znów, uroczy, ale też celowo pozostają w tle tego, iż kluczowa jest sama Mary, iż liczy się jej poszukiwanie siebie, a panowie po prostu jej się w tym przydają. Udało się natomiast, jak na niedługi serial całkiem imponująco, zniuansować postaci często w innych wersjach karykaturalne. Warto wykazać się cierpliwością, bo i pan Collins (Ryan Sampson, „Mr Bigstuff”), i Caroline Bingley (Tanya Reynolds, „Sex Education”) mogą zaskoczyć. Absolutnie wspaniali od początku do końca są tu z kolei Gardinerowie, dający Mary świadomość, jak może wyglądać prawdziwie kochająca się rodzina – i matka, która wspiera, a nie tłamsi.

Ta inna siostra Bennet – czy warto oglądać serial

Najwspanialsza jest jednak Bruccoleri, która sprawia, iż Mary Bennet w każdej skrzywionej minie i każdym uśmiechu, w każdej porażce i każdym sukcesie wydaje się absolutnie wiarygodna. I chociaż wpisuje się w pewien kanoniczny typ postaci, to bohaterka zaskakująco pojedyncza, poza ten typ wykraczająca. Dawno nie kibicowałam nikomu ekranowemu tak jak jej.

„Ta inna siostra Bennet” (Fot. BBC)

„Ta inna siostra Bennet” po swojemu wpisuje się ładnie w świat Jane Austen w stylu BBC (co symboliczne, mądrą służącą, panią Hill, gra tu Lucy Briers, czyli Mary z adaptacji z 1995 roku), sprawiając, iż choćby to, co zupełnie konwencjonalne, żyje i angażuje. Między kochanymi przez Mary faktami a odkrywaną dopiero poezją, między przewidzianymi dla kobiety dwiema drogami, „małżeństwem lub nieszczęściem”, główna bohaterka szuka własnej ścieżki, a jej postępy okazują się naprawdę satysfakcjonujące dla widowni. Natomiast serial znajduje swoją drogę między tradycją a nowoczesnością, zapewniając seans… jaki? Oczywiście, iż uroczy.

Ta inna siostra Bennet – odcinki w środy na HBO Max

Idź do oryginalnego materiału