Sztuka i okolice: Przy okazji Warhola…

kulturaupodstaw.pl 1 miesiąc temu
Zdjęcie: fot. A. Kochnowicz-Kann


Tymczasem, do końca lutego 2026 roku rozgościł się tam guru pop-artu, Andy Warhol. Jakoś jednak zbyt wielkiego zamętu nie zasiał swoim pojawieniem się, media nie rzuciły się na tę wystawę hurtowo, a Stary Browar też zbyt intensywnie jej nie reklamuje. Choć powinien.

fot. A. Kochnowicz

Bunty w sztuce się zdarzały często: każdy nowy nurt czy kierunek kwestionował to, co było przed nim: renesans stawał w opozycji do średniowiecza, romantyzm do oświecenia („szkiełko i oko”), impresjonizm kładł nacisk na subiektywizm i zmysłowość w odróżnieniu od wcześniej dominującego obiektywizmu, i tak dalej. Bunt jest wpisany w rozwój. Zresztą nie tylko w sztuce.

Kiedy Marcel Duchamp przymocował rowerowe koło do białego stołka kuchennego („Koło rowerowe”, 1913), przyozdobił kupione kolorowe litografie kilkoma pacnięciami farby i podpisał swoim nazwiskiem, a potem opatrzył tytułem i autografem kupioną w sklepie łopatę do odgarniania śniegu („W przewidywaniu złamanej ręki”, 1915), by w końcu wystawić jako dzieło sztuki pisuar nazwany „Fontanną” (1917), a to, co robił, ostatecznie określić mianem ready-made’u, nie było wyjścia: trzeba było zdefiniować na nowo pojęcia związane z poczynaniami twórców. To był jakościowo większy przewrót niż ten dokonany przez impresjonistów. Tym razem wymagał bowiem poważnego zastanowienia, kiedy coś staje się artefaktem: czy wystarczy podpis twórcy, zmiana kontekstu wykorzystanych przedmiotów, świadomość użycia? Spór nierozstrzygnięty, ale sztuka współczesna stawia zdecydowanie większe wymagania odbiorcom niż ta dawniejsza – domaga się bardzo świadomego uczestnictwa w kontakcie, podjęcia choćby próby postawienia pytań o sens, cel, problem, z jakim się rozprawia. Coraz bardziej idzie w kierunku filozofii, coraz bardziej interesują ją różne aspekty psychologii, a coraz mniej estetyka w tradycyjnym rozumieniu. Sztuka ma być prawdą, a nie egzemplifikacją piękna. Zresztą, piękno… jego definicja jest zbyt zmienna, by stanowić walor istotny sam w sobie.

Duchamp wywrócił wszystko. Przy okazji otworzył drzwi dla wielu nowych nurtów i kierunków, chociażby sztuki konceptualnej czy pop-artu. Oczywiście, nie zrobił tego sam, a i świat w pewnym sensie mu w tym dopomógł. Bo wybuchła wojna. Ta pierwsza, światowa. A ona zakwestionowała wszystko, w co wierzono dotąd, zasiała zwątpienie i poczucie niestabilności. Dla wielu była początkiem końca cywilizacji, symptomem jej rozpadu. W takich okolicznościach człowiek zwykle ratuje się ucieczką w absurd, dowcip, zabawę. I to właśnie proponował dadaizm, który pojawił się w Europie i Stanach Zjednoczonych około roku 1915. Siłą rzeczy stał się bardziej manifestacją postawy czy sposobu myślenia niż stylu w sztuce. Trwał krótko, ale miał ogromne znaczenie, bo wyraźnie przesuwał granice, przyzwalał na niespotykaną dotąd swobodę wypowiedzi.

fot. A. Kochnowicz

W naturalny sposób przeobraził się w nurt zwany surrealizmem, którego celem stało się – najogólniej rzecz ujmując – odrzucenie elitaryzmu sztuki wysokiej, co z kolei wiązało się z buntem przeciwko klasycyzmowi, realizmowi, racjonalizmowi i konwencjom.

Niedawni dadaiści, niejako przy okazji, badali granice tolerancji u publiczności, która pewnie coraz mniej ze sztuki rozumiała i trzeba przyznać, iż jej cierpliwość wystawiana była na coraz cięższą próbę, bo nie chodziło już wyłącznie o postrzeganie suszarki na butelki jako obiektu artystycznego, ale i o powszechnie funkcjonujące pojęcia estetyczne czy filozoficzne – sztuka przecież nie tylko odwzorowywała rzeczywistość, ona wchodziła też z nią w dyskurs, podejmowała się jej krytycznej oceny, choć przyoblekała w płaszcz absurdu czy zabawy.

Dla pop-artu, zrodzonego po kolejnym cywilizacyjnym kataklizmie, na początku lat pięćdziesiątych XX wieku (terminu tego po raz pierwszy użył w 1952 roku angielski krytyk sztuki, Lawrence Alloway) ogromne znaczenie miały te read-made’y Duchampa: podobnie jak on, pop-art sięgał po przedmioty codziennego użytku i nadawał im nową funkcję. Oczywiście, nie tylko to go znamionowało i nie w takim znaczeniu. Dużą rolę w jego powstaniu odegrał ekspresjonizm abstrakcyjny, ale także komiks, sitodruk, reklama ze swoim specyficznym językiem… Przy wszystkich różnicach, oba nurty łączyła dążność do odrzucenia elitaryzmu sztuki wysokiej, chęć zbliżenia jej do życia codziennego. I znowu wojna odegrała tu istotna rolę: gdyby nie ona, pewnie powojenny konsumpcjonizm nie rozwinąłby się na taką skalę, a pop-art z jednej strony kłaniał się właśnie tej rzeczywistości, z niej czerpał, z niej wyrastał, a z drugiej – ją krytykował. Tym samym poddając ocenie współczesne społeczeństwo.

Nikt się nie rodził od razu twórcą pop-artowym. Do tego trzeba było dojrzeć. Może najpierw zachłysnąć się możliwościami, jakie świat zaczął stwarzać, łatwością dostępu do wszystkiego, o czym się zamarzyło, nasycić się, by dostrzec zagrożenia z tego wynikające? Warhol zaczynał od realistycznych rysunków, litografii, robienia ilustracji książkowych i to choćby w poradnikach typu „jak zaścielić łóżko” czy książkach kucharskich, zresztą przez całe życie projektował okładki książek, płyt, magazynów, co prawdopodobnie pozwalało mu zaspokajać podstawowe potrzeby egzystencjalne, ale i powoli, konsekwentnie budować własną markę jako niezwykle kreatywnego i płodnego autora. Był w stanie równie ciekawie zaprojektować owijkę „Błękitnej Rapsodii” Gershwina, motyw na filiżankę Rosenthala lub materiał na sukienkę. Równocześnie eksperymentował z fotografią i filmem, a jak nadszedł czas, publicznie zademonstrował nowe, niezwykłe możliwości graficzne komputera (w 1985 roku firma Commodore zaproponowała mu współpracę przy reklamie Amigi 1000 – powstał cyfrowy portret Debbie Harry, liderki zespołu Blondie). Jak mówił w jego studiu, The Factory, „sztukę produkowało się jak samochody”…

fot. A. Kochnowicz

Oczywiście, najsłynniejsze jego prace, to te związane z Marylin Monroe i zupą Campbell’s. Wszyscy je znają. Żeby jednak dostrzec ich znaczenie, trzeba umieścić je we właściwym kontekście. Prace Marylin powstały po jej śmierci, ona sama – tak to postrzegał Warhol – stała się „znakiem firmowym”. I właśnie to zagadnienie go interesowało najbardziej: odczłowieczenie, zamiana człowieka w towar, a towaru w znak firmowy („Poprzez Marylin chciałem pokazać, jak wygląda gwiazda, kiedy staje się produktem” – mówił).

Do stworzenia ikony użył zdjęcia z filmu „Niagara” (1953). Dziesięć, w odmiennych wariacjach kolorystycznych portretów sitodrukowych pokazał w 1967 roku, pięć lat po śmierci gwiazdy. Miał już wtedy za sobą puszki zupy pomidorowej (1962), które gwałtownie stały się symbolem kultury masowej… Produkt z supermarketu jako wyraz sztuki. Tego wtedy nikt nie robił.

Można pomyśleć, iż kontekst jest jakąś moją „fiksacją”, bo ciągle namawiam do brania go pod uwagę, no ale inaczej się nie da: nie sposób docenić – pozostając przy Warholu – jego „portretów” perfum Chanel, czy wspomnianych wyżej puszek, jeżeli się nie wie, jak wówczas reklamowano towary. To, co on robił, było przełomowe. Współczesna reklama wiele mu zawdzięcza. Można powiedzieć, iż przejęła jego myślenie.

Wystawa w Starym Browarze nie tylko pokazuje to, z czego zasłynął Warhol, ale i porządkuje wiedzę o nim, o jego drodze twórczej. Nie zasypuje nas pracami – bardzo starannie je dobiera i tłumaczy, co z czego i dlaczego pojawiało się w tej karierze. Ja (znowu!) proszę o przyglądanie się datom i choćby pobieżne przypominanie sobie (lub sprawdzanie), jak wtedy świat wyglądał. Wtedy dopiero „jest się pod wrażeniem”…

fot. A. Kochnowicz

– Wiesz – zaczęła znajoma, kiedy wreszcie usiadłyśmy przy kawiarnianym stoliku, by porozmawiać nie tylko o sztuce, ale jej okolicach – żeby osiągnąć to, co Warhol, trzeba żyć samotnie, bez rodziny.

– Serio? – zdziwiłam się.

– A wyobrażasz sobie, iż dokonałby tego, gdyby za ścianą płakało maleńkie dziecko, a żona prosiła, by wyrzucił śmieci, albo poszedł po chleb, bo zabrakło na kolację?

– No, może – powątpiewałam. – Historia pełna jest przecież przykładów odmiennych. Zresztą, on był w związkach – ripostowałam.

– Związki uskrzydlają, małżeństwo uziemia – stwierdziła.

Może…

Swoją drogą ciekawe, jak potoczyłoby się życie Andy’ego, gdyby pozostał Warholą, a nie Warholem i musiał pamiętać codziennie o tym chlebie i tysiącu innych rzeczy, a nie tylko o sobie?

Dopiero z perspektywy czasu widać, jak wielką rolę odegrał w świecie sztuki, jak bardzo odcisnął swój ślad na kolejnych pokoleniach, a niedawne odkrycie dysków, uznanych za zaginione, każe traktować go wręcz jako pioniera grafiki komputerowej. Pokaz w Lincoln Center w 1985 roku był zaledwie początkiem tej jego przygody.

Idź do oryginalnego materiału