"Stranger Things": musieli usunąć tę scenę. Czy Netflix wiedział?

swiatseriali.interia.pl 1 dzień temu
Zdjęcie: INTERIA.PL


Finał "Stranger Things" wzbudził ogromne emocje i podzielił fanów na dwa obozy. Poza kontrowersyjnym epizodem ujawniono, iż tylko jedna scena została całkowicie wycięta z serialu przez twórców mimo nacisków Netflixa.


Akcja finałowego sezonu "Stranger Things" rozgrywa się jesienią 1987 roku. Hawkins jest naznaczone skutkami otwarcia przejścia między wymiarami, a grupa bohaterów jednoczy się wokół wspólnego celu — odnalezienia i pokonania Vecny. Problem w tym, iż ten zniknął bez śladu. Nikt nie wie, jaki będzie jego następny krok.
Finałowy epizod wywołał niemałą burzę w sieci, a grono widzów podzieliło się na tych zadowolonych i "marudnych". Pomijając kwestie sympatie do końca tej historii, twórcy potwierdzili, iż na przestrzeni lat pojawiła się tylko jedna scena, która została usunięta - mimo iż Netflix chciał, by pojawiła się w serialu. Reklama


"Stranger Things": to nie mogło się pojawić!


W rozmowie z portalem Collider bracia Duffer zdradzili, iż wiedzą o plotkach i skrajnych teoriach dotyczących finału. Jednak wbrew wszystkiemu ze swoich planów usunęli tylko jedną scenę, a inną mocno okroili.


"Chodzi mi o to, iż jedyną rzeczą, która została nieco okrojona, była scena z nastolatkami na dachu, ponieważ było w niej mnóstwo improwizacji" - zdradził Matt Duffer. "To była jedna z moich ulubionych scen, ale chyba trwała pięć minut dłużej, więc została [skrócona]".
A jaką scenę kompletnie usunięto? Okazuje się, iż chodzi o fragment z 2016 roku.
"To była scena, którą Netflix kazał nam napisać, a której nie chcieliśmy pisać, więc po prostu ją nakręciliśmy i usunęliśmy, a oni zapomnieli, iż ją nakręciliśmy. To było niesamowite".
Idź do oryginalnego materiału