Zespół SPANISH LOVE SONGS ogłosił, iż ich piąty album „FUTURE NAUSEA” , wyprodukowany przez byłego gitarzystę Death Cab for Cutie, Chrisa Wallę (Tegan and Sara, Foxing) oraz Sarah Tudzin z Illuminati Hotties (Boygenius, Kississippi), ukaże się 6 listopada nakładem wytwórni Pure Noise Records .
Heartland rock od dawna opiera się na nostalgii, rozmytych winietkach rodzinnych miast, szerokich autostradach międzystanowych i mitologii Ameryki, która być może nigdy nie istniała. „FUTURE NAUSEA” zapożycza szerokoekranowe ambicje brzmieniowe gatunku, jednocześnie odrzucając jedną z jego definiujących cech: zamiast szukać pocieszenia w przeszłości, album skupia się na tym, co ma nadejść – nie z optymizmem, ale z niepokojącą pewnością, iż jutro może okazać się jeszcze trudniejsze niż dziś.
Wraz z ogłoszeniem ukazał się główny singiel „Good American” – tematyczny fundament większej części albumu.
„Good American jest inspirowany weterynarzami, którym dostarczałem pizzę do szpitala VA w szczytowym okresie wojny z terroryzmem” – mówi piosenkarz Dylan Slocum. „ Obserwacja tego, przez co przechodzą żołnierze transseksualni w związku z ostatnimi zakazami, przypomniała mi historie, które słyszałem dwadzieścia lat temu od facetów żyjących na ulicy, i od tego momentu powstała piosenka.
To zawsze ta sama historia. Historia o tym, co się dzieje, gdy instytucja, która żerowała na twojej niestabilności ekonomicznej i desperacji pod płaszczykiem patriotyzmu i przynależności, odwraca się od ciebie. Historia o przetrwaniu na marginesie, z którego tak bardzo chciałeś uciec.
To wściekła piosenka. Może najbardziej wściekła, jaką kiedykolwiek napisałem. Nagranie jej nastąpiło we właściwym momencie. Zachowaliśmy minimalizm. Głośność. To ona nadaje ton całemu albumowi i tej erze zespołu. Chcemy, żeby ludzie tańczyli i krzyczeli, jakby byli na wypełnionym po brzegi koncercie w piwnicy.
Na wydanym przez Pure Noise albumie „FUTURE NAUSEA” ewolucja brzmienia zespołu osiąga jak dotąd najbardziej porywającą formę. Od oczyszczającego lęku w „Brave Faces Everyone” (2020), przez eksploracyjny „No Joy” (2023), po najnowszą EP-kę „A Brief Intermission in the flattening of time” (2025), Love Songs nawiązują do hymnicznego bombastu kultowych albumów, takich jak „Born In The USA”, „Sam’s Town” i „Full Moon Fever”. Płyta to mistrzowski paradoks: migoczące klawisze, dźwięczne gitary i wzniosłe refreny, stanowiące ścieżkę dźwiękową dla bezkompromisowego liryzmu Slocuma, opowiadającego o najponurszym doomscrollu świata, rozgrywającym się na tle przemocy politycznej, późnego kapitalizmu i niepewnej przyszłości.
W połączeniu z wewnętrznymi lękami Slocum, efektem jest album pochłonięty kryzysami egzystencjalnymi, które należy przeżywać samemu, a jednocześnie przekazywany dzięki melodii tak bezpośrednich, iż niemal pozwalają zapomnieć o ciężarze zewnętrznego świata – aż do momentu, gdy kolejny druzgocący tekst wbije Cię z powrotem w gniew i aktywizm.
„Kiedy po raz pierwszy usiadłem do pracy nad płytą, powiedziałem wszystkim, iż chcę po prostu nagrać wielki rockowy album, niezależnie od tego, jak brzmiałaby nasza wersja czegoś w rodzaju „Born in the USA”, gdyby w ogóle mogła powstać” – wyjaśnia Slocum. „Ale choć zależało mi na albumie brzmiącym w tonacji durowej, chciałem, żeby był jak najbardziej polityczny. Bardziej gniewny niż smutny. Myślę, iż to najmniej smutny album, jaki kiedykolwiek nagraliśmy”.
Utwór tytułowy i numer otwierający album zapowiadają ten przyjazd z hukiem. Krystaliczne linie syntezatorów Van Woerta stopniowo wprowadzają każdy kolejny instrument, niczym pierwsze momenty koncertu rockowego, a każdy członek zespołu wkracza w światło reflektorów, zanim utwór eksploduje, przemieniając się w oczyszczające uderzenie. Rozbrzmiewające linie basowe i energia w rytmie czterech na podłodze napędzają „Living Blues” i „Good American”, stanowiąc podstawę dla głęboko ekspresyjnego wokalu Slocum, który z rozdzierającą serce pewnością przekazuje każdą poruszającą linijkę. Z kolei pulsujący „New Fears” to miażdżący tamburyn i porywający Asbury Park luz, stworzony na potrzeby zatłoczonych festiwali.
W innym miejscu „Welcome to Hell” zwalnia tempo, stając się wznoszącym hymnem godnym idealnego montażu Johna Hughesa; z kolei „Jan666” i „No Dreams” opłakują stratę bliskiej osoby – nie śmierci, ale organizacji walczących o prawa mężczyzn, pracy w straży granicznej, prawicowego ekstremizmu i życia, które stało się zupełnym przeciwieństwem wszystkiego, czego pragnął Slocum. Mimo mrocznego charakteru tekstów, Future Nausea nigdy do końca się nie poddaje, argumentując wręcz, iż rozpacz to przegrany zakład. „Doom Tripping” stanowi prawdopodobnie najczystszą artykulację przewodniej filozofii albumu, posyłając w niebo porywający syntezator w stylu „Just Like Heaven” z piękną, prostą mantrą: „Post-apokaliptyczność nie oznacza, iż wszyscy przestajemy tańczyć”. To właśnie te subtelne zmiany perspektywy nadają drugiej połowie albumu, a w szczególności zamykającemu go utworowi „Until the Sun Explodes”, nikły, ale niezaprzeczalny promyk optymizmu.
„Nawet jeżeli sytuacja wydaje się samotna, mam swoich bliskich” – mówi Slocum. „Jeśli zaczniemy rozumieć, iż liczą się relacje międzyludzkie, możemy wyjść z tego obronną ręką”.
Przez ostatnią dekadę Spanish Love Songs obserwowało, jak ta sama społeczność kształtuje się z każdym ciasnym koncertem klubowym i z każdym nowym słuchaczem. Zbudowali rzeszę oddanych fanów, dzieląc scenę z The Wonder Years, Rise Against, Alkaline Trio, The Menzingers i Hot Mulligan, a także na Furnace Fest, 2000trees i wznowionej trasie Vans Warped Tour. Z wieloma trasami koncertowymi na horyzoncie i nadchodzącymi ogłoszeniami, to dowód na to, iż choćby w erze izolacji, ludzie wciąż szukają kogoś, kto stanie u ich boku w ciemności.














