Serialowa kończy dziś 15 lat. To już zupełnie inny świat, ale o serialach wciąż jeszcze piszą u nas ludzie

serialowa.pl 1 godzina temu

“Witamy na Serialowej” – napisałam 25 maja 2011 roku o godz. 9:02. Piętnaście lat później każdego dnia wciąż witamy na Serialowej, ale poza tym zmieniło się wszystko.

W pewnym wieku urodzin podobno już obchodzić nie wypada, ale na szczęście zawsze miałam raczej luźne podejście do tego, co wypada, a co nie. Serialowa kończy dziś piętnaście lat i z tej okazji mam dla was kilka słów od redakcji. I parę podziękowań.

Dziś rano po latach przeczytałam, jak powitałam was w maju 2011 roku na Serialowej, i uderzyło mnie, jak bardzo wszystko się zmieniło. Startowaliśmy rok po finale “Lost”, który dla naszego pokolenia, ówczesnych dwudziestokilkulatków, był jednym z najważniejszych seriali życia, i miesiąc po premierze “Gry o tron”, o której wtedy mało kto myślał jako o światowym fenomenie. Dużym impulsem do założenia strony był sukces najbardziej kultowych tytułów HBO, na czele z “Rodziną Soprano” i “The Wire”, ale były to też czasy “Dextera”, “Trawki”, “Breaking Bad”, a z drugiej strony “Glee”, “Pamiętników wampirów” czy “Plotkary”. Nic jednak nie połączyło tak pierwszej ekipy redakcyjnej Serialowej jak uwielbienie dla “Mad Men”, do którego nawiązuje nasze logo.

— Przestaliście polecać mi filmy, za to ciągle gadaliście o finale „Lost”, wspominaliście genialne „The Wire” i „Rodzinę Soprano”, narodził się fenomen „Mad Men” i „Breaking Bad”. Przerzucenie się na seriale dla mnie jako fanki popkultury stało się oczywistą oczywistością. Następny był pomysł: „A może by tak zacząć o serialach pisać?”.

W polskim internecie brakuje miejsc, gdzie o amerykańskich, coraz znakomitszych serialach można by porozmawiać – dlatego ja i moi przyjaciele zakładamy własne. Będziemy tu informować, wyszukiwać spoilery i zapowiedzi, ale przede wszystkim komentować i dyskutować. Będziemy walczyć z przeświadczeniem, wpajanym przez polską telewizję, iż seriale to najpodlejsza możliwa rozrywka. Bo my uważamy inaczej – pisałam na dzień dobry, dodając: „Porozmawiajmy o serialach”.

„Mad Men” (Fot. AMC)

Piętnaście lat później, po tysiącu wzlotów i upadków, po dotarciu z Serialową do piekła i z powrotem, z uśmiechem patrzę na własną, dwudziestokilkuletnią naiwność, ale i na tamten świat, którego już nie ma. Zaczynaliśmy w czasach, kiedy seriale na polski rynek trafiały z wielomiesięcznym opóźnieniem, i chyba tylko “Grę o tron” można było oglądać “normalnie”. jeżeli posiadało się kablówkę, bo o HBO GO dostępne dla wszystkich, kto chciał płacić abonament, walka trwała jeszcze potem latami. Widzowie radzili sobie więc sami, oglądając zagraniczne hity, gdzie tylko mogli, czasem legalnie, a czasem nie.

Wystartowaliśmy w maju nie bez powodu. Nasza rzeczywistość funkcjonowała wtedy od sezonu do sezonu, rytmem wyznaczanym przez amerykańską telewizję. Wszystko, co istotne w branży, działo się między wrześniem a majem. W wakacje nie było prawie niczego – poza wysypem zwiastunów na nowy sezon i Comic-Conem w San Diego. Daliśmy więc sobie trzy miesiące na rozruch i przygotowanie się do startu pełną parą we wrześniu. “Jeśli będzie nas czytać mniej niż 10 tys. ludzi miesięcznie, zamkniemy biznes” – powiedziałam mojej ekipie, z której nikt nie zarabiał wtedy na Serialowej ani złotówki. Już w wakacje mieliśmy po 100 tys. czytelników na miesiąc. Potem kilkaset tysięcy. Kilka lat później – milion. Wydawało się, iż będziemy już tylko rosnąć.

Wiele rzeczy nam się wydawało. Że ambitne produkcje ostatecznie wygrają z bylejakością. Że nasze opinie będą cenniejsze od newsów. Że seriale będą zmieniać świat. Czasem mieliśmy rację. Zwykle – nie. Witany w Polsce niczym zbawca Netflix od 2016 roku zdążył całkowicie przedefiniować przyzwyczajenia widzów. Binge-watching zabił dyskusję o serialach na szerszą skalę, sprowadzając wszystko do “tylko bez spoilerów, bo jestem dopiero na 2. odcinku!”. Średniactwo, które na Onecie niedawno trafnie określono netfliksową paszą, radzi sobie świetnie w starciu z mityczną jakością. To, co robiliśmy na Serialowej, wiele razy zostało zrewidowane i dostosowane do oczekiwań czytelników. A czy są to rzeczywiście oczekiwania czytelników czy algorytmów rządzących Google’em i social mediami? Chciałabym wiedzieć.

Ostatnio usłyszałam od kogoś: “Nie wiem, czy za dwa lata Serialowa będzie w ogóle istnieć”. Po pierwsze, chciałabym podziękować za docenienie naszej pracy i zaufanie do tego, iż wiemy, co robimy. Bardzo nam miło. Po drugie, osoba, która wygłosiła tę jakże uroczą diagnozę, raczej nie wiedziała, iż tak naprawdę mówi coś dużo mądrzejszego: “Nie wiem, czy portale internetowe w obecnym kształcie za dwa lata będą istnieć”.

Serialowa nigdy nie zdobyła dwóch milionów czytelników miesięcznie, choć taki cel postawiliśmy sobie przed kilkoma laty, po tym jak milion stał się oczywistością. Nie rośniemy już – ani my, ani inne media internetowe. Netflix niczym walec przejechał branżę seriali, tak iż zmieniła się nie do poznania. Złota era seriali przeszła w Peak TV, by zatrzymać się na nieszczęsnym Mid TV i tak tkwić od dobrych kilku lat, zalewając nas wszystkim, tylko nie świeżymi pomysłami. Z mediami jest tak samo, a zawdzięczamy to big techom, na czele z Google’em, od którego wszyscy jesteśmy całkowicie uzależnieni.

Dziś widać, jak rządy algorytmów zmuszają portale do walki o przetrwanie, a za chwilę może się okazać, iż to wszystko było na nic, bo informacje pisane przez ludzi i tak zastąpią masowe wytwory sztucznej inteligencji. Po co czytać strony internetowe, skoro można poprosić spersonalizowanego asystenta, żeby nam to wszystko streścił? Proste, szybkie i wygodne. A iż za jakiś czas może się okazać, iż nie ma już czego streszczać, bo media, które dostarczały artykułów do streszczania, zdążyły umrzeć z głodu? To problem jutra, dziś zajmijmy się dzisiejszymi zmartwieniami. I, niczym pewna pisarka, pozachwycajmy się możliwościami AI. W końcu nie chcemy być do tyłu, prawda?

„Westworld” (Fot. HBO)

Piętnaście lat Serialowej to niesamowita podróż, wielkie osiągnięcie i dla mnie też życiowa przygoda. Nasza praca zdążyła zabrać nas do Nowego Jorku, Los Angeles, Paryża, Berlina, Kopenhagi. Sprawiła, iż pokochaliśmy Bieszczady, Podlasie, Walię czy Londyn, do którego regularnie wracamy na wywiady, gdzie rozmawiamy z gwiazdami pierwszej wielkości. Bywaliśmy na najważniejszych światowych premierach, planach zdjęciowych, festiwalach seriali. Z dumą patrzyliśmy, jak zmieniają się polskie seriale.

Nie wiem, czy będziemy tu za piętnaście lat. Nie jestem pewna, czy za piętnaście lat będą jakiekolwiek “tradycyjne” media. Świat, w którym przyszło mi prowadzić mój serwis, nieustannie mnie zaskakuje, zmuszając do kwestionowania wszystkiego, czego oczekiwałam i co brałam za pewnik. Kiedyś bym powiedziała, iż jakość zawsze się obroni, dziś widzę, jak się nie broni. Jak “bronią się” wyłącznie skrajne opinie, jak portale wszystko nazywają hitem albo kitem, g*wnem albo arcydziełem, nie dlatego iż nim jest, a dlatego iż żyjemy w warunkach demokracji algorytmicznej, która wymusza także na redakcjach polaryzację. A popkultura nie funkcjonuje w próżni. Trzeba być niezłą kaczką dziwaczką, żeby napisać o średnim serialu, iż jest średni. Przecież tego nikt nie przeczyta! Wydawca oznajmiłby, iż dramat i trzeba to zmienić. Na szczęście Serialowa nie ma nad sobą żadnego wydawcy, a sto procent jej redaktorów jest ludźmi.

Nie mam pojęcia, co przyniesie przyszłość, choćby ta najbliższa, ale dziękuję za te piętnaście lat czytania, pisania, oglądania, dyskusji. Redaktorom – za ciężką pracę, niesamowitą wiedzę i pasję. Miejmy nadzieję, iż w przyszłości znajdzie się kącik dla niezależnych małych mediów, takich jak Serialowa. Tymczasem jesteśmy wam wdzięczni za czytanie, za bycie z nami i za miłe słowa. Jesteśmy tu, bo wy tu jesteście.

Idź do oryginalnego materiału