
Ser na wagę złota? Recenzja: Cheese Master
Jak już był Pierwszy Szczur w Kosmosie i jesteśmy w tematyce serowej, to podamy jeszcze jeden tytuł pełen gryzoni. Tym razem bardziej przyziemnie. Będziemy... myszkować po spiżarni! Zapraszam do lektury.Informacje/Pierwsze Wrażenia:

Cheese Master to imprezowa gra rodzinna, która opiera swoją mechanikę o refleks, spostrzegawczość i umiejętność liczenia. Przeznaczona jest dla 2-8 osób, w wieku co najmniej 8 lat. Partia powinna zająć około 10-15 minut. W Polsce dystrybucją zajmuje się Egmont.

W oryginale wydawcą jest Iello, czyli baza-matka dla takich tytułów, jak Potwory w Tokio, czy nasz ukochany Unmatched. W porównaniu z zagraniczną, kieszonkową edycją, Polska wersja jest ciut większa, bardziej pasująca do standardu Egmontu. Czy opłaca się taka zamiana na półce? Wątpię. Pod wieczkiem znajdziemy zaledwie kilka drewnianych serków, specjalne kostki i talie kart talerzyków. Można było spakować to do kieszonki... ale cóż. Wiadomo, iż gry Iello do najtańszych nie należą, a spokojniejsze serce jest, gdy zakup wizualnie odpowiada kwocie...
Zasady:

Ogólne zasady Cheese Master są dość proste. Rzucamy kostkami i musimy policzyć ser. Ot, wszystko. Poprawne ocenienie sytuacji- pozwoli przejść do kolejnej rundy. Podobnie jak szybkie reagowanie. W każdym rozdaniu jest o jeden ser mniej niż graczy- nie bądź ostatni! jeżeli podana została zła wartość bądź nie złapałeś swojego kawałka- tracisz punkty. Po wyzerowaniu wartości na karcie swojej postaci- odpadasz. Zwycięża osoba, która najdłużej utrzyma się w grze!

Ale uwaga! Nie będzie tak prosto! Wszystko dzieje się jednocześnie (nie ma osobnych tur!), a niektóre wyniki kostek zmieniają sytuację. Myszy- kradną ser, a kot usuwa gryzonie! Jeszcze za łatwo? Do zaawansowanej gry można wprowadzić trudniejsze kostki (pomarańczowe). Wyniki na nich jeszcze bardziej komplikują sytuację- pies przegania koty, król myszy standardowo kradnie ser (jak zwykłe gryzonie), ale jest odporny na działanie Karczmarza, który usuwa wszystkie zwierzęta.
Wrażenia:

Nie powiem, by Cheese Master zwalił mnie z nóg. Ot, gra imprezowa. Dawno temu na rynku pojawiło się Bongo! od Portal Games (również macierzysty twór Iello), swojego czasu popularnością cieszył się Cortex (bardziej rozbudowane działanie na szare komórki), czy wydawane również przez Egmont Duuuszki (hit od lat!). Gierek na refleks, wymagających "jakichś" czynności umysłowych, jest naprawdę od zatrzęsienia. Czy Cheese Master się wybije?

Na pewno chwyta ludzi klimatem- urocze, tłuste kotki i biedne, wykradające ser myszki to sprawdzony motyw. Zwłaszcza jeżeli chodzi o młodszych odbiorców (bo i taki jest jej target). Ale znowu- podobnych gierek jest na pęczki- Kot Stefan, Myszki w Opałach, Dzielne Myszki, Miau!. Czym zatem Cheese Master się ratuje? Podejrzewam, iż próbuje podciągnąć swoje noty wydaniem. Nie da się ukryć, iż to jest gierka premium- duże drewniane sery, customowe kostki, kartonikowe karty (sztywne). Niestety, odbija się to na portfelu. Sugerowana cena detaliczna na stronie wydawcy to 99,99 zł. Realnie można dostać ją w cenie 60+ zł. Uważam, iż to dużo. Dużo za dużo. Imprezówki przekraczające 50 zł muszą być wybitnie wyjątkowe, by zasłużyły na takie nakłady pieniężne. Przy aktualnym natłoku tytułów 39.90 zł to maksymalna kwota, jaką bym przeznaczył na taki zakup/jeśli miałbym ją komuś sprezentować/polecić.

Ale czy produkt jest zły? Nie. Jak na szaloną, wesołą, dynamiczną gierkę dla młodych, uczącą koncentracji, ćwiczącą spostrzegawczość, refleks i wkręcającą młodzież- nie. Przyznaję, iż bawiłem się nieźle, ale poprzedni akapit upewnia mnie w jednym. Podejrzewam, iż mimo spędzonego nad nią czasu, Cheese Master będzie produktem sezonowym. Chwile pożyje na premierę, pojawi się na konwencie, bądź dwóch, a potem świat o nim zapomni. Czy byłoby mi szkoda? Szczerze Wam powiem, iż wśród świetliczanych dzieciaków, z którymi testowałem tytuł, jest taki przemiał planszowy, iż choćby im się porządnie czkawką serową nie odbije, a na stole wyląduje coś innego... Póki chcą grać, będziemy testować. Ale nie zdziwię się, jak nagle wrócą do To Nie Kapelusz!, albo bardziej "wyrazistej" produkcji...
Plusy:
+ wesoła i dynamiczna gierka
+ zasady tłumaczymy w niecałą minutę
+ ćwiczy koncentracje, spostrzegawczość, refleks
+ przyjemny tytuł rodzinny
+ wydanie premium
+ działa aż do 8 osób!
+ nie traci przy rozgrywce w dwie osoby
+ intensywne 10 minut
+ niezależna językowo
+ wkręca młodzież (liczenie na czas, rzuty kostkami, uroczy klimat)
+ prosto (żółte kostki), bądź trudniej (z pomarańczowymi kostami)
Minusy:
- stanowczo za wysoka cena
- nic odkrywczego mechanicznie
- mało oryginalny temat (ale lubiany)
- raczej dla młodzieży niż imprezowo dla starszych (bardzo się irytują przy pomyłkach 😂)

![O "Drakuli" parę słów, czyli repint reprintowi nierówny [KWAlieton]](https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhZC60m8htX4D4O2JgtawNLpR9ed9hemBr-GuUN184hexdp0jWjSdx0gCijduWMQsa8C6T1e1JRZWK4xE738waLZEn3JYzXDzRtcEN4MkuyihP5hRZqaZ7enL7BBGGY8SCedQnICrSabDn3nX3ixFHVscdWhTvPD1ehfcUpxsN-XswCkeW5LeJ6z6MwHBH_/s16000/drakula.jpg)






