Karol:
Szymonie Szanowny; mimo iż fragment tej rozmowy ukazał się w „RES Humana”, publikuję ją (w nieco odmiennej i rozszerzonej formie) także w swoim macierzystym piśmie, jakim było i pozostanie dla mnie „Przegląd Dziennikarski” – ponieważ jesteś istotną postacią współczesnej literatury polskiej, a jednocześnie autorem dla naszego pisma. O Twoich, wydanych już powieściach, pisałem na naszych łamach, recenzując chyba wszystkie Twoje dotychczasowe książki, których jest już osiem (a dziewiąta jest w drodze) .
Mam na myśli m.in.: „Jaśmin Babel rusza w świat”, „Requiem dla Wrocławia” i „Za chwilę zacznie padać deszcz” oraz tę najnowszą – „Śmierć rysownika” (dodatkowo wzbogaconą Twoimi rysunkami).
Ostatnia Twoja powieść jest swego rodzaju rozprawą o tym, co aktualnie dzieje się w Polsce, tak bardzo dziś podzielonej politycznie! Mając jednak na uwadze wszystkie wymienione Twoje powieści, chciałbym Cię zapytać:
„Czy na Twoje pisanie miał wpływ – jeżeli tak, to jaki? – Twój dom rodzinny, jego atmosfera, Twój Ojciec – JAN KOPROWSKI (przypomnę – swego czasu należał do bardzo popularnych pisarzy w Polsce)?”. Ile z Niego (ale i reszty rodziny) jest w Tobie?
Szymon:
Ojciec mój – nigdy przeze mnie niezapomniany – był głównym „zegarmistrzem” mojej duszy. To on od najmłodszych lat uczył mnie wrażliwości na słowa układające się w opowieści o nieznanych światach, zamieszkujących je istotach ludzkich i towarzyszących im zwierzętach. Największą zasługą ojca było cowieczorne czytanie, począwszy od „Kubusia Puchatka”, „Bambi”, „Chłopców z placu Broni”, „Niewiarygodnych przygód Marka Piegusa”, po wiele innych niezapomnianych lektur.
Książki, które były skoszarowane na półkach wypełniających niemal całe nasze mieszkanie, stanowiły tlen dla mojej nienasyconej wiedzy o świecie, a zwłaszcza o Polsce. To one kształtowały moją osobowość, a samodzielne czytanie, które opanowałem zanim poszedłem do szkoły, wywarło wielki wpływ na mój rozwój i było dla mnie tym, czym jest woda dla ryb.
Karol:
A co masz po Matce, po braciach? Powiedz coś więcej o reszcie rodziny? Przypuszczam, iż też mieli wpływ na Twoje dzisiejsze sukcesy?!
Szymon:
…Po Matce odziedziczyłem dociekliwość, potrzebę dochodzenia do prawdy poprzez sprawdzanie, korzystanie z jak największej ilości dostępnych źródeł.
Karol:
I jakie praktyczne wnioski wyciągnąłeś z Jej „nauki”?
Szymon:
…że powielanie zmyśleń, niedomówień i kłamstw wynikających ze zwykłego lenistwa jest największym przestępstwem wobec czytelnika ufającego wiarygodności autora. Ta dbałość o prawdę jest, między innymi, skutkiem wpajanych mi przez Mamę zasad tworzenia własnych wartości.
Mama była serdecznym policjantem i strażnikiem zasad panujących w rodzinnym domu.
Karol:
A po swoich braciach, co masz?
Szymon:
Po braciach mam potrzebę i odwagę głoszenia własnych poglądów bez stosowania autocenzury dla własnych korzyści.
Karol:
Podaj przykłady, żeby lepiej zrozumieć Twoją tezę i powiedz, kim byli, gdy stali się dorośli i każdy z Was przeszedł „na swoje”?
Szymon:
Podwórko przydomowe i teren szkoły podstawowej były naszym naturalnym środowiskiem, gdzie ucierały się nasze charaktery, a lata pięćdziesiąte, które mam na myśli, nie były nazbyt życzliwe ani dla dorosłych, ani dla dzieci. W naszym środowisku podwórkowym i szkolnym bezustannie dochodziło do rozmaitych konfliktów. W mojej klasie ktoś wlał do nowiutkiego tornistra koleżanki, córki milicjanta, atrament. Najstarszy i najbardziej wyrośnięty łobuziak z naszej klasy maczał w tym swoje paluchy, ale mnie i kilku kolegów namawiał, żeby oskarżyć o ten brzydki uczynek chłopaka, którego z niewiadomych mi powodów nie cierpiał. Opowiedziałem o tym zdarzeniu braciom, a starszy ode mnie o cztery lata Jacek powiedział krótko: nie wyobrażam sobie, iż spełnisz jego wolę. No tak – odpowiedziałem, ale jeżeli tego nie zrobię, dostanę tęgi łomot. Wówczas skwitował moje obawy krótko: jeżeli się nie postawisz, zawsze będziesz popychadłem i słabeuszem…
Karol:
… którego nikt nie będzie ani lubił, ani cenił!
Szymon:
Dokładnie tak powiedział!
Karol:
I jak na to zareagowałeś?
Szymon:
Oczywiście wybrałem uczciwe załatwienie sprawy, ale dzięki takim właśnie, jakże trudnym dla młodego chłopca wyborom, mogę bez wstydu patrzeć sobie w oczy odbijające się w lustrze.
Karol:
I właśnie za to bardzo Ciebie cenię. Dobrze też, iż postawy takich „bohaterów” kreślisz w swoich powieściach. Czy coś jeszcze dodasz o swoich braciach?
Szymon:
Jacek w całym swoim krótkim życiu starał się być sprawiedliwy, nie bacząc na koszty takiego postępowania. Był, jak nazywali go przyjaciele, twardzielem, na którym zawsze można było polegać. Niestety zmarł w wieku 34 lat na raka.
Natomiast Marek, młodszy od Jacka o dwa lata, był bardziej zrównoważony, chociaż także potrafił stawiać czoła trudnym wyzwaniom.
Był dziennikarzem, pracował całe życie w „Angorze”, niestety przegrał z alkoholem w nierównej walce, a adekwatnie z powodu toksycznej, „łączącej ich zabójczej przyjaźni”. Zmarł w wieku 64 lat.
Karol:
Bardzo dziękuję Ci za szczerość! I na tym już zakończymy wątek o rodzinie, z której wywodzi się SZYMON KOPROWSKI – znany i ceniony pisarz, którego twórczość dopiero nabiera adekwatnego rozmachu! Zapytam więc o kolejną Twoją powieść, którą masz w planie – o czym ona będzie?
Szymon:
Książka, którą mam w tej chwili na warsztacie, powstaje za namową mojego wydawcy, redaktora Witolda Podedwornego z wrocławskiego Wydawnictwa ATUT. „Szymonie” – ciągle powtarzał – „wychowywałeś się w środowisku twórców: pisarzy, poetów, dziennikarzy, na pewno masz wiele ciekawych wspomnień. Byłoby dobrze, gdybyś przekazał potomnym spostrzeżenia, ciekawostki i anegdoty związane z ludźmi, którzy jeden po drugim odchodzą tam, skąd nie docierają już żadne wiadomości”.
Karol:
W pełni popieram inicjatywę Twego Wydawcy, gdyż na pewno masz wiele smakowitych wspomnień o ludziach, których w swoim życiu spotkałeś, a dziś unieruchomionych „w sztywnych portretach przeznaczonych dla podręczników”.
Szymon:
Zrobię to, choć ukazanie wartości tych ludzi – widziane z poziomu codzienności – nie będzie zadaniem łatwym.
Karol:
Czy uchylisz rąbka tajemnicy i zdradzisz, jakim pisarzom (rozumiem – przyjaciołom Twego Taty, a tym samym rodziny) poświęcisz swój najbliższy czas?
Szymon:
Na liście osób, którym poświęcam strony nowej książki znajdzie się wiele znanych postaci ze świata kultury…
Karol:
To znaczy, iż nie tylko środowiska literackiego, ale i pokrewnych mu: teatru, plastyki, muzyki. Bardzo popieram powstanie takiej książki!
Szymon:
Ale w tej chwili, ze względu na trwający proces redagowania wspomnień, wymienię tylko kilku ważnych twórców, znajdujących się w kręgu mego zainteresowania. Są to: Jan Koprowski (mój śp. Ojciec), Jan Izydor Sztaudynger, Wlastimil Hofman, Barbara Kwiatkowska, Kazimierz Dejmek czy Simon Wiesenthal, choć ci wszyscy wymienieni przeze mnie twórcy są już od dawna „w innym świecie”.
Karol:
Dlatego uważam za bardzo cenne, iż będą mogli jeszcze raz być wśród nas, a ich nazwiska staną się zachętą (zwracam się tej chwili do Czytelników naszej rozmowy) do zdobycia książki już po jej wydaniu. Zresztą na pewno znajdzie się w niej wiele innych ważnych osób, zwłaszcza ze świata literatury.
Szymon:
Dziękuję Ci Karolu za wiarę w skuteczność mojego pisania.
Karol:
Tak, Szymonie, wierzę w Ciebie, podobnie jak i inni krytycy, z którymi rozmawiałem na temat Twoich dotychczasowych dokonań literackich, które zapewniają czytelnikom niemałe emocje i głębokie przeżycia. Pozostań w swojej twórczości w prezentacji problemów współczesności, zwłaszcza polskich, w umacnianiu jedności narodowej, sprawiedliwości społecznej, demokracji w najszerszym rozumieniu tego słowa, żeby przykre dla nas w historii zdarzenia – już nigdy się nie powtórzyły. Co Ty na to?
Szymon:
Dziękuję za krzepiące słowa dotyczące mojej twórczości. Akceptacja jest potwierdzeniem trafności wyborów, daje siłę i sprawia, iż tygodnie i miesiące poświęcone pracy, są nagradzane poczuciem głębokiego sensu kreowania literackiej rzeczywistości zawartej w powieściach. I nie chodzi mi wyłącznie o fikcję, ukazywanie nierealnych światów, choć przenikające się marzenia senne i jawa mogą na to wskazywać, używam takich technik wyłącznie po to, żeby wzmocnić dosadność przekazu. Powoduję w ten sposób głębsze przeżywanie problemów współczesności, kryzysu jedności narodowej, ukazując skonfliktowane mniejsze społeczności (blok mieszkalny, szkoła, ulica), w konsekwencji jednak tworzące społeczeństwo. To samo dotyczy szacunku dla samych siebie i narodu, który tworzymy, a ja staram się wypleniać z narodowej, powieściowej świadomości i dochodzących w niej do głosu nazbyt często, spiskowych teorii dziejów, przekłamań i „rycerskich” legend, nie zawsze rycerskich rycerzy. Krótko mówiąc, staram się na swój sposób ten rozchwiany moralnie i stojący na głowie świat ustawić na nogach, silnych kolumnach demokracji, zdrowego rozsądku, szukającego porozumienia i porządku priorytetów niezbędnych dla ogólnoludzkiego porozumienia. Oczywiście proponowane porządki należy zacząć od siebie i własnego „domu”. Dlatego moja proza może budzić sprzeciw, ale mam nadzieję, iż myślący czytelnik przyzna mi rację.
Karol:
Dziękuję Szymonie za Twoje CREDO, za jasne i czytelne przedstawienie celu, jaki sobie stawiasz na dalsze pisanie. Życzę Ci w tym POWODZENIA, przede wszystkim w konsekwentnym szukaniu i ukazywaniu w swojej twórczości „zdrowego rozsądku”, tak niezbędnego dla ogólnoludzkiego porozumienia i oparcia go na silnych kolumnach demokracji”. A w odniesieniu do naszego kraju – „pokonania kryzysu jedności narodowej”. I na zakończenie naszej rozmowy, mam jeszcze jedno pytanie do Ciebie, choć tym razem nie dotyczy ono wprost Ciebie, a Twojego nieżyjącego już Ojca – Jana Koprowskiego (dla mnie znakomitego pisarza, z którego wzoru korzystasz garściami, co korzystnie odbija się na Twoim dotychczasowym dorobku).
Wiem, iż w latach wojny pracował jako robotnik przymusowy w Niemczech, a mimo to nawoływał po jej zakończeniu do współpracy z Niemcami, jak i z wszystkimi naszymi sąsiadami. Dzięki Niemu poznałem osobiście, m. in. Enzensbergera, Hermana Kanta, Dürenmatta (piszącego swoje dzieła w j. niemieckim). Moje pytanie brzmi:
jakie jest Twoje zdanie nt. problematyki „pojednania i współpracy” z Niemcami (ale nie tylko z nimi), gdyż ostatnio ogromnie dużo „spiskowej teorii dziejów” wokół tej sprawy?
Szymon:
Tak, to wszystko jest prawdą. Mój ojciec nigdy nie generalizował, nie „stawiał nikogo przed plutonem egzekucyjnym” z powodu germańskich korzeni. Tym bardziej, iż podczas pobytu w obozie spotykał się także z Niemcami prześladowanymi przez faszystów. Zamiast rewanżyzmu i siania nienawiści, po prostu szukał drogi pojednania, wykorzystując do tego kulturę. Współpracował z pisarzami państw niemieckojęzycznych, przybliżając polskiemu czytelnikowi literaturę niemiecką, a niemieckiemu polską. Był zapraszany na sympozja literackie do wielu państw europejskich. Ojciec miał w sobie pasję propagowania pojednania, zrozumienia i na koniec wybaczenia, poprzez europejski język kultury, a szczególnie literatury mówiącej o humanizmie, o wspólnych korzeniach. W naszym domu nie słyszałem oskarżeń czy nienawistnych słów o przedstawicielach innych narodów i ras. Mój ojciec i jego brat Franek nigdy nie kierowali się uprzedzeniami i odważnie stawali w obronie osób, ratując je przed nienawiścią „zwycięzców”. Znam dobrze historię pięknej Niemki z Bawarii, Charlotte Ebersbach, która wyszła za mąż (po śmierci swojego męża, oficera Wehrmachtu!) właśnie za mojego stryjka Franka i zawsze była moją ulubioną ciotką, serdeczną, pełną ciepła. Często mówiła, pytana o niemieckiego męża: „byłam za młoda, żeby zauważyć, iż on bardziej kocha politykę i wojsko niż mnie. Dopiero Franek i jego wielka miłość dały mi prawdziwe szczęście, a Polska stała się moją prawdziwą ojczyzną. Oboje wychowywali troje dzieci, jej i oficera, a po wojnie czwarte, Charlotty i Franka. Czyli można wznieść się ponad przekleństwo nacjonalistycznych uprzedzeń.
Karol:
Przecież to jest materiał na powieść, nie uważasz? – ale kontynuuj swoją opowieść, bo Ci przerwałem.
Szymon:
Niestety, dziś znów budzą się nacjonalistyczne upiory.
Karol:
Stąd było moje pytanie!
Szymon:
Okazuje się, iż historia niczego nie nauczyła naprawdę dużej grupy Polaków. Nic do nich nie dociera, oprócz języka skrajnych uprzedzeń. Strach pomyśleć, co by się działo, gdyby skrajni nacjonaliści przejęli władzę w naszej ojczyźnie. Ja w swojej literaturze piętnuję ludzi i ich idee rasowej czystości i jedności w wierze. Nigdy nie przytaknę chrześcijańskiej nauce, godzącej się na przywódców głoszących hasło: Bóg, Honor, Ojczyzna, a w ich w plecakach – ogień i sznur na stryczki dla przeciwników. Choć gwoli prawdy należy przyznać, iż jest też bardzo wiele przykładów postaw prawdziwie chrześcijańskich.
Karol:
Ponieważ zbliżamy się końca naszej rozmowy, zapytam Cię jeszcze o jedno: z wyksztalcenia jesteś artystą plastykiem; znakomite są Twoje ilustracje w ostatniej powieści, na mojej domowej ścianie wisi fantastyczny rysunek kolarza (którym kiedyś byłem). Kiedy u Ciebie nastąpiła ta zmiana z „malarza na pisarza”?
Szymon:
Moje pisarstwo drzemało we mnie przez wiele lat i zawdzięczam to Ojcu, który często swoim znajomym „chwalił się”: to mój najmłodszy syn Szymek, nie tylko pięknie pisze, ale też ładnie rysuje.
Opatrywanie rysunków tekstem zawsze sprawiało mi wielką przyjemność. W szkole podstawowej wydawałem klasową gazetkę, pisałem krótkie opowiadania i prowadziłem dział wymyślanych przeze mnie wiadomości z kraju i ze świata. Potem przyszły studia w Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu i kooperacja z pismami studenckimi. Przez cały czas studiów słyszałem od swoich profesorów, iż za dużo w moim malarstwie literatury, a były to czasy erupcji konceptualizmu. Słyszałem także, iż lepiej by było, żebym zajął się literaturą. Ale prawdę mówiąc, nie utyskiwania profesorów skierowały mnie na tę drogę, tylko coraz wyraźniejsza potrzeba opisywania siebie i mojego świata słowem. Zadebiutowałem w 2008 roku powieścią „Balkon na krańcu świata” z okładką, którą zaproponował mi wspaniały Janusz Stanny. Tak to się zaczęło i trwa do dziś, a ja mam nadzieję, iż zdrowie pozwoli mi kontynuować prozatorską przygodę jeszcze przez długie lata.
Karol:
Bardzo Ci dziękuję Szymonie za to wyznanie. Marzy mi się, abyś wszystkie następne książki, podobnie jak tę ostatnią („Śmierć rysownika”), wzbogacał swoimi ilustracjami, które tak pięknie rozwijają ich treść.
Dziękuję Ci za całą naszą rozmowę, ale nim się pożegnamy, jeszcze zapytam:
Czy jest COŚ, o czym chętnie byś jeszcze opowiedział, a nie zapytałem Cię o to?
Szymon:
Tak, jest COŚ, ale przede wszystkim Tobie dziękuję, iż takim uznaniem obdarzyłeś moją twórczość literacką, co odbieram jako wielkie wyróżnienie. Mam nadzieję, iż przyszłość przyzna Ci rację.
A teraz jeszcze jedna, bardzo ważna dla mnie sprawa. Pragnę poświęcić kilka zdań mojej towarzyszce, przyjaciółce, ŻONIE. Jesteśmy razem 50 lat. Oboje ukończyliśmy Akademię Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Wiesia, uzdolniona graficzka, miała „na głowie” dwoje dzieci, dom z ogrodem i mnie, razem z ciężarem zmiennych stanów mojego artystycznego charakteru. Okazała się człowiekiem z żelaza, skoro wytrzymała tyle lat u boku człowieka, który zbyt często zapominał o swoich podstawowych obowiązkach. Jakby tego było mało, los pozbawiony głębszych uczuć, dobrał się do jej oczu, odbierając możliwość uprawiania ukochanej grafiki. Dużo tego, o wiele za dużo, ale Ona nie traci nadziei na dobrą przyszłość. o ile los się nie opamięta, jak uczyniłem to ja, znaczyć będzie, iż jest on bezmyślną ruletką, mającą więcej wspólnego z odpustem niż metafizyką.
Karol:
To piękne słowa o Twojej Małżonce, wspaniałej i uzdolnionej Artystce. I Tobie i Jej życzymy WSZELKIEJ POMYŚLNOŚCI na Waszej dalszej drodze wspólnego życia i twórczości. I to Szymonie drogi i szanowny byłoby „NA TYLE” W NASZEJ ROZMOWIE. Raz jeszcze dziękuję Ci za nią!






