ŻONA Z KRAWĘDZIĄ
Ty, Janek, jak ty to robisz, iż z jedną żoną tyle lat wytrzymujesz? W czym tkwi sekret? mój brat, ilekroć nas odwiedzał, nie mógł pojąć.
Miłość i anielskie cierpliwości tony. Ot i cała tajemnica zawsze mu tak odpowiadałem.
Taki przepis to nie dla mnie, bracie. Ja kocham wszystkie kobiety. Każda to dla mnie zagadka, a z przeczytaną książką mieszkać daruj ironizował Damian, wykręcając wąsa.
Damian, mój młodszy brat, ożenił się w wieku osiemnastu lat. Jego wybranka, Urszula, była starsza o dekadę. Zakochana na zabój, oddała Damianowi serce na zawsze. On potraktował to natomiast jako miłą przygodę.
Ula zameldowała się w domu Damiana, w którym pomieszkiwało jeszcze siedmioro krewnych, i urodziła Adasia. Kobieta była przekonana, iż złapała szczęście za ogon. Dla nowej rodzinki wydzielono klitkowate pomieszczenie.
Urszula miała niezwykłą kolekcję porcelanowych figurek, za którą dałaby się pokroić dziesięć cudeniek na starym kredensie, oczko w głowie całej familii. Każdy wiedział, jak Uli zależy na tych filigranowych arcydziełkach. Często podchodziła, podziwiała, wzdychała.
Wtedy dopiero zbierałem się do ożenku, przyglądałem się kawalerkom w poszukiwaniu tej jedynej. Zdradzę od razu: udało się. Z Wandą jestem już ponad pół wieku.
Damian z Ulą przetrwali razem dziesięć lat. Urszula nie miała się czym chwalić. Była idealną żoną, kochała Damiana i syna całym sercem. Potulna, cicha, ugodowa ale wiecznie mu coś nie pasowało.
Raz brat wrócił do domu po kuflu za dużo. Coś mu się w Uli nie spodobało ni to w wyglądzie, ni w zachowaniu. Zaczął dogadywać, nieprzyzwoicie żartować, szarpać ją za ręce. Urszula, przewidując burzę z piorunami, bez słowa wzięła Adasia i wyszła na podwórko. Nagle usłyszała łomot. Serce jej zadrżało porcelana! Wbiegła do pokoju, a tam cała kolekcja roztrzaskana w drobny mak. Ocalała tylko jedna figurynka, kupiona kiedyś na jarmarku w Poznaniu.
Podbiegła, ucałowała ją i spojrzała Damianowi prosto w oczy pełne łez, a w nich całe morze żalu. Nic mu nie powiedziała. Od tego momentu coś między nimi pękło. Urszula jakby przestała być obecna w życiu rodzinnym, choć wykonywała swoje obowiązki jak dotąd tylko już bez serca.
Damian coraz częściej zaglądał do kieliszka. Prędko otoczyli go znajomi-cwaniacy i panie o wątpliwej reputacji. Ula domyślała się wszystkiego, ale milczała, zamykała się w sobie. Damian z rodziną kontakty ograniczał do minimum. Patrząc, jak jej mąż schodzi na manowce, Urszula zrozumiała, iż nie warto gonić za wiatrem na łysym polu. W końcu rozwiedli się bez awantury, hańby i wzajemnych pretensji.
Ula zabrała Adasia i wróciła do rodzinnych Katowic. Figurka, ta ostatnia, samotnie stała na kredensie Urszula ją zostawiła. Może z nadzieją, iż i po niej coś tu zostanie.
Damian o żonę długo nie płakał wpadł w wir imprez i przelotnych romansów. Życie go niosło bez hamulców i poczucia kierunku. Trzykrotnie żenił się i rozwodził. Lubił wino (najlepiej wytrawne z Biedronki) i nocne Polaków rozmowy. A przy tym pełen sukces w pracy! Zatrudniony w Instytucie Ekonomii, wykładał, konsultował po całej Polsce. choćby podręcznik jego autorstwa się pojawił. Wróżono mu błyskotliwą karierę Ale cóż po tym, skoro butelka zwyciężyła.
Wydawało się, iż Damian się ogarnął postanowił się żenić z powalającą Grażyną. Pojechaliśmy na cichą, skromną uroczystość. Grażyna miała siedemnastoletniego syna. Każdy widział, iż Damian z pasierbem nie znajdą wspólnego języka. I rzeczywiście: po pięciu latach kompromisu już nie było. O mało się nie pozabijali.
Później przewijały się: Basia, Renata, Jola… Każda kolejna była tą jedyną i każda odchodziła.
Życie spłatało Damianowi figla w wieku pięćdziesięciu trzech lat ciężko się rozchorował. Wtedy już przy nim nie było żadnej miłości życia. Siostry i ja opiekowaliśmy się nim do końca.
Janek, podaj mi ten walizkę spod łóżka Damian z trudem łapał oddech. Zajrzałem pod łóżko, wyciągnąłem starego, zakurzonego samsonita. Otwieram, a tam pełno porcelanowych figurek, owiniętych w miękkie szmatki, żeby się nie pobiły.
Widzisz, zbierałem te cuda dla Uli. Nie mogę zapomnieć jej spojrzenia, kiedy rozbiłem jej skarb. Ciężko ze mną miała, biedaczka. Pamiętasz, jak jeździłem w delegacje po Polsce? Zbieradłem figurki, gdzie popadło. Walizka ma podwójne dno. Weź stamtąd pieniądze wszystko, co mam i zanieś Urszuli. Niech mi wybaczy. Nie spotkamy się już, Janek. Przysięgnij, iż jej to oddasz odwrócił się do ściany.
Zrobię to, Damian odpowiedziałem, ledwo łapiąc oddech ze wzruszenia. Wiedziałem, iż to pożegnanie na zawsze.
Pod poduszką był list z adresem Uli. Z pisma dowiedziałem się, iż Adaś poważnie choruje, a lekarze rozkładają ręce zalecali wyjazd za granicę. Ula pisała do Damiana, choć ten nigdy nie odpowiedział.
Po pogrzebie ruszyłem do Katowic spełnić prośbę brata. Zobaczyliśmy się z Urszulą na dworcu. Przytuliła mnie serdecznie:
Janek, wy dwaj z Damianem to jak dwie krople wody!
Wręczyłem jej walizkę z pieniędzmi i kolekcją.
Ula, przebacz swojemu mężowi, jak życzył sobie. Masz tu coś od niego. Spójrz na to spokojnie w domu. Pamiętaj dla Damiana byłaś jedyną, prawdziwą żoną.
Po tym spotkaniu napisała mi jeden list.
Dzięki, Janek, za wszystko. Dziękuję też Damianowi. Jestem Bogu wdzięczna, iż Damian był w moim życiu. Figurki razem z Adasiem sprzedaliśmy na szczęście pojawił się koneser, co znał się na rzeczy i wyłożył niezłą sumkę. Nie miałam siły ich więcej oglądać, każda przypominała Damiana. Dzięki tym pieniądzom wyjechaliśmy do Kanady, gdzie od lat namawiała mnie siostra. Tu Adasiowi zaczęło się wreszcie lepiej powodzić. Została mi tylko jedna nadzieja iż Damian zawoła. Nie zawołał. Jednak dobrze wiedzieć, iż uważał mnie za swoją żonę do końca. To znaczy, iż nie wszystko jeszcze stracone. Adaś tutaj odżył. Trzymaj się!
Adresu zwrotnego nie podała…



