Colleen Hoover należy do popularnych autorek książek o wątpliwiej jakości. Nie można jednak odjąć jej tego, iż te powieści sprzedają się w rekordowych nakładach. Nic więc dziwnego, iż twórcy filmowi sięgają po jej lektury, żeby przyciągnąć do kin rzesze fanów pisarki. W 2024 roku otrzymaliśmy okropny paździerz It ends with us na podstawie jej książki, a w tym roku (choć trudno to sobie wyobrazić) dostaliśmy jeszcze większego potworka.
Reminders of him. Cząstka ciebie, którą znam jest filmem okropnym i muszę to podkreślić już na samym początku. Głupota, tandeta i nuda wylewają się na widzów już od pierwszych scen i realizowane są aż do napisów końcowych. Ten festiwal żenady trwa dwie godziny, (których nikt mi już nie zwróci), a drewniane aktorstwo i przewidywalne wątki nie dają ani minuty oddechu. Nie znam pierwowzoru, jakim jest książka Colleen Hoover, ale produkcja filmowa zdecydowanie nie zachęca do tego, aby po niego sięgnąć. Wręcz przeciwnie. Podczas seansu osiągnęłam tak wysoki poziom zażenowania, iż chciałabym o tym filmie po prostu jak najszybciej zapomnieć.
Kenna (Maika Monroe) po opuszczeniu więzienia wraca do miasteczka, w którym wcześniej żyła. Chciałaby poznać swoją córkę, którą urodziła podczas odsiadki i która trafiła pod opiekę jej „teściów”. Dziewczyna bowiem trafiła za kratki, ponieważ po pijaku wsiadła do auta wraz ze swoim chłopakiem, co doprowadziło do wypadku, w którym mężczyzna zginął. Jak łatwo się domyślić jego rodzice nie chcą jej widzieć, a co ważniejsze nie chcą, aby kiedykolwiek mogła zobaczyć swoją córkę. Kenna szuka pracy w miasteczku i stara się wyjść na prostą. Trafia na Ledgera (Tyriq Withers), który (o ironio!) był najlepszym przyjacielem jej tragicznie zmarłego chłopaka. Kolejna rzecz, którą łatwo przewidzieć – ta dwójka zakochuje się w sobie, a dziewczyna stara się naprawić swoje błędy.
Jeżeli jeszcze nie odstraszył was powyższy opis Reminders of him. Cząstka ciebie, którą znam to dołożę swoją cegiełkę, aby tak się jednak stało. Głupota scenariuszowa rozpoczyna bowiem swój festiwal żenady i ciągnie się przez cały film. Po powrocie Kenny nikt w całym miasteczku jej nie rozpoznaje. Zupełnie nikt. Śmierć jej chłopaka też przeszła wszystkim jakoś tak koło nosa, a jego rodzice za swoją największą misję stawiają to, aby nie pozwolić dziewczynie na kontakt z córką. Sam Ledger też okazuje się wspaniałym przyjacielem, bo nie ma problemu z tym, żeby związać się z Kenną. Co z faktem, iż przez nią zmarł jego najlepszy kumpel? Proszę was, toć to drobnostka! Ważniejsze jest to, który z nich był lepszy w łóżku. Priorytety, prawda?

Może dałoby się przymknąć oko na tę karuzelę bzdur i głupoty, gdyby ten dziwny filmowy twór bronił się czymkolwiek innym. Niestety, nie ma w tej produkcji niczego, dosłownie niczego, co mogłabym ocenić pozytywnie. Przyznaję, nie spodziewałam się fajerwerków ani ambitnego kina, ale jednak Maika Monroe po Kodzie zła była swojego rodzaju obietnicą, iż chociaż aktorsko będzie całkiem nieźle. Ten aspekt niestety też zawiódł, bo aktorzy są drewniani, bez emocji i nie ma między nimi żadnej chemii. Tym samym bohaterów nie da się ani polubić, ani im współczuć czy kibicować. Są nijacy i takie samo staje się nasze podejście do ich losów. Grzechem byłoby, gdybym nie wspomniała o epicko tępych dialogach. Nie wiem kto tak rozmawia, bo ewidentnie nie prawdziwi ludzie.
Film ciągnie się jak flaki z olejem i nie ma w nim zupełnie niczego, co pozwoliłoby widzom dać się wciągnąć w świat przedstawiony. Zamiast sympatii do bohaterów zbyt często odczuwamy cringe, który wręcz paraliżuje i powoduje odruchy wymiotne. Elementy komediowe zupełnie nie bawią (gołąb!), ale wywołują ciarki żenady. Sceny wzruszające są podszyte bzdurą i głupotą scenariusza, więc nie da się do nich podejść emocjonalnie. choćby erotyka, na którą wiele fanek twórczości Colleen Hoover bardzo liczyło, jest tu oszczędna i okrojona. Z kolei zachowanie bohaterów nie wywołuje niczego w widach, bo jest po prostu głupie. Sama Kenna wydaje się płytka i niezbyt inteligenta. Jej wywody w pamiętniku brzmią jak wyznania nastolatki, a nie doświadczonej przez życie kobiety. Decyzje które podejmuje też nie należą do najmądrzejszych.
Reminders of him. Cząstka ciebie, którą znam to film, który nie pozostawia nic po sobie. No dobra, są tam ładne widoczki. I tylko tyle. adekwatnie można zapomnieć o tym filmie już na etapie napisów końcowych i modlić się, aby żaden filmowiec nie skusił się na kolejną z powieści autorstwa Colleen Hoover, bo póki co nic dobrego z tego nie wychodzi.
Fot. główna: kadr z filmu Reminders of him. Cząstka ciebie, którą znam






