Franciszek Przybylski wspomina lata w "M jak miłość"
Franciszek Przybylski dołączył do serialu w 2000 roku i grał w "M jak miłość" przez 6 lat! Wcielał się w syna bohaterki Dominiki Ostałowskiej - Marty Mostowiak. Granie Łukasza było dla niego bardzo rozwijającym doświadczeniem, które pomogło dobrze zakorzenić się w branży już w młodym wieku. Niestety, szybkie zyskanie rozpoznawalności miało swoje minusy.
"To był czas, który pamiętam, jak z innego życia. To bardzo intensywne wspomnienia, bo to rodzaj popularności, o której się dziś nie myśli, bo rzadko co ma dziś taką oglądalność. Dla mnie jako dziecka to było trudne, zawstydzające, ale też to trwało tak długo, iż to po prostu było życie, brałem to jak pewnik" - wyznał w "Dzień Dobry TVN".Reklama
Franciszek wyznał, iż najgorsza była zazdrość innych osób, z którą musiał zmierzyć się na terapii. "Myślę, iż najtrudniejsza była ta zazdrość i to nie od rówieśników, tylko od rodziców, iż to nie ich dzieci są tak popularne. Pomogły mi lata terapii, żeby nauczyć się to nazywać to, iż fakt, iż jestem w centrum uwagi, nie znaczy, iż chcę być od kogoś lepszy, tylko po prostu tak jest. Duża przygoda, która mnie bardzo wzmocniła" - powiedział.
Przybylski bardzo dobrze wspomina współpracę z Dominiką Ostałowską, która grała jego serialową mamę. To ona pomagała mu udźwignąć ciężar zawodu aktorskiego.
"Dominika była elementem fundamentalnie odpowiedzialnym za to, iż ja przeżyłem tę całą przygodę. Była uziemieniem w tej bardzo dziwnej rzeczywistości. Pozwalała mi się ugruntować i orientować się, iż to jest tylko praca, a my jako ludzie jesteśmy naprawdę. Bardzo dużo jej zawdzięczam" - dodał.
Franciszek Przybylski w tej chwili tworzy duet reżyserski ze swoją mamą Agnieszką Glińską. Niedawno w Teatrze Telewizji został pokazany ich spektakl "Moralność pani Dulskiej". Jak Agnieszka reagowała na wczesną sławę syna?
"To miał być jeden sezon, coś nowego, koniec 90. lat. Pamiętam taki moment, gdy szliśmy ulicą i jakaś grupa ludzi zaczepiła Franka i on się tak zawstydził, a ja sobie zdałam sprawę, co to się może stać. U szczytu popularności wychodziłeś do sklepu i wkładałeś czapkę z daszkiem, apaszkę, bluzę z kapturem, żeby pani w sklepie cię nie rozpoznała" - powiedziała reżyserka.
Zobacz też: Nadchodzi wielki finał "M jak miłość". To zapowiedź kłopotów Marcina
















