Przeklęte Licho – recenzja gry. Puszcza nie ma litości

popkulturowcy.pl 6 godzin temu

Przeklęte Licho to gra książkowa, która bardzo gwałtownie przypomina, iż w Puszczy nic nie jest tak proste, jak mogłoby się wydawać. Zamiast bezpiecznie przekartkować kolejne strony, musimy podejmować decyzje, kombinować i liczyć się z tym, iż pozornie niewinny wybór może zemścić się wiele stron później.

Najbardziej spodobało mi się to, jak gwałtownie można wciągnąć się w ten dziwny, trochę baśniowy, a trochę niepokojący świat. Strigovia jest pełna stworzeń, których raczej nie chcielibyście spotkać podczas samotnego spaceru po lesie. Przy okazji nigdy do końca nie wiadomo, czy właśnie znaleźliśmy pomocnika, czy kolejnego osobnika, który próbuje nas zrobić w konia. Szczególnie dobrze wypadają wszelkiego rodzaju obietnice i decyzje, przy których człowiek zaczyna się zastanawiać, czy przypadkiem właśnie nie podpisał cyrografu.

fot: Materiały promocyjne (Muduko)

Sama rozgrywka jest prosta. Nie trzeba zapamiętywać miliona zasad ani pilnować skomplikowanej tabelki. Wystarczy książka, ołówek i odrobina zdrowego rozsądku. Chociaż z tym ostatnim może być różnie, bo gra co jakiś czas daje nam okazję do podjęcia decyzji, która z perspektywy czasu okazuje się wyjątkowo głupia.

Świat jest zdecydowanie największą siłą gry. Przeklęte Licho nie próbuje kopiować klasycznego fantasy. Zamiast kolejnej wyprawy po magiczny artefakt dostajemy słowiańskie stwory i dziwaczne układy. Puszcza zdecydowanie nie chce, żebyśmy czuli się w niej komfortowo. Doświadczamy mnóstwa sytuacji, w których trudno stwierdzić, czy właśnie ktoś nam pomaga, czy za chwilę wystawi rachunek.

Zobacz również: Gunsen: Bitwa o Toshi Ranbo – recenzja gry planszowej. Wyborna strategia

Tytułowe Licho jest jest jednym z najciekawszych elementów całej historii. Jego obecność sprawia, iż choćby korzystanie z jego pomocy ma w sobie coś podejrzanego. Niby mamy potężnego sojusznika, ale jednocześnie cały czas zastanawiamy się, kiedy ten interes zacznie się naprawdę opłacać… komuś innemu.

Przyjemne jest to, jak gra potrafi być straszna i zabawna jednocześnie. Strigovia jest pełna rzeczy, które powinny być niepokojące, ale sposób, w jaki niektóre sytuacje się rozwijają, potrafi wywołać raczej uśmiech niż strach. Dzięki temu Przeklęte Licho ma własny charakter i nie wpada w pułapkę przesadnie poważnego i ponurego dark fantasy.

Na plus zasługują również klimatyczne i pełne obrzydliwych i niepokojących stworów grafiki autorstwa Tomka Larka. Zdecydowanie pomagają wczuć się w świat przedstawiony i wyobrazić sobie sytuacje w których znajdujemy się po podjęciu paru niepewnych decyzji.

Zobacz również: LEGO Ninjago: Przygody Perły Przeznaczenia – recenzja gry planszowej

fot: Materiały promocyjne (Muduko)

Największym problemem może być natomiast to, iż po poznaniu historii część magii znika. Za pierwszym razem nie wiemy, co znajduje się za kolejną stroną i które decyzje okażą się fatalne. Przy kolejnych przejściach zaczynamy już kombinować bardziej jak gracz, który zna zasady niż bohater próbujący przetrwać w Puszczy, przez co gra traci trochę swój urok. Na szczęście kilka zakończeń i różne ścieżki sprawiają, iż warto zajrzeć do niej ponownie.

Przeklęte Licho jest zdecydowanie dobrą grą książkową. Najbardziej przekonuje mnie tutaj właśnie Strigovia. Jest dziwna, brutalna i momentami absurdalna kraina, w której każda niewinna rozmowa może skończyć się bardzo źle.


Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Muduko. Dziękujemy!

fot. główna: Materiały promocyjne (Muduko)

Idź do oryginalnego materiału