Porzuciła karierę aktorską i poszła w naukę. Znamy ją z "Cudownych lat"

swiatseriali.interia.pl 2 godzin temu
Zdjęcie: INTERIA.PL


Historia Danici McKellar udowadnia, iż dziecięca sława wcale nie musi być pułapką. Aktorka, po zakończeniu "Cudownych lat”, świadomie porzuciła świat Hollywood na rzecz nauki i samorealizacji w dziedzinie matematyki.


Dla wielu widzów "Cudowne lata" mają jedną, niepodrabialną twarz: Winnie Cooper. Delikatna, trochę nieuchwytna, zawsze o krok dalej niż szkolne plotki i pierwsze miłosne dramaty. Danica McKellar, która ją grała, była w latach 80. i 90. jedną z najbardziej rozpoznawalnych nastoletnich aktorek w amerykańskiej telewizji. I wszystko wskazywało na to, iż Hollywood ma dla niej gotową ścieżkę: kolejne role, kolejne seriale, dorosła kariera "po dziecięcej sławie". Tyle iż McKellar, zamiast trzymać się tej trasy, zrobiła coś, co brzmi jak scenariusz na odcinek specjalny: w pewnym momencie odsunęła aktorstwo na drugi plan i postawiła na... matematykę.Reklama

"Cudowne lata": jej urok nie mija


"Cudowne lata" nie były typowym serialem młodzieżowym. Zamiast robić z nastolatków przerysowane postacie, opowiadały o dorastaniu tak, jak naprawdę się je pamięta: z mieszanką nostalgii, wstydu i czułości. Winnie Cooper była w tej historii kimś więcej niż dziewczyną głównego bohatera. Była symbolem pierwszej miłości - tej idealizowanej, trochę bolesnej, bardzo prawdziwej.


I właśnie dlatego rola McKellar zapadła w pamięć. Publiczność ją polubiła, ale jednocześnie... mocno przypisała do jednej postaci. A w świecie telewizji to bywa pułapka: mimo bycia utalentowaną aktorką, widzowie i producenci chcieli oglądać ją tylko w jednej wersji.
W branży istnieje prosty mechanizm: im bardziej ikoniczna rola, tym trudniej się od niej uwolnić. Po zakończeniu "Cudownych lat" Danica McKellar stanęła przed wyborem, który wielu aktorów zna aż za dobrze: grać dalej i walczyć o nowe miejsce w Hollywood albo spróbować czegoś, co nie ma nic wspólnego z planem zdjęciowym.
McKellar wybrała drugą opcję. I nie chodziło o obrażenie się na branżę czy spektakularne rzucanie kariery. Raczej o to, iż aktorstwo przestało być jedyną odpowiedzią na pytanie: "Co dalej?". W pewnym sensie zrobiła ruch odwrotny niż typowa gwiazda dziecięca. Zamiast kurczowo trzymać się rozpoznawalności, zaryzykowała normalność.

Z czerwonych dywanów do auli wykładowej


Danica poszła na studia, wybrała UCLA i matematykę. Brzmi surowo, zwłaszcza jeżeli pamiętamy ją jako Winnie Cooper. Ale to właśnie w tym tkwi siła tej historii: McKellar nie poszła na bezpieczny kompromis, tylko wybrała kierunek, który wymaga cierpliwości, systematyczności i odporności na frustrację. Zamiast gonić kolejne castingi, zaczęła żyć rytmem sesji, zaliczeń i nauki, która potrafi zmęczyć bardziej niż kilkanaście godzin na planie.
Dla wielu osób, które wcześnie trafiają do show-biznesu, szkoła i normalne zainteresowania są czymś, co łatwo zgubić po drodze. McKellar w pewnym momencie miała ochotę odzyskać tę część życia, robić coś, co nie jest oceniane przez kamerę, widownię i nagłówki.
Do tego dochodzi jeszcze jeden element: kontrola. W aktorstwie często czekasz - na telefon, na decyzję, na to, czy pasujesz do roli. W naukach ścisłych sprawa wygląda inaczej: możesz pracować i widzieć wymierne efekty. Do tego połączyła swoje doświadczenie aktorskie i miłość do nauki — zaczęła omawiać matematykę jako coś przyjaznego. Dużo łatwiej mogła przebić się z przekazem: "Matma może być fajna". Zaczęła pisać książki popularnonaukowe, udzielać wywiadów i stała się w USA jedną z najbardziej rozpoznawalnych osób kojarzonych z "odczarowaniem" matematyki.

Ostateczny koniec?


Z czasem wracała do grania, ale już na swoich zasadach. Pojawiała się w telewizji, w filmach i projektach, które nie wymagały od niej budowania kariery od zera. Różnica polega na tym, iż nie była już zależna od jednej branży. Mogła wybierać, a nie gonić.
I to jest w tej historii najlepsze: nie uciekła z Hollywood w sensie dramatycznym. Ona po prostu dopisała sobie drugą drogę. I dzięki temu, paradoksalnie, przestała być zakładniczką Winnie Cooper.
Dla fanów "Cudownych lat" to jedna z najciekawszych informacji zza kulis. Postać, która kojarzyła się z romantyczną nostalgią, w prawdziwym życiu poszła w stronę rzeczy konkretnej, wymagającej i zupełnie niehollywoodzkiej. A dla wszystkich, kto lubi dobre historie o zwrotach akcji, to najlepszy dowód, iż czasem największa zmiana nie dzieje się w scenariuszu. Dzieje się wtedy, gdy gasną światła na planie i zaczyna się normalne życie.
Idź do oryginalnego materiału