Sobieszczański przywiózł na Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni ascetyczny, precyzyjnie skonstruowany, niemal metafizyczny film o nadziei i narodzinach irracjonalnej miłości. O ludziach, którzy się zakochują, nie znając swoich twarzy ani głosów. Punktem wyjścia jest autentyczna historia studentki medycyny Wiesławy Pajdak i Jerzego Śmiechowskiego, młodego działacza antykomunistycznego podziemia, osadzonych w 1947 r. na Rakowieckiej w sąsiadujących celach. Przez lata pobytu w więzieniu ich jedynym łącznikiem był alfabet Morse’a. Stukając do siebie przez ścianę, najpierw zaspokajali potrzebę kontaktu, oswajali samotność, a z czasem nawiązywały się między nimi bliskość i gorące uczucie. Zobaczyli się po raz pierwszy dopiero po sześciu latach, podczas własnego ślubu zaaranżowanego za kratami.
„Przez ścianę” wywołało zachwyt zarówno niezwykłą, prawdziwą historią, jak i bezkompromisową formą realizacji, dzięki której nie czuje się wymuszonego sentymentalizmu, nie ma wyciskania łez na siłę. Plastyczne, czarno-białe kadry Jolanty Dylewskiej (wyróżnienie za zdjęcia) podkreślają osamotnienie, udrękę, niegasnącą nadzieję. A film celowo zwalnia tempo, zmuszając do dostrojenia się do więziennej codzienności.
Sobieszczański podjął odważną decyzję, by prowadzić narrację niemal wyłącznie z perspektywy zamkniętej w celi głównej bohaterki.



