Zamieszczona na okładce ikona przedstawiająca konflikt – mężczyznę gotowego zarówno do obrony, jak i ataku, mającego u stóp z jednej strony kocicę, z drugiej zaś psa – wyraża niezmienne dążenie realistów politycznych do nazywania rzeczy po imieniu. Próby rozrywania związku między polityką a konfliktem oznaczają w ich opinii gwałt na rzeczywistości. Podstawowym wyznacznikiem polityczności jest podział na wrogów i przyjaciół (z mat. Wydawcy).
(Fragment publikowany na podstawie Wolnego dostępu. Zachęcamy do lektury całej książki)
Wstęp
Czym nie jest realizm polityczny
Truizmem będzie stwierdzenie, iż prezentowana praca jest efektem wysiłków podjętych, by dotrzeć do politycznej wiedzy. Należy zatem wyrazić się ściślej. Praca ta zrodziła się pod wpływem mało skomplikowanie brzmiącej konstatacji, co nie znaczy, iż jej uprzytomnienie było łatwe i iż nie zabrało wiele czasu: rozprawianie o zasadach prawnych i moralnych nigdy i nigdzie nieistniejących wspólnot (rozprawianie w stylu Johna Rawlsa[1] czy Ronalda Dworkina[2]) bardzo często zamiast do pogłębienia znajomości politycznej materii wiedzie na manowce. Nie chodzi przy tym o dezawuowanie wysiłków filozofów polityki i prawa.
Po pierwsze, umysł, jak mięśnie, wypada gimnastykować.
Po drugie, nie ma nic godnego potępienia w sformułowanym przez Jana Jakuba Rousseau celu filozofii polityki, aby, biorąc ludzi takimi, jakimi są, określać prawa, które być mogą[3]. Kłopot polega wszakże na tym, iż zarówno Rousseau, jak też jego kontynuatorzy chętnie poszukiwali i poszukują praw, jakie być mogą, nie biorąc jednak ludzi, jakimi są.
„Jednakże nie może ulegać wątpliwości, iż politycy pisali o sprawach politycznych daleko trafniej, aniżeli filozofowie. Skoro bowiem wiedzę swoją czerpali z doświadczenia, to nie uczyli nic takiego, co by było niepraktyczne”[4]. Ta zdroworozsądkowa myśl z początku Traktatu politycznego Barucha Spinozy, odsyłająca po wiadomości na temat polityki do polityków-praktyków wykazujących zacięcie intelektualne, określiła kierunek prezentowanych badań. Tak się złożyło, iż politycy-praktycy fundujący tradycję realizmu politycznego, zarówno w starożytności, jak i w nowożytności pilnie studiowali historię i uprawiali dziejopisarstwo. To nie przypadek. Aby wypełnić zasadniczy wymóg metodologiczny realistów, to znaczy w myśleniu politycznym nie odrywać się od źródła tego myślenia, czyli od polityki, nieodzowna jest znajomość przeszłości. W pracy, idąc tropem bohaterów poszczególnych rozdziałów, dążyłem do uwidocznienia tezy, że, z pewnymi zastrzeżeniami, empiria i historia pozostają podstawą treningu odpowiedzialnego myślenia politycznego.
Piszemy o Ludziach, a nie o władzy
Pokazujemy prawdę o przyczynach, nie o skutkach. Jesteśmy Twoim głosem. Wspieraj niezależność!
Przekaż 1,5% i zostań naszym współwydawcą
Celem, jaki przyświeca prezentowanym badaniom, nie jest dostarczenie nowatorskiej egzegezy klasycznych tekstów Tukidydesa, Polibiusza i Machiavellego. Celem jest polityczne odczytanie dzieł wymienionych autorów, umożliwiające zdefiniowanie frazy: realizm polityczny.
Decyzja, by w poszukiwaniu definicji zwrócić się do źródeł, a nie do niezwykle wyrafinowanych (jak na gusta niektórych europejskich przedstawicieli realizmu – przekombinowanych) teorii rozwijanych przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych[5], nie była pochopna. Zjawisko badane u zarania jawi się jaśniej. Współcześni akademiccy teoretycy realizmu stosują nieraz zbyt wiele metafor dla wyrażania prostych myśli, a dodatkowo metafory te budują w niejasnym języku[6].
Realizm polityczny z pewnością nie należy do fenomenów, które poddawałyby się łatwemu zdefiniowaniu.
Szczególnie, gdy chce się go ująć jako uniwersalną kategorię typologiczną, a nie poprzestać na potocznym i deformującym określeniu, płynącym – przykładowo – z błędnego odczytania Księcia Machiavellego. Książę jest opisem stanu wyjątkowego[7], odnoszącym się do współczesnej Florentczykowi Italii, a więc do ludu zdegenerowanego pod wpływem ciągłych przemarszów obcych wojsk, labilności władzy i prawa. Przy takim stanie społeczeństwa autorowi Rozważań jedyną sensowną opcją wydały się silne rządy jednostki, której zadanie polegałoby na przywróceniu powagi władzy i zasadom[8 9]. „Należy przyjąć za ogólne prawidło – powiada Machiavelli – iż do nadania wszelkim nowo powstającym republikom lub królestwom adekwatnej formy rządów, podobnie jak i do całkowitego zreformowania państw z dawna istniejących, nie potrzeba więcej jak jednego człowieka; jest choćby rzeczą konieczną, aby pomysł i wykonanie tego rodzaju planu było dziełem jednej tylko osoby”. Gdyby jednak pokazać mu kolonistów amerykańskich, ludzi bogobojnych i szanujących prawo, kreujących swój świat społeczny w zmaganiach z przyrodą, przyzwyczajonych do decydowania o sobie, czy zalecenia, jakie zawarł w Księciu, mógłby uznać za adekwatne? Czy byłyby wyrazem realizmu politycznego, czy dowodem na polityczny infantylizm? Czy włoski myśliciel nie potrafiłby rozstrzygnąć tego zagadnienia tak gwałtownie i trafnie, jak my potrafimy? Kwestia jest istotna, gdyż wyłania pełen subtelności obraz, niepozwalający na przyjęcie jednoznacznie brzmiącej tezy, iż w ujęciu realistycznym czynnikiem organizującym życie społeczno-polityczne musi być władza, nigdy zaś samoistnie tworzony przez jednostki ład instytucjonalny. Naturalnie w realistycznej optyce mieści się przeświadczenie, iż ład instytucjonalny nie może funkcjonować w próżni. Gwarantem jego stabilności jest władza. Stąd permanentne zapotrzebowanie na jej istnienie, bez względu na formę, jaką przybiera w tej chwili lub może przybrać w przyszłości.
Realizm polityczny, choć sam w sobie tak stary jak polityka, pojęciowo został wyróżniony w XIX wieku. Wtedy to politycy-praktycy postanowili przeciwstawić się nowemu typowi ludzi w polityce – politycznym romantykom, inspirowanym najwznioślejszymi ideami. Jeden z nich – Friedrich Schlegel – jako austriacki radca legacyjny, epatując chrześcijańską wizją społeczeństwa, nie wahał się sabotować poleceń swego zwierzchnika, ministra spraw zagranicznych hrabiego Bilowa, a choćby samego kanclerza Metternicha[10 11]. Dla tych ostatnich rosnący klerykalizm Schlegla jawił się jako zagrożenie, polegające na próbach uchwycenia w sztywne kleszcze ideologiczne codziennej działalności politycznej. Nic więc dziwnego, iż Metternich odesłał autora Rozmowy o poezji na wcześniejszą emeryturę. Pośród historyków idei Izajasz Berlin najdosadniej ukazał niebezpieczeństwo związane z pojawieniem się „punktu zwrotnego” w myśli politycznej, jakim był romantyzm.
Romantyzm podał w wątpliwość wytworzone już w starożytności obiektywne, racjonalne kryteria oceny ludzkich wytworów i poczynań.
Pod wpływem rewolucji romantycznej „na początku XIX wieku wielkim podziwem darzono męczenników, mniejszości, tych, którzy w imię ideałów szli na pewną zgubę. Wielką estymę ma bunt dla samego buntu, a także niepowodzenia i porażki, przeciwstawiane kompromisowi i światowym sukcesom. Człowiekowi, który całą swą energię poświęca na wyrażenie tego, co kryje się w jego wnętrzu, choćby jeżeli ponosi klęskę i zamiast stworzyć arcydzieło, stwarza jedynie chaos kolorów niczym szalony malarz Balzaca, człowiekowi takiemu i tak udało się zachować własne, ludzkie oblicze i ocalić duszę […]. Wszystko to niewielkie miałoby znaczenie na przykład dla Arystotelesa, który brał pod uwagę jedynie osiągnięcia godne podziwu”. Berlin wskazuje dalej, iż prowadzący do przewartościowania wszystkich wartości romantyczny subiektywizm przedkłada intencje nad skuteczność i wiedzę. Zasadniczo etyka intencji zastępuje etykę konsekwencji, odpowiedzialności za skutki działań. „W tym właśnie czasie słowo «realizm» stało się określeniem pejoratywnym, nabierając konotacji bliskich bezwzględności, cynizmowi, żałosnemu kompromisowi z niższymi wartościami”[12].
Szczęśliwie klasyczna, obiektywna moralność, osądzająca ludzkie czyny w kategoriach konsekwencji, nie została całkowicie unicestwiona przez romantyczną rewolucję.
Współczesne społeczeństwa są dziedzicami zarówno tradycji klasycznej, jak i romantycznej. Bardzo istotny jest stosunek sił powyższych tradycji, jaki występuje w obrębie danej wspólnoty. W społeczeństwach o korzeniach kupieckich dominuje szacunek dla norm odwołujących się do obiektywnych kryteriów. Z kolei w Polsce przeważył romantyzm, a realizm dochodził do głosu jedynie w okresach następujących po narodowych rozczarowaniach i klęskach. Romantyzm, który, nota bene, przybrał jeszcze ekstremalniejszą formę w porównaniu z zachodnimi odpowiednikami. Swoją dezinformującą rolę – wytwarzającą w społeczeństwie zupełnie fantastyczne wyobrażenia o tym, co politycznie możliwe, a co niemożliwe (generalnie o sposobach funkcjonowania sfery politycznej) – odegrali romantyczni poeci. Hipolit Korwin Milewski (1848-1932), autor wartościowych pamiętników (w polskiej literaturze diarystycznej z pewnością wyróżniających się poziomem realizmu), notował w odniesieniu do Adama Mickiewicza: „W chwili kiedy wieszcz pisał swoje Księgi narodu i pielgrzymstwa polskiego Francją rządził najznakomitszy mąż stanu, jakiego miała w ciągu całego XIX stulecia, Casimir Perier. Panu Adamowi Mickiewiczowi […] raptem zachciało się, żeby minister Perier rzucił setki tysięcy lub milion żołnierzy francuskich i miliardy franków jednocześnie na Rosję, Prusy i Austrię […]. A minister tego nic uczynił. Więc nasz wieszcz palnął mu z wysokości swojego Synaju następującą […] anatemę: […] A imię to i nazwisko jest Antychrystusowe i będzie zarówno przeklęte w pokoleniu słowiańskim, jak i w pokoleniu romańskim”[13].
Dominująca w Polsce tradycja romantyczna[14] czyni zadaniem niełatwym wszelkie próby badania realistycznej tradycji myślenia o polityce. Jak już wcześniej zaznaczono, przedstawiciele tej pierwszej wytworzyli wiele niepochlebnych skojarzeń, które w potocznej świadomości nierozerwalnie wiążą się z realizmem politycznym. Niejednokrotnie w trakcie dwóch ostatnich stuleci naszych dziejów wywoływało to patologiczny stan rzeczy, w którym najmądrzejsi ludzie – przynależący do obozu realistycznego – nie byli w stanie zdobyć trwalszego wpływu na społeczeństwo. Z nutą goryczy Władysław Studnicki pisał, iż „we wszystkich ważnych momentach dziejowych Polska miała umysły polityczne, których wskazania zbawiłyby naród, gdyby weszły w jego świadomość i wolę”[15].
Odpowiedzią na błędne asocjacje wywoływane przez termin realizm polityczny za sprawą romantyków i ich kontynuatorów winno być przedstawienie obrazu postawy realistycznej w niezdeformowanych ramach. W uwagach wstępnych jako pożyteczne i instruktywne jawi się uchwycenie realizmu w sposób negatywny, to znaczy poprzez ustalenie, czym nic jest[16]. Dopiero po przeanalizowaniu poglądów Tukidydesa, Polibiusza i Machiavellego, konstytuujących realistyczny punkt widzenia w warstwie teoretycznej, możliwe i mniej dyskusyjne (chciejmy w to wierzyć) będzie podanie jego pozytywnej definicji. Ściślej rzecz biorąc, zaprezentowanie typu idealnego w rozumieniu Maksa Webera.
Dążąc zatem do wyrwania postawy realistycznej z dezinformującego wpływu tradycji romantycznej, wypada odnotować, iż nie oznacza ona fatalizmu skłaniającego do biernej akceptacji status quo,
a zarazem nie pozwala wierzyć w nieskrępowany woluntaryzm politycznych aktorów; nic jest gloryfikacją nagiej siły kosztem intelektu i prawa, choć posiadanie siły nie jest w oczach realisty grzechem domagającym się potępienia; nie jest tożsama z oportunizmem, choć branie pod uwagę wytworzonych stosunków w danym układzie politycznym stanowi obowiązek narzucany przez roztropność; nie jest nihilizmem czy immoralizmem, przejawiającymi się w całkowitym braku skrupułów i sytuującymi sferę polityczną poza dobrem i złem, co nie równa się negowaniu specyfiki przynależnej tej sferze; nie jest redukcjonizmem nakierowanym wyłącznie na skuteczność, co nie znaczy, iż rezygnuje ona z dostarczającego obiektywnych możliwości oceny kryterium skuteczności; nie jest czystym racjonalizmem, ślepym na wpływ uczuć i emocji; nie polega na dogmatycznym trzymaniu się raz przyjętych zasad, co nie znaczy, iż optuje za dowolnością dyktowaną przez subiektywizm[17]; nie wyraża się w rezygnacji z dążeń do ideału z zastrzeżeniem, iż się wie, iż nieraz trzeba dążyć do niemożliwego, aby osiągnąć najmniejsze upragnione; nie opiera się na wiarołomstwie, gdyż, poprzestając tylko i wyłącznie na perspektywie utylitarystycznej, widać jasno, iż może ono być skutecznym narzędziem tylko w obrębie wspólnoty zdegenerowanej, natomiast na stabilniejszym gruncie poszanowania elementarnych reguł jest drogą donikąd; nie jest zimnym pragmatyzmem głuchym na powab i potęgę idei oraz na patetyczny wymiar ludzkiej egzystencji.
Gdyby odjąć w powyższym (z pewnością niekompletnym, ale i nie dążącym do kompletności) wyliczeniu przeczenie „nie”, to wyrażałoby ono potoczne przeświadczenie na temat realizmu politycznego, który moment kulminacyjny osiąga w łączeniu go ze stalinizmem czy narodowym socjalizmem. Tymczasem ZSRR pod rządami Stalina, planującego rozszerzenie swojego panowania aż do Atlantyku, w sposób najbardziej zacięty realizujący dogmaty komunistycznej utopii (nade wszystko gwałt na ludzkiej naturze w postaci zniesienia własności prywatnej) nie może wykazywać z realizmem żadnego powinowactwa. Jest negacją podstaw ideowych realizmu i wyrosłego z nich systemu wartości. jeżeli chodzi o narodowy socjalizm, to panującą konfuzję objaśnia w kapitalnym, wartym dłuższego zacytowania fragmencie Hermann Rauschning. Cytat pochodzi z Rewolucji nihilizmu, którą Golo Mann przyrównał do Rozważań o rewolucji we Francji Edmunda Burke’a[18]. „Realizm Hitlera – pisze Rauschning – wprowadza w błąd obserwatora. Wszak człowiek ten, który waży wszystko dokładnie i na zimno, umie wyczekać odpowiedniej chwili, który – by tak rzec – po mistrzowsku przewiduje własne reakcje, który opukuje wciąż i ostukuje wszelkie słabe miejsca i tak realistycznie bada wszelkie okoliczności, przecież człowiek ten nie może być jednocześnie fantastą, pragnącym jedynie wszystko obalić i powierzającym się ruchowi bez granic, mającemu go zanieść ku przeczuwanemu jak przez mgłę nowemu ładowi. A jednak ta dwoistość jest rzeczywiście swoistą cechą charakterystyczną owych wielkich «burzycieli», o których mówi Jacob Burckhardt.
Ludzie tej kategorii są pełni wynalazczości w destrukcji, wyczuwają słabe punkty, mają węch do odgadywania miejsc, w które mogą uderzyć, aby zniszczyć stary ład.
Jest to już ich przeznaczenie i robota ta ustaje dopiero wtedy, gdy przeciwstawi się jej prawdziwie twórcza wola lub gdy wyczerpie się otaczający tych ludzi świat i gdy nastaje spokój biorący się z wyczerpania. Ludzie ci mają wielkie zdolności taktyczne. A jednocześnie są to marzyciele, opętani przez demony, przewidzenia i przeczucia. Sami upodabniają się do bóstwa, żyjąc w świecie ułudy, mimo iż potrafią nieraz sprawiać wrażenie realistów”[19]. Zarówno stalinizm, jak i narodowy socjalizm – wbrew demonstrowanym nieraz umiejętnościom taktycznym – znamionują irracjonalizm, nierzeczowość, przesadność, a zatem te wszystkie cechy, które realiści przez wieki niezmordowanie – i często nieskutecznie – piętnowali.

Piotr Kimla, Historycy-politycy jako źródło realizmu politycznego, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, 2009
Przypisy:
[1] Por. J. Rawls, Teoria sprawiedliwości, przeł. M. Panufnik, J. Pasek, A. Romaniuk, Warszawa 1994.
[2] Por. R. Dworkin, Biorąc prawa poważnie, przeł. T. Kowalski, Warszawa 1998.
[3] J. J. Rousseau, Umowa społeczna, czyli zasady prawa politycznego, przeł. A. Peretitkowicz, Łódź 1948, ks. I, s. 11.
[4] B. Spinoza, Traktat polityczny, w: tegoż, Traktaty, przeł. I. Halpern-Myślicki, Kęty 2000, rozdz. 1, § 2, s. 335.
[5] „Prawdziwy realizm – pisze Raymond Aron bierze pod uwagę całą rzeczywistość. Daje wskazówki co do postępowania dyplomatyczno-strategicznego przystosowanego nie do ostatecznej wizji, określającej, czym byłaby polityka międzynarodowa gdyby mężowie stanu w swym egoizmie zachowywali się mądrze, ale do natury namiętności, szaleństw, idei i gwałtów rządzących danym wiekiem”. Krytykę R. Arona teorii realizmu H. J. Morgenthaua prześledzić można w: R. Aron, Peace and War. A Theory of lnternational Relations, przeł. na ang. R. Howard i A. Baker Fox, Nowy Jork 1967, s. 591-600. Zob. także R. Aron, Macht, Power, Puissance: Democratic Prose or Demoniac Poetry?, w: tegoż, Power, Modernity and Sociology. Selected Sociological Writings, pod red. D. Schnappera. Cambridge 1988.
[6] Uwaga ta dotyczy akademickich teoretyków, nie zaś przedstawicieli realizmu, choć należy zaznaczyć, iż choćby grzechy teoretyków realizmu wydają się mniejsze w porównaniu z reprezentantami innych szkół. Wybujałość czy zawiłość stylistyczna wprowadzają dysonans do myślenia realistycznego. Znamionują często brak dyscypliny w rozumowaniu, podczas gdy realizm domaga się w tym względzie jak najdalej posuniętej precyzji. Oto dwie wypowiedzi odnoszące się do inklinacji stylistycznych klasyków realistycznego myślenia, których dokonania są przedmiotem analizy w niniejszej rozprawie. Po pierwsze, pomimo pewnych „pęknięć” stylistycznych u Tukidydesa, wynikających z potrzeby wyrażenia w prozie attyckiej całkowicie nowych treści, dominujące w jego sposobie ekspresji są precyzja określeń i zwięzłość (czasem nadmierna) wypowiedzi. Zob. R. Turasiewicz, Wstęp do: Tukidydes, Wojna peloponeska, przeł. K. Kumaniecki, Wrocław 2004, t. 1, s. CXXV. Po drugie, o pisarstwie Machiavellego T.S. Eliot powiada, a można mu w tych kwestiach całkowicie ufać: „Machiavelli będzie mistrzem stylu w każdym wieku, a jego proza jest prozą dojrzałą. Nie można niczego z nią porównać we Francji do czasu pojawienia się Montaigne’a, przy czym Montaigne nie jest klasykiem francuskiej krytyki. W Anglii natomiast nie znajdziemy niczego porównywalnego do pojawienia się Hobbesa i Clarendona”. T.S. Eliot, Niccolo Machiavelli, w: tegoż, Chrześcijaństwo – kultura – polityka, przeł. P. Kimla, Warszawa 2007, s. 268.
[7] Jak powiada J. G. A. Pocock, „swoją wielką oryginalność ujawnia on [Machiavclli – przyp. P.K.] jako badacz polityki w czasie delegitymacji”. Zob. J. G. A. Pocock, The Machiavellian Moment. Florentine Political Tliought and the Atlantic Republican Tradition, Princeton 1972, s. 163.
[8] Intuicja Machiavellego doczekała się potwierdzenia empirycznego. Ratunkiem dla szesnastowiecznej Francji, pogrążonej w wojnie domowej o podłożu religijnym, okazały się rządy absolutne. Rządy te u swych początków cieszyły się autentycznym zaufaniem ludu, gdyż panowało przekonanie, iż tylko silna władza będzie w stanie zapobiec upadkowi politycznemu i cywilizacyjnemu, z którego nie będzie możliwości się podnieść. Por. na ten temat Z. Izdebski, Wstęp do: J. Bodin, Sześć ksiąg o Rzeczpospolitej, Warszawa 1958. Naturalnie stanu rozbicia Francji w tym okresie nie można porównywać ze stanem rozbicia Italii. W przypadku Półwyspu Apenińskiego lekarstwo w postaci silnej władzy skupionej w jednych rękach okazało się niemożliwe do zastosowania, co nie znaczy, iż było niewłaściwe.
[9] N. Machiavelli, Rozważania nad pierwszym dziesięcioksięgiem historii Rzymu Liwiusza, przeł. K. Żaboklicki, w: tegoż. Wybór pism, przeł. J. Gałuszka i inni, Warszawa 1972, ks. 1, IX, s. 265.
[10] Zob. M. Wawrykowa, U progu nowoczesności. Szkice z dziejów kultury niemieckiej XVIII i XIX wieku. Warszawa 1989, s. 223.
[11] 1. Berlin, Rewolucja romantyczna: kryzys w historii myśli współczesnej, w: tegoż, Zmysł rzeczywistości. Studia z historii idei, przeł. M. Filipczuk, Poznań 2002, s. 239. W podobnym duchu wypowiada się inny krytyk romantyzmu – Carl Schmitt. Stwierdza on, iż ruch ten odrzucił zasady rządzące dotychczas sferą estetyczną, nie zastępując ich jednak własnymi regułami, pozwalającymi na zdefiniowanie swojej koncepcji stylu i formy. Jednocześnie doprowadził do absolutyzacji sztuki, co z kolei pociągnęło za sobą estetyzację wielu sfer kultury, takich jak religia, nauka, etyka czy polityka. Spowodowany przez romantyków upadek obiektywnych standardów zaowocował zsubiektywizowaniem ludzkiego życia, znajdującym odzwierciedlenie w zamykaniu się w obrębie indywidualnego doświadczenia. Zob. C. Schmitt, Political Romanticism, przeł. na ang. G. Oakes, Cambridge, Mass. 1986, s. 51-109.
[12] 1. Berlin, Rewolucja romantyczna…, s. 240.
[13] H. Korwin-Milewski, Siedemdziesiąt lat wspomnień. Poznań 1930, s. 16.
[14] Jej dominacja utrwala się, rzecz jasna, również za sprawą poziomu artystycznego, jaki osiągnęła twórczość polskich romantyków. W żadnym wypadku nie chodzi o jej kwestionowanie. Co więcej, romantyzm jest w zasadzie jedynym okresem w literaturze, w którym Polacy tworzą pierwszorzędne dzieła. Badacz literatury, który pragnąłby pozbyć się poczucia naśladownictwa i wtórności, a doświadczyć poczucia równorzędności, winien skupić się na epoce romantyzmu. Krytyczne słowa pod adresem tradycji romantycznej wypowiadane są z perspektywy politycznej.
[15] W. Studnicki, Z przeżyć i walk, Toruń 2002, s. 285. Cytowana pozycja stanowi pierwszy z czterech tomów Pism wybranych Studnickiego.
[16] Taką teologię negatywną, określającą, czym dane zjawisko nie jest, po to, by – koniec końców – dać wyobrażenie o tym, czym jest, uprawiał Plotyn w odniesieniu do Jedni-Absolutu. Nie znaczy to, oczywiście, iż zdefiniowanie realizmu politycznego jest tak trudne jak opisanie Pra-Jedni, z którą Plotyn jednoczył się w stanie ekstazy i która jest transcendentna ontologicznie i epistemologicznie.
[17] O możliwości łączenia obiektywizmu z relatywizmem upewnia nas dzieło Motenskiusza. Syntezę powyższą wyraża jego twierdzenie, iż ludzie „w nieskończonej rozmaitości praw i obyczajów nie powodują się wyłącznie kaprysem”. Wyklucza ono jednocześnie utożsamianie Monteskiuszowskiego relatywizmu z subiektywizmem. Zob. Monteskiusz, O duchu praw, przeł. T. Boy-Żeleński, Kęty 1997, s. 8.
[18] Zob. G. Mann, Hermann Rauschning, w: tegoż, Ludzie myśli, ludzie władzy, historia, przeł. E. Paczkowska-Łagowska, Kraków 1997, s. 211.
[19] H. Rauschning, Rewolucja nihilizmu, przeł. St. Łukomski (J. Maliniak), Warszawa 1996, s. 195.






