Pieśń zbuntowanych serc – recenzja książki. Sen o nowych Indiach

popkulturowcy.pl 2 godzin temu

Są książki, które pozostają z nami na bardzo długo. Jedną z nich jest Pieśń zbuntowanych serc. Zdecydowanie nie należy do łatwych lektur, ale jest to wartościowa pozycja, która otwiera oczy na wciąż mocno obecny problem traktowania kobiet.

Pieśń zbuntowanych serc autorstwa Thrity Umrigar została zainspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Źródłem dla autorki były artykuły Ellen Barry w New York Times na temat Indii. Chociaż wszystkie postacie i wydarzenia zostały wymyślone, to kilka pomysłów dotyczących traktowania kobiet w indyjskich wsiach zostało zaczerpniętych z wspomnianych reportaży. Nie jest to powieść, którą czyta się lekko. Jej tematyka sprawia niemal namacalny ból, a w moim przypadku wywołała wiele gniewu i niedowiarzenia. Żyjemy w XXI wieku, a samosądy i patriarchat mają się aż za dobrze. Książka może być żywym dowodem na to, iż wciąż potrzebujemy feminizmu.

Główną bohaterką powieści Pieśń zbuntowanych serc jest Smita – indyjsko-amerykańska dziennikarka. Kobieta przysięgła, iż nigdy w życiu nie powróci do rodzinnych Indii, jednak los bywa nieprzewidywalny. W związku z pobytem w szpitalu jej przyjaciółki i zarazem współpracowniczki zostaje wysłana do Indii, aby dokończyć reportaż o młodej kobiecie brutalnie ukaranej przez braci. Jej towarzyszem, przewodnikiem i opiekunem zostaje Mohan. Mężczyzna jest jesj całkowitym przeciwieństwem, ale z czasem wytwarza się między nimi bardzo mocna i trwała więź.

Książka nie odsłania wszystkich kart od razu. Mimo, iż od pierwszych stron wiemy, iż Smita nie chciała wrócić do Indii i żywi do tego kraju ogromny żal, to poznajemy jej historię dość późno. Co jakiś czas autorka podtrzymuje jednak napięcie i podrzuca nam jakieś urywki wspomnień głównej bohaterki. Dzięki temu, poza sprawą Meeny – niemal spalonej przez własnych braci dziewczyny, równolegle poznajemy trudną przeszłość oraz demony, z którymi mierzy się Smita. Traumatyczne historie obu kobiet splatają się ze sobą, tworząc mroczny obraz indyjskiej prownicji, gdzie patriarchat ma się bardzo dobrze, a życie kobiet to nieustanne piekło.

Pieśń zbuntowanych serc porusza wiele trudnych i niewygodnych tematów. Okrutne traktowanie kobiet, patriarchat, analfabetyzm, uprzedzenia religijne czy rasowe to wątki, które przewijają się przez całą powieść. Thrity Umrigar zrobiła jednak coś, co wydawało się wręcz niemożliwe, biorąc pod uwagę opowiedzianą na łamach książki historię. Autorka przedstawiła dwa różne oblicza Indii. Z jednej strony rozwijający się kraj, z ludźmi, którzy chcą zmienić świat na lepsze, a z drugiej miejsce zacofane, przepełnione kontrowersyjnymi tradycjami czy stereotypami. Dzięki temu wyłonił się nam autetyczny obraz Indii, pełnych kontrastów i zmagających się z wewnętrznymi problemami.

Meena, której mąż został spalony żywcem przez jej braci, jest przykładem osoby wycofanej, wiernej tradycji. Równocześnie marzy o nowych Indiach, bez podziałów i zawiści. Ona – hinduska, jej zmarły mąż Abdul – muzułmanin, mieli być przykładem nowoczosnego państwa, w którym ludzie różnych wyznań mogą żyć w zgodzie, a choćby się kochać. Ich sen o nowych Indiach został jednak brutalnie zmiażdżony. Historia Meeny jest zatrważająca, tym bardziej, o ile ma się z tyłu głowy myśl, iż tego typu sytuacji jest więcej. I to nie tylko w Indiach, ale na całym świecie. Smita również spotkała się w życiu z ludzką nienawiścią i obojętnością – tylko przez to kim się urodziła.

Najsłabszym ogniwem Pieśni zbuntowanych serc jest okropnie oklepany wątek miłosny. Historia Meeny i Abdula jest poruszająca i wypada naprawdę autentycznie, więc nie mam tutaj żadnych zastrzeżeń. Prawdziwą męką była dla mnie relacja Smity i Mohana. Pewnie, od początku łatwo można było się domyślić, iż skończy się to wielką miłością. Jednak rosnące w nich uczucie jest dla mnie nienaturalne, a wręcz sztuczne i zbyt bajkowe. Tak samo jak krytyka niezależnego życia Smity, która odkrywa, iż samorealizacja jest guzik warta i lepiej zostać żoną i matką. Nie chodzi mi tutaj o wartościowanie, ale o banalność wątku głównej bohaterki, który został sprowadzony do żenującego. Ach i do oklepanej sceny na lotnisku. Tak, mamy tutaj dramatyczną zmianę decyzji i bieg do ukochanego przez całe lotnisko.

Pieśń zbuntowanych serc to powieść, która bardzo dotyka i boli. Niesprawiedliwość, bezkarność patriarchatu, okrucieństwo wobec kobiet wylewają się niemal z każdej strony książki. Nie jest to łatwa lektura i pozostawia trwały ślad. Mimo wszystko autorka potrafiła spojrzeć na Indie również z pozytywnej strony, udowadniając, iż nie wszyscy są źli, a tego typu sytuacje zdarzają się na całym świecie. Zło siedzi w poszczególnych jednostkach, bez względu na ich płeć, wiek, wyznanie czy pochodzenie. I warto o tym pamiętać.


Okładka książki Pieśń zbuntowanych serc

Autor: Thirty Umrigar
Tłumaczenie: Małgorzata Morel
Wydawca: Znak JednymSłowem
Premiera: 12 sierpnia 2026 r.
Oprawa: miękka
Stron: 416
Cena katalogowa: 54,99 zł


Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Znak JednymSłowem. Dziękujemy!
Fot. główna: materiały promocyjne – kolaż (Wydawnictwo Znak JednymSłowem)

Idź do oryginalnego materiału