
Alkoholizm, bezradność życiowa, czarne listy opiekunek, absurdalne wymówki i kulisy pracy w agencji opieki w Niemczech. Jowita Kowalik w książce „Pracowałam z opiekunkami osób starszych i postanowiłam to opisać” przedstawia świat, który dla osób niezwiązanych z branżą może wydawać się wręcz nieprawdopodobny. Dla mnie, byłej opiekunki osób starszych w Niemczech, większość opisanych historii okazała się zaskakująco znajoma.
Sięgając po tę książkę, spodziewałam się przede wszystkim kolejnej porcji opowieści o trudnych opiekunkach. O kobietach, które piją, kłamią, nie radzą sobie z codziennymi obowiązkami i potrafią doprowadzić pracowników agencji do rozpaczy. Nie pomyliłam się. Takich historii rzeczywiście nie brakuje.
Nie spodziewałam się jednak, iż podczas lektury zacznę zadawać sobie zupełnie inne pytanie: czy największy problem branży opiekuńczej zawsze znajduje się po stronie opiekunki, czy może czasami siedzi w eleganckim biurze, za biurkiem rekrutera?
I właśnie dlatego ta książka zainteresowała mnie bardziej, niż początkowo przypuszczałam.
O czym jest książka Jowity Kowalik „Pracowałam z opiekunkami osób starszych i postanowiłam to opisać”?

Jowita Kowalik zabiera czytelnika za kulisy pracy agencji zatrudniającej opiekunki osób starszych w Niemczech. Książka ma formę pamiętnika obejmującego rok pracy w biurze rekrutacyjnym.
Autorka opisuje codzienne obowiązki, rozmowy telefoniczne z opiekunkami, wiadomości od niemieckich klientów, korespondencję z koordynatorami i firmami przewozowymi. Pokazuje, jak wygląda organizowanie wyjazdów, rozwiązywanie konfliktów, poszukiwanie zastępstw i radzenie sobie z sytuacjami, których nie sposób przewidzieć.
Nie jest to podręcznik dla początkujących opiekunek ani poradnik dotyczący pielęgnacji seniora. To raczej zbiór zawodowych doświadczeń, absurdów, frustracji i refleksji osoby, która na co dzień kontaktuje się z kandydatkami do pracy.
Autorka nie upiększa rzeczywistości. Pisze prostym, żywym językiem, często sięga po humor, ironię i trafne porównania. Dzięki temu choćby trudne sytuacje przedstawia w sposób, który zachęca do przeczytania kolejnego rozdziału.
Książka jest brutalnie szczera, brutalnie rzeczowa i brutalnie prosta. Aż sama byłam zaskoczona, z jakim spokojem ją czytałam (jako była opiekunka).
Alkoholizm wśród opiekunek osób starszych – problem, o którym agencje wiedzą więcej, niż mówią?
Jednym z powracających tematów jest alkohol.
Nie będę udawała zaskoczonej. Problem nadużywania alkoholu przez niektóre osoby pracujące w opiece istnieje i nie należy go bagatelizować. Senior, szczególnie niesamodzielny, musi mieć zapewnioną bezpieczną opiekę. Osoba nietrzeźwa nie powinna odpowiadać za jego zdrowie i życie.
Zastanowiło mnie jednak coś innego.
Z opisanych przez autorkę sytuacji wyłania się obraz pracowników agencji, którzy czasami doskonale orientują się, kiedy lepiej nie dzwonić do opiekunki. Znają dni i pory, w których rozmowa telefoniczna mogłaby ujawnić jej nietrzeźwość.
I tu pojawia się pytanie: jeżeli istnieje podejrzenie, iż opiekunka pije podczas zlecenia, dlaczego ważniejsze staje się unikanie niewygodnej rozmowy niż sprawdzenie, czy senior jest bezpieczny?
Rozumiem, iż zweryfikowanie problemu alkoholowego nie jest proste. Agencja działa na odległość, pracownik przebywa w prywatnym domu, a podejrzenie nie pozostało dowodem. Na miejscu jest jednak koordynator, który takie podejrzenie może sprawdzić. Wystarczy wykonać telefon i zlecić wizytę na szteli.
Świadome unikanie kontaktu w godzinach, kiedy pracownik może być nietrzeźwy, trudno uznać za rozwiązanie. Dla mnie byłby to raczej sygnał, iż sytuację należy wyjaśnić. Nie po to, by urządzać polowanie na czarownice, ale by sprawdzić, czy osoba starsza ma zapewnioną adekwatną opiekę.
Zresztą już nie raz pisałam, iż opiekun nadużywający alkoholu jest niewygodny dla agencji tylko wtedy, gdy wyjdzie to na jaw. Dlatego pracownicy agencji udają, iż nic nie wiedzą o problemie. Znaleźć zmienniczki dla osób z uzależnieniem w krótkim czasie to nie lada wyzwanie. Dlatego łatwiej udawać, iż problemu nie ma.
Opiekunka nie radzi sobie z własnym życiem, ale odpowiada za życie seniora
To jeden z najbardziej niepokojących paradoksów przedstawionych w książce.
Niektóre kobiety wyjeżdżające do pracy w Niemczech potrafią przygotować obiad, posprzątać mieszkanie i wykonać podstawowe czynności domowe. Nie zawsze jednak radzą sobie z organizacją własnych spraw.
Z relacji autorki wynika, iż problemy pojawiają się przy tak prostych zadaniach jak sprawdzenie drogi do sklepu czy apteki, zrobienie zakupów, powrót do domu seniorki ze spaceru, spakowanie się na czas i przejazd busem, obsługa pralki, umówienie wizyty u lekarza albo wezwanie pogotowia ratunkowego.
Oczywiście brak umiejętności korzystania z mapy czy załatwiania formalności nie oznacza automatycznie, iż ktoś jest złym opiekunem. Nie każda osoba musi być sprawna technologicznie, a bariera językowa potrafi skutecznie utrudnić codzienne życie.
Jednak w opiece nad seniorem samodzielność jest niezwykle ważna.
Co zrobi opiekunka, kiedy podopieczny upadnie? Jak zareaguje, gdy senior nagle straci przytomność? Czy będzie potrafiła wezwać pogotowie, przekazać adres i opisać sytuację?
Właśnie dlatego jedna z historii opisanych przez Jowitę Kowalik szczególnie utkwiła mi w pamięci.
Senior upada, krwawi z głowy, a opiekunka dzwoni do agencji
Autorka przytacza historię doświadczonej, sprawdzonej opiekunki, z wykształcenia pielęgniarki.
Podopieczny upada i doznaje urazu głowy. Opiekunka podnosi go i opatruje krwawiącą ranę. Kiedy okazuje się, iż opatrunek nie rozwiązuje problemu, kontaktuje się z agencją.
Czytając tę historię, zastanawiałam się, dlaczego pierwszą reakcją nie było wezwanie pomocy medycznej.
Kto widział mocno krwawiącą ranę głowy, ten wie, jak dramatycznie może wyglądać taka sytuacja. U osoby starszej uraz głowy wymaga szczególnej ostrożności, choćby jeżeli senior początkowo zachowuje się normalnie.
Po upadku z urazem głowy, zwłaszcza przy utrzymującym się krwawieniu, nie można zastępować oceny medycznej telefonem do agencji. W sytuacji nagłej należy wezwać pomoc pod numerem 112.
Nie znam wszystkich okoliczności tego zdarzenia, więc nie zamierzam wydawać wyroku na opiekunkę. Jednak sama historia pokazuje, jak ważna jest umiejętność samodzielnego podejmowania decyzji.
O podobnej sytuacji czytałam kilka dni temu w książce napisanej przez opiekunkę Wyznania opiekunki. Autorka, pielęgniarka z zawodu, również nie wezwała pogotowia ratunkowego, gdy sytuacja tego wymagała. Pielęgniarka! Jakiej reakcji możemy wymagać od zwykłej pomocy domowej? Brak odpowiednich działań to niestety standard w takich przypadkach.
Można mieć doświadczenie, referencje, a choćby wykształcenie medyczne, a mimo to w stresującej sytuacji podjąć niewłaściwą decyzję.
Brutto, netto, umowa i numer konta – finansowa bezradność opiekunek
Kolejnym tematem są problemy z formalnościami.
Autorka opisuje kandydatki, które nie rozumieją różnicy między wynagrodzeniem brutto a netto, nie wiedzą, jakie składki i podatki wiążą się z zatrudnieniem, nie czytają umów albo nie potrafią prawidłowo wypełnić podstawowych dokumentów.
Dla wielu liczy się przede wszystkim jedno: ile pieniędzy otrzymają na rękę.
I trudno się dziwić, iż wynagrodzenie netto jest ważne. Ludzie wyjeżdżają do Niemiec przede wszystkim po to, żeby zarabiać. Problem pojawia się wtedy, gdy wysokość przelewu staje się jedynym kryterium oceny oferty.
Niektórzy nie wiedzą, kiedy powinna wpłynąć wypłata, a choćby ile dni ma tydzień czy miesiąc. Inni podają błędny numer rachunku albo nie potrafią poprawnie podpisać dokumentów, mimo iż agencja wskazuje miejsca wymagające uzupełnienia.
Przyznaję, iż te fragmenty momentami mnie bawiły, ale jednocześnie skłaniały do refleksji.
Czy człowiek, który nie rozumie własnej umowy, potrafi świadomie zadbać o swoje prawa?
Nie chodzi o wyśmiewanie osób z mniejszym wykształceniem. Wiele kobiet przez lata zajmowało się domem, rodziną i dziećmi, nie mając doświadczenia w formalnym zatrudnieniu. To nie przekreśla ich umiejętności opiekuńczych.
Jednak wyjazd za granicę wymaga przynajmniej podstawowej orientacji w sprawach zawodowych i finansowych.
Agencja może pomóc w formalnościach, ale nie powinna zastępować pracownikowi całej odpowiedzialności za własne decyzje.
Kilka agencji jednocześnie, odwołane wyjazdy i gorączka 45 stopni
Autorka opisuje opiekunki, które próbują jednocześnie współpracować z kilkoma agencjami, przyjmują kilka propozycji wyjazdu i w pewnym momencie same nie wiedzą, z którą firmą mają ostatecznie jechać.
Zdarza się, iż kandydatka podpisuje umowę z jedną agencją, a następnie wyjeżdża z drugą. Inna odwołuje zlecenie w ostatniej chwili, pozostawiając firmę z problemem znalezienia zastępstwa.
Pojawiają się też wymówki, których nie powstydziłby się autor komedii.
Jedna z nich to gorączka wynosząca 45 stopni.
Przy takiej temperaturze ciała mielibyśmy do czynienia ze stanem skrajnie niebezpiecznym, wymagającym natychmiastowej pomocy medycznej, a nie zwykłym telefonem z informacją, iż jednak nie pojedzie się do Niemiec.
Zabawne? W książce niewątpliwie tak.
Dla pracownika agencji, który musi w kilka godzin zorganizować nową osobę, już zdecydowanie mniej.
Rozumiem frustrację rekruterów. Nieodpowiedzialne decyzje kandydatów mogą powodować problemy dla seniorów, rodzin i firm przewozowych.
Z drugiej strony znam również sytuacje, w których to agencje odwoływały wyjazdy lub przez długi czas nie potrafiły potwierdzić warunków zatrudnienia.
Dlatego odpowiedzialności wymagałabym od obu stron.
Czarna lista opiekunek – ale kto adekwatnie na nią trafia?
W książce pojawia się również temat czarnej listy opiekunów.
To zagadnienie zainteresowało mnie szczególnie, ponieważ od dawna zastanawiam się, według jakich kryteriów agencje uznają kogoś za osobę, z którą nie warto ponownie współpracować.
Jeżeli opiekunka nadużywa alkoholu, zaniedbuje seniora lub świadomie łamie warunki umowy, negatywna ocena współpracy może być uzasadniona.
Ale co z osobami, które po prostu domagają się odpoczynku? Które nie chcą wykonywać dodatkowych obowiązków? Które zgłaszają niebezpieczne warunki albo rezygnują ze zlecenia z powodu przemocy?
Nie twierdzę, iż autorka opisuje wszystkie te sytuacje jako powody wpisania na czarną listę. To pytania, które nasunęły mi się podczas lektury.
Największą sprzeczność widzę jednak gdzie indziej.
Skoro pracownicy agencji potrafią przewidywać, kiedy nie należy telefonować do osoby podejrzewanej o picie, to zastanawiam się, jakie zachowania są w praktyce tolerowane, a jakie prowadzą do zakończenia współpracy.
Po lekturze zostałam więc z pytaniem: czy branża zawsze konsekwentnie reaguje na rzeczywiste zagrożenia, czy czasami łatwiej pozbyć się pracownika, który zadaje niewygodne pytania?
Opiekunki na Facebooku – kwiatuszki, skowronki, wnuki i „szlachta nie pracuje”
Jowita Kowalik przygląda się również aktywności opiekunek w mediach społecznościowych.
I tutaj trudno mi było się nie uśmiechnąć.
Zdjęcia profilowe sprzed dwudziestu lat, ozdobione kwiatkami, serduszkami i skowronkami. Kolorowe obrazki, religijne sentencje, fotografie wnuków i prawnuków, żartobliwe informacje o zatrudnieniu w firmie „Szlachta nie pracuje”.
Kto spędził trochę czasu w facebookowych grupach dla opiekunek, z pewnością rozpozna ten klimat.
Sama prowadzę media społecznościowe, których odbiorcami są w dużej mierze osoby związane z pracą w opiece w Niemczech. Zauważyłam, iż najlepiej sprawdzają się treści wyraziste, kolorowe, z dużymi napisami i prostym przekazem.
Nie wystarczy przyciągnąć wzroku. Trzeba jeszcze zatrzymać uwagę czytelnika.
Przez lata charakterystycznym elementem wielu grup były obrazki z życzeniami miłego dnia, dobrej nocy i udanego weekendu. Dziś widuję ich mniej, być może dlatego, iż moderatorzy zatwierdzają publikowane posty i ograniczają powtarzające się treści.
Czy profile opiekunek wyglądałyby inaczej, gdyby wszystkie wiedziały, iż pracownicy agencji mogą je przeglądać?
Szczerze wątpię.
Nie uważam jednak, iż kolorowy profil, religijne obrazki czy zdjęcia wnuków świadczą o czyichś kompetencjach zawodowych. To raczej pewien charakterystyczny sposób korzystania z internetu.
Można się z niego uśmiechnąć, ale nie warto na tej podstawie oceniać człowieka.
Wulgarny język opiekunek – czy można się od niego odzwyczaić?
Autorka zwraca uwagę na wulgaryzmy, które pojawiają się w rozmowach z opiekunkami.
Ten fragment był mi szczególnie bliski.
Sama odeszłam już z branży opiekuńczej, ale przyznaję, iż pewien sposób wyrażania emocji pozostał ze mną do dziś.
Potrafię kontrolować język w sytuacjach zawodowych i oficjalnych. W prywatnych rozmowach nie zawsze jestem równie zdyscyplinowana.
Wulgaryzmy nie są oczywiście domeną wyłącznie opiekunek. Można je usłyszeć w wielu środowiskach zawodowych. Jednak praca w opiece bywa pełna napięcia, frustracji i sytuacji, które trudno skomentować spokojnym, eleganckim zdaniem.
Zauważyłam też pewien zabawny mechanizm.
Pracownicy agencji mogą początkowo być zszokowani językiem opiekunek, a z czasem sami zaczynają przejmować niektóre określenia. Niekiedy choćby nie zauważają, kiedy weszły do ich codziennego słownika.
Pies, kot, świnka morska, a choćby dziecko na zleceniu
Jedne z najbardziej niezwykłych historii dotyczą tego, z czym – albo z kim – opiekunki potrafią przyjechać do niemieckiego domu.
Pies czy kot na zleceniu? Można sobie to wyobrazić, o ile rodzina została wcześniej poinformowana i wyraziła zgodę.
Świnka morska? Dlaczego nie, choć również wymaga uzgodnienia.
Ale opiekunka przyjeżdżająca z dzieckiem, bez wcześniejszego ustalenia tego z agencją i rodziną seniora, to już zupełnie inna sytuacja.
Praca w opiece nie jest prywatnym wyjazdem wakacyjnym. Rodzina zaprasza do domu osobę, która ma zapewnić pomoc seniorowi. Dodatkowy domownik zmienia warunki pobytu i może wpływać na wykonywanie obowiązków.
Autorka opisuje również historię opiekunki będącej w piątym miesiącu ciąży.
I tutaj pojawia się jeden z najbardziej zaskakujących, a zarazem wzruszających epizodów.
Seniorka, która nagle znalazła nowy cel w życiu
W jednej z opisanych historii ciężarna opiekunka trafia do starszej kobiety w bardzo złym stanie zdrowia. Lekarze dawali seniorce pół roku życia.
Zamiast oczekiwanego układu, w którym Polka zajmuje się niemiecką seniorką, sytuacja zaczyna się odwracać.
Starsza pani wstaje rano, ubiera się i zaczyna troszczyć się o ciężarną opiekunkę.
Czyż to nie niezwykły obraz?
Nie traktuję tej historii jako dowodu na cudowne uzdrowienie. Stan zdrowia seniora może się zmieniać z wielu powodów, a bez informacji medycznych nie sposób ocenić, co rzeczywiście wpłynęło na poprawę samopoczucia.
Jednak sama opowieść przypomina o czymś ważnym.
Człowiek starszy również potrzebuje poczucia sensu, sprawczości i bycia potrzebnym. Czasami możliwość zatroszczenia się o drugą osobę daje więcej euforii niż kolejne godziny spędzone w fotelu.
Alkohol w agencji opieki – najbardziej zaskakujący wątek książki
I wreszcie dochodzimy do fragmentu, który naprawdę mnie zaskoczył.
Przygotowałam się na historie o opiekunkach nadużywających alkoholu. Znam branżę i wiem, iż takie sytuacje się zdarzają.
Nie spodziewałam się jednak, iż podczas czytania zacznę zwracać uwagę na alkohol pojawiający się po drugiej stronie biurka.
Z przedstawionych wydarzeń wyłania się obraz jednej z pracownic agencji, której picie wydaje się poważnym problemem. To właśnie na jej miejsce trafia autorka książki.
Jednak jeszcze bardziej zastanowił mnie sposób, w jaki Jowita Kowalik opisuje własne odreagowywanie stresu.
Wino po pracy. Kolejne lampki. Czasami całe butelki. Alkohol jako sposób na rozładowanie napięcia po trudnym dniu.
Im częściej natrafiałam na takie fragmenty, tym bardziej zastanawiałam się, dlaczego autorka tak otwarcie przedstawia ten element swojego życia.
Czy dostrzega, jak może to odebrać czytelnik? Czy traktuje picie jako zwyczajny element odpoczynku? A może właśnie pokazuje, jak stresująca potrafi być praca w rekrutacji?
Nie zamierzam stawiać diagnozy na podstawie książki. Samo wspominanie o winie, choćby wielokrotnie, nie pozwala rozpoznać uzależnienia od alkoholu.
Jednak w moim odbiorze powtarzające się opisy intensywnego picia stanowią niepokojący kontrast z krytyką opiekunek.
Z jednej strony mamy pracownice terenowe, których picie budzi oburzenie. Z drugiej – osoby pracujące w biurze, dla których alkohol również pojawia się jako sposób radzenia sobie z emocjami.
Oczywiście odpowiedzialność osoby opiekującej się niesamodzielnym seniorem jest szczególna. Nietrzeźwość podczas wykonywania obowiązków może bezpośrednio zagrażać życiu podopiecznego.
Nie oznacza to jednak, iż problemowe picie poza zleceniem lub wśród pracowników biurowych staje się czymś niewartym refleksji.
I to właśnie ta niezamierzona, być może, dwuznaczność okazała się dla mnie jednym z najciekawszych aspektów całej książki.
Czy Jowita Kowalik przedstawia opiekunki w złym świetle?
Można odnieść wrażenie, iż w książce dominują historie trudne, absurdalne i problematyczne.
Nie powinno to jednak dziwić. Pracownik agencji najczęściej musi interweniować wtedy, gdy coś idzie nie tak. Spokojne zlecenie, na którym senior i opiekunka dobrze się dogadują, nie dostarcza tylu tematów do opowieści.
To ważne, ponieważ czytelnik niezwiązany z branżą może po lekturze zastanawiać się, kto adekwatnie wyjeżdża do Niemiec opiekować się starszymi ludźmi.
Czy naprawdę osoby tak bezradne, nieodpowiedzialne i nieprzygotowane mają odpowiadać za zdrowie seniorów?
Niektóre historie mogą wywołać takie pytania. Trzeba jednak pamiętać, iż opisane przypadki nie stanowią reprezentatywnego obrazu całego środowiska.
Znam wiele odpowiedzialnych, pracowitych i samodzielnych opiekunek. Kobiet, które doskonale radzą sobie w trudnych sytuacjach, znają język niemiecki, potrafią zorganizować opiekę i nawiązać wartościową relację z podopiecznym.
Znam też takie, których zachowania trudno racjonalnie wytłumaczyć.
Dlatego podczas czytania nie miałam poczucia, iż odkrywam nieznany świat. Raczej oglądałam dobrze znajomą rzeczywistość z innej perspektywy.
Co najbardziej podobało mi się w książce?
Przede wszystkim język.
Jowita Kowalik potrafi opowiadać lekko, z humorem i dystansem. Jej porównania bywają trafne, a opisy rozmów telefonicznych i zawodowych absurdów nadają książce autentyczny charakter.
Podoba mi się również pamiętnikarska forma. Czytelnik ma wrażenie, iż towarzyszy autorce przez kolejne miesiące pracy, poznając jej codzienne obowiązki, frustracje i zaskoczenia.
Dużą zaletą jest obecność rozmów z opiekunkami oraz korespondencji związanej z organizowaniem zleceń. Dzięki temu książka nie ogranicza się do ogólnych rozważań o branży.
Nie jest to opowieść wygładzona, napisana urzędowym językiem. To żywa relacja człowieka, który ma dość absurdów, ale wciąż znajduje w nich materiał do kolejnej historii.
I właśnie dlatego czyta się ją tak dobrze.
Co budzi moje zastrzeżenia?
Przede wszystkim jednostronność perspektywy, która wynika z przyjętej formy.
Autorka przedstawia świat widziany z biura agencji. To naturalne, ponieważ właśnie tam pracowała. Jednak osoba znająca również drugą stronę branży dostrzega, iż za niektórymi zachowaniami opiekunek mogą kryć się okoliczności, których rekruter nie zna.
Nie każda rezygnacja jest kaprysem. Nie każda prośba o pomoc świadczy o nieudolności. Nie każda trudna rozmowa wynika ze złej woli pracownika.
Z drugiej strony opiekunki również powinny przyjąć do wiadomości, iż ich decyzje wpływają na innych ludzi.
Najbardziej zabrakło mi jednak głębszej refleksji nad tym, dlaczego część opisanych problemów jest tolerowana i jaką odpowiedzialność za ich rozwiązywanie ponosi sama agencja.
Zastanowił mnie też wątek alkoholu wśród osób pracujących w biurze. To temat, który w moim odbiorze zasługiwał na równie krytyczne spojrzenie jak picie opiekunek.
Nie odbieram tego jako powodu do odrzucenia książki. Przeciwnie – właśnie te sprzeczności sprawiły, iż lektura stała się dla mnie ciekawsza.
Autorka sama wyjeżdża do pracy w opiece w Niemczech. I to jest najciekawsze!
Na zakończenie pojawia się informacja, która szczególnie pobudziła moją wyobraźnię.
Jowita Kowalik sama postanawia wyjechać do Niemiec jako opiekunka osoby starszej. Co więcej, korzysta z usług firmy, w której wcześniej pracowała jako rekruterka.
I tutaj zaczyna się naprawdę interesujący eksperyment.
Przez rok autorka poznawała opiekunki od strony organizacyjnej. Rozmawiała z nimi, oceniała ich zachowania, rozwiązywała problemy i obserwowała sytuacje, które potrafiły doprowadzić pracowników agencji do rozpaczy.
Teraz ma okazję sprawdzić, jak wygląda ta sama branża z perspektywy osoby mieszkającej w domu seniora.
Czy zmieni zdanie o opiekunkach? Czy inaczej spojrzy na ich frustracje, wymagania i codzienne problemy? Czy odkryje sytuacje, których nie dało się zobaczyć zza biurka?
Chętnie przeczytałabym książkę opisującą ten kolejny etap.
Mam jednak pewną wątpliwość.
Autorka zna oferty firmy, w której pracowała. Wie, jakie informacje warto sprawdzić, o co zapytać i na jakie sygnały ostrzegawcze zwracać uwagę. Może więc mieć większą możliwość wyboru odpowiedniego zlecenia niż osoba, która dopiero rozpoczyna przygodę z opieką.
Oczywiście znajomość branży nie gwarantuje udanego wyjazdu. choćby najlepiej opisane zlecenie może okazać się trudniejsze, niż początkowo zakładano.
Mimo wszystko jestem ciekawa, czy po kilku tygodniach pracy w niemieckim domu autorka przez cały czas będzie patrzyła na opiekunki tak samo.
A może za jakiś czas przeczytamy, jak wspaniale jest pracować w opiece nad seniorami w Niemczech?
Ciekawe...
Moja opinia – czy warto przeczytać książkę Jowity Kowalik?
Tak, warto. Szczególnie jeżeli interesują Cię kulisy pracy agencji opieki w Niemczech i relacje między opiekunkami a rekruterami.
Nie jest to książka, która nauczy Cię, jak pielęgnować osobę starszą czy przygotować się do pierwszego wyjazdu. Jest natomiast interesującym obrazem problemów organizacyjnych, ludzkich słabości i zawodowych absurdów.
Osoby niezwiązane z branżą mogą czytać ją z niedowierzaniem. Niektóre sytuacje wydają się tak nieprawdopodobne, iż trudno uwierzyć, iż mogły wydarzyć się naprawdę.
Ja czytałam ją spokojnie. Być może dlatego, iż przez lata pracy w opiece w Niemczech zdążyłam poznać wiele podobnych historii.
Najbardziej zaskoczyło mnie nie to, jak przedstawiono opiekunki, ale to, co przy okazji dowiedziałam się o codzienności pracowników agencji.
To książka, która miała pokazać problemy z opiekunkami, a dla mnie stała się również opowieścią o słabościach ludzi siedzących po drugiej stronie biurka.
I właśnie ta podwójna perspektywa sprawia, iż „Pracowałam z opiekunkami osób starszych i postanowiłam to opisać” jest lekturą wartą uwagi.
Nie ze wszystkimi ocenami autorki muszę się zgadzać. Niektóre historie interpretuję inaczej. Ale doceniam szczerość, humor i to, iż książka skłania do dyskusji.
Bo branża opieki w Niemczech nie dzieli się na idealnych pracowników agencji i nieodpowiedzialne opiekunki. Ani odwrotnie.
Po obu stronach są ludzie. Ze swoimi kompetencjami, ograniczeniami, problemami i słabościami.
A biała bluzeczka i eleganckie biurko nie czynią nikogo bardziej odpowiedzialnym od kobiety, która codziennie pomaga seniorowi wstać z łóżka.
A Ty czytałaś lub czytałeś tę książkę?
Czy zgadzasz się ze sposobem przedstawienia opiekunek osób starszych? Czy Twoim zdaniem agencje pracy w Niemczech wystarczająco weryfikują kandydatów i reagują na problemy?
A może, podobnie jak ja, uważasz, iż warto przyjrzeć się również temu, co dzieje się po drugiej stronie biurka?
Podziel się opinią w komentarzu.





