„Piep*zyć Mickiewicza” po raz trzeci. Jak z żenadą? Ta seria uczy się na błędach | Trzecie życie Mickiewicza

polityka.pl 9 godzin temu
Zdjęcie: Sławomir Mrożek


Z serią „Piep*zyć Mickiewicza” jest jak z konkursem na Młodzieżowe Słowo Roku. Niby rozmija się z codziennym życiem nastolatków, ale jakąś prawdę mimochodem o nim niesie. Trzecia część przebojowego cyklu właśnie weszła na ekrany kin. Trudna młodzież dorasta, więc i problemy ma bardziej dojrzałe. W trzeciej części „Piep*zyć Mickiewicza” pogardliwego stosunku do wieszcza (i w ogóle nauki jako takiej) już w zasadzie nie ma, są za to życiowe wyzwania: i te błahe, jak to, z kim pójść na studniówkę, i te poważniejsze, jak strach przed maturą czy konieczność zarabiania na życie. Oczywiście są w scenariuszu szkolne konflikty oraz miłosne nadzieje i rozczarowania – wszak gatunek młodzieżowej komedii, do której należą reżyserowane przez Sarę Bustamante-Drozdek filmy, ma swoje wymagania. Ale nowa odsłona serii dość skutecznie zaciera złe wrażenie, jakie mógł pozostawić seans pierwszej części.

To nie oznacza, iż mamy do czynienia z kinem wysokiej jakości, zresztą „Mickiewicz” od początku nie miał takich aspiracji. Różnica między oryginałem a dwoma sequelami jest tu jednak olbrzymia: to przeskok z szufladki „żenada, którą ogląda się dla rozrywki”, do znacznie wyższej kategorii wagowej. A być może ostatecznie cykl na nowo otworzy rodzimą kinematografię na filmy dla starszych nastolatków: takie, które potrafią mówić o młodych ludziach uczciwie, a zarazem atrakcyjnie.

Kłopoty z nastolatkami

Polskie kino nie od dziś ma problem z młodzieżą. Nie nadąża za jej językiem, troskami, marzeniami. Nie potrafi z nią rozmawiać ani słuchać, czy choćby podsłuchiwać, żeby filmowe dialogi nie raziły sztucznością. A co najgorsze, nie potrafi choćby – z nielicznymi wyjątkami – w zajmujący sposób o niej opowiadać.

W filmach dla dzieci jeszcze dość często udaje się połączyć interesującą fabułę z walorami estetycznymi. Cykl „Za duży na bajki” Kristoffera Rusa (trzecia część trafi na ekrany kin w marcu), animowany „Smok Diplodok” Wojciecha Wawszczyka, „Tarapaty” Marty Karwowskiej czy pokazywane wciąż w kinach „Psoty” Kacpra Lisowskiego na różne sposoby udowadniają, iż kino dziecięce ma w Polsce olbrzymi potencjał i choćby jeżeli sięga po sprawdzone schematy, z reguły potrafi nadać im świeżość.

Idź do oryginalnego materiału