„Piękni dwudziestoletni”. 45 lat ze mną

gazetatrybunalska.info 8 godzin temu

Niemal wszystkie książki, które kupiłem lub otrzymałem, spoczywają dziś – mam taką nadzieję – w garażach i piwnicach domów oraz mieszkań, które z czasem opuszczałem. Są jednak dwie pozycje wędrujące ze mną nieprzerwanie od chwili wyjścia z domu rodzinnego.

Pierwszą z nich jest tom „Wierszy” Adama Mickiewicza („Czytelnik”, 1959), oryginalnie oprawiony w skórzaną okładkę. Ten niemal sześciusetstronicowy wolumin otrzymałem od ojca w prezencie na dwudzieste drugie urodziny.

Strona tytułowa książki. Repr. Mariusz Baryła / Gazeta Trybunalska. Kliknij, aby powiększyć.

Drugą książką są „Piękni dwudziestoletni” Marka Hłaski. To wydanie z 1981 roku, opublikowane przez podziemną – wówczas nielegalną – toruńską Spółdzielnię Wydawniczą „Postój”. Nie potrafię dziś odtworzyć drogi, jaką ta książka trafiła w moje ręce. W 1981 roku miałem siedemnaście lat i chodziłem do szkoły średniej; nie utrzymywałem kontaktów ani z podziemiem, ani z ludźmi z tego kręgu. Sam egzemplarz wygląda jak odbity na powielaczu lub wydrukowany bezpośrednio z oryginału – tego, który ukazał się w 1966 roku w Paryżu nakładem Instytutu Literackiego. Okładkę, z czarnego kartonu, wykonałem samodzielnie.

Pewne światło na charakter tego wydania rzuca zapis odnaleziony w opracowaniu z 2015 roku autorstwa Anny Supruniuk i Mirosława A. Supruniuka pt. „Drugi obieg wydawniczy (1974) 1976–1990 w zasobie Biblioteki Uniwersyteckiej w Toruniu”.

W katalogu tym znajduje się następujący opis:

1386. Hłasko Marek: Piękni dwudziestoletni. Toruń: Spółdzielnia Wydawnicza Postój, 1981, okł. kart., [5], 7–208, [1] s., off. z oryg., druk dwułam. A-4 podł. Przedruk z wyd.: Paryż: IL, 1966. Sygn. B-0100 St.

Można go odczytać następująco: numer „1386” oznacza pozycję w katalogu bibliotecznym; dalej podano autora i tytuł książki, miejsce i rok wydania oraz nazwę wydawcy. Skrót „okł. kart.” informuje o kartonowej okładce. Oznaczenie paginacji — „[5], 7–208, [1] s.” — wskazuje na strony wstępne, zasadniczy trzon tekstu oraz pojedynczą stronę końcową. Adnotacja „off. z oryg.” oznacza druk offsetowy wykonany bezpośrednio z oryginalnego wydania, zaś „druk dwułam. A-4 podł.” precyzuje dwuszpaltowy układ tekstu w podłużnym formacie A4. Informacja „Przedruk z wyd.: Paryż: IL, 1966” potwierdza, iż mamy do czynienia z powieleniem emigracyjnego pierwodruku Instytutu Literackiego. Całość zamyka sygnatura biblioteczna, umożliwiająca lokalizację egzemplarza w zbiorach.

Strona ze spisem treści. Repr. Mariusz Baryła / Gazeta Trybunalska. Kliknij, aby powiększyć.

Autobiografię Hłaski nie odebrałem jako lekturę „o literaturze” ani książką historyczną. Gdy trafiła w moje ręce czytałem ją jak zapis życia, prowadzonego na przekór wszystkim oczywistościom. Hłasko pisał ją, mając kilka ponad trzydzieści lat, już na emigracji, z poczuciem, iż coś bezpowrotnie się skończyło. To było dla mnie wtedy ważne: świadomość, iż ktoś tak młody może mówić z taką goryczą i taką bezwzględnością wobec samego siebie.

Nie wiedziałem jeszcze wiele o emigracji, cenzurze czy mechanizmach życia literackiego. Ale rozumiałem ton tej książki – zmęczenie, gniew, ironię i brak zgody na świat urządzony cudzymi zasadami. Dla mnie, chłopaka z prowincjonalnego miasta średniej wielkości, lektura „Pięknych dwudziestoletnich” przypominała rozmowę z kimś starszym, kto nie próbuje pocieszać ani wychowywać, tylko mówi wprost, iż bunt kosztuje, a legenda bywa pułapką.

Fragment książki. Repr. Mariusz Baryła / Gazeta Trybunalska. Kliknij, aby powiększyć.

Książka jest znakomicie napisana: barwnym, żywym językiem, pełnym anegdot, ciętych obserwacji i krótkich scen, które zapadły w pamięć i przez cały czas w pamięci spoczywają. Ta narracyjna swoboda sprawiała, iż tekst wciąga od pierwszych stron i nie pozwalał się oderwać. Zrodziło to doświadczenie niemal fizyczne: czytanie zachłanne, szybkie, z poczuciem obcowania z czymś prawdziwym i nieskrojonym pod żadne oficjalne oczekiwania.

W realiach początku lat osiemdziesiątych książka miała swój ciężar również dlatego, iż istniała „nieoficjalnie”. Sam fakt, iż trzeba było ją zdobyć, przechować i samemu oprawić, nadawał dodatkowego smaku. Stała się przedmiotem osobistym, niemal intymnym. Być może właśnie dlatego jest ze mną nieustannie, jako znak tamtego czasu i buntu, który kształtował się w młodej głowie. I co ważne, już po pierwszej lekturze „Nie podaję nigdy ręki mańkutowi. To mi nieraz ocaliło życie”.

→ M. Baryła

11.01.2026

• zdjęcie tytułowe: Marek Hłasko w domu Instytutu Literackiego. Maisons-Laffitte 1958 r. / Sygn. FIL05588 / fot. Henryk Giedroyc

• więc o literaturze: > tutaj

• więcej o M. Hłasce: > tutaj

Idź do oryginalnego materiału