Otchłań Zmartwychwstań – recenzja komiksu. Skuta lodem historia o miłości i śmierci

popkulturowcy.pl 3 tygodni temu

Otchłań Zmartwychwstań to przygodowa opowieść grozy, rozgrywająca się w XIX wieku pośród lodów dalekiej Północy. Zawsze ciągnęło mnie do takich historii, do krain pokrytych śniegiem. Nie mogłam więc przejść obojętnie obok takiego tytułu.

Otchłań Zmartwychwstań momentalnie wciąga i nie sposób się oderwać od lektury. Akcja powieści gwałtownie nabiera tempa, a bohaterowie nieuchronnie dążą do wyruszenia w podróż, która ma ich zaprowadzić do nieprzyjaznej, skutej lodem krainy, gdzie nic nie jest takie, jak się wydaje. Jednak każde z nich rozpoczyna wyprawę z innego powodu. Lord Haven robi to ze względu na zmarłych, jego żona zaś podąża za życiem.

Zobacz również: Dynastia smoków – recenzja komiksu. Chaotyczny niedosyt

W dworze lorda Havena Greenwooda pojawia się tajemniczy przybysz. Niedługo potem arystokrata organizuje ekspedycję w mało znane rejony Arktyki. Dopiero po dwóch latach Pearl, żona Greenwooda, dowiaduje się, iż cel wyprawy był związany z czymś mrocznym i niebezpiecznym. Rusza śladem małżonka na czele swojej ekspedycji. Żeby przeżyć, będzie musiała stawić czoło nadnaturalnym zagrożeniom i mroźnej zimie.

– opis wydawcy.

Od pierwszej strony wiadomo nam, iż gdzieś na dalekiej Północy, na Arktyce, istnieje miejsce, w którym – z jakiegoś powodu – martwi nie leżą grzecznie w grobach. Gdy Haven Greenwood się o tym dowiaduje, wyrusza na wyprawę i zabiera ze sobą szczątki Eleanor – byłej żony. Nietrudno domyślić się, w jakim celu. Obecna żona Havena, lady Pearl, to inteligentna kobieta. Znajduje więc wszystkie elementy układanki, które pozwalają jej dojść do tych samych wniosków, co czytelnik, od początku posiadający szerszy kontekst. Mimo to Pearl i tak decyduje się zorganizować wyprawę, aby odnaleźć ukochanego męża.

Fot. strona z komiksu Otchłań Zmartwychwstań

Świat przedstawiony jest dość osobliwy. Z jednej strony znajomy, przywodzi na myśl czasy pierwszych wielkich wypraw. Z drugiej zaś jest magiczny i tajemniczy nie tylko ze względu na Otchłań Zmartwychwstań. W powieści przewijają się motywy związane z czymś, co nazwano seansami magnetycznymi. Pod pewnymi względami bardziej przypominają seanse spirytystyczne, a przynajmniej ich efekty. Komiks nie tłumaczy nam dokładnie, czym one są, ale za ich sprawą kuzynka Pearl ma wizje, dzięki którym staje się idealnym przewodnikiem wyprawy.

Postacie są naprawdę fantastycznie napisane. Każda z nich wyróżnia się czymś charakterystycznym i momentalnie wzbudza sympatię lub coś przeciwnego. Najbardziej niesamowita w moich oczach była lady Pearl. To odważna i niezłomna kobieta, której przyszło żyć w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Wykazała się niesamowitą siłą charakteru, nie tracąc przy tym swojej kobiecości. Była bardzo odważna, ale również troskliwa i ciepła.

Zobacz również: Agatha Christie. Wigilia Wszystkich Świętych – recenzja komiksu

Wciąż mam jednak mieszane uczucia co do lorda Havena. Nie wydawał mi się złym człowiekiem. Raczej skrzywdzonym przez los i zagubionym. Trudno jest jednak odpuścić mu pewne występki. Z Pearl połączyła go tragedia, jaką była śmierć Eleanor. On stracił ukochaną żonę, ona – najbliższą przyjaciółkę. Nie wiem, czy kiedykolwiek naprawdę kochał Pearl, ale z całą pewnością nigdy nie przestał kochać Eleanor. Dlatego zabrał jej szczątki do Otchłani Zmartwychwstań i chociaż jego motywy są zrozumiałe nie zmienia to faktu, iż porzucił Pearl.

Największym minusem powieści jest to, iż fabuła nie dostarcza zbyt wielu odpowiedzi. Musiałam przynajmniej dwa razy przeanalizować ostatnie strony, nim dotarło do mnie, co tak naprawdę się tam wydarzyło. A i tak nie jestem pewna, czy doszłam do adekwatnych wniosków. Tu jednak jestem skłonna uznać, iż taki był zamysł autora. Zakończenia takich historii nie zawsze mają być oczywiste. Czasem ich celem jest pozostawienie czytelnika w niepewności.

Fot. strona z komiksu Otchłań Zmartwychwstań

Przyznam jednak, iż zdecydowanie brakuje mi wyjaśnień w dwóch innych kwestiach. Po pierwsze, nic nie wyjaśnia, dlaczego w tym jednym, konkretnym miejscu nie da się tak do końca umrzeć. Brakuje choćby teorii czy starej legendy, która pozwoliłaby chociaż snuć domysły.

Po drugie zaś, przywiezienie w to – bądź co bądź – przeklęte miejsce byłej żony Havena nie poszło zgodnie z planem. Fakt, iż próba przywrócenia ukochanej do życia kompletnie nie wypaliła, jest jasny jak słońce. Nie dowiadujemy się jednak, co dokładnie poszło nie tak ani dlaczego. Poznajemy tylko tragiczne konsekwencje nieudanej próby wskrzeszenia kogoś, kto umarł w kompletnie innym miejscu. Czy to był powód sam w sobie? Czy to naprawdę wystarczyło? jeżeli tak, nie było to choćby zasugerowane.

Zobacz również: Księżyc za nami podąża – recenzja komiksu

Oczywiście na szczególną uwagę zasługuje tutaj oprawa graficzna, która od pierwszych stron buduje klimat tej mrocznej, ale pełnej emocji opowieści. Kreska jest wyraźnie inspirowana starszym stylem — przypomina mi te klasyczne, manualnie rysowane kadry sprzed kilku dekad. Tutaj jednak jest pełna detali, które nadają jej współczesnej głębi. To połączenie sprawiło, iż komiks skojarzył mi się z klasycznymi animacjami. Chociaż fabuła powieści zdecydowanie nie jest przeznaczona dla dzieci, to zagłębiałam się w kompletnie nieznaną mi historię z nutą nostalgii, obudzoną przez świetnie dobrane ilustracje.

Podsumowując, Otchłań Zmartwychwstań to fantastyczna, klimatyczna opowieść. Ma świetnie napisane postacie i pokazuje, jak dramatyczne w skutkach potrafi być igranie z samą śmiercią. Historia Havena, Pearl i Eleanor to tragiczna historia miłosna z elementami grozy i słodko-gorzkim zakończeniem. Nie wszystkie elementy powieści zostały należycie wyjaśnione, ale i tak warto sięgnąć po ten tytuł.


Scenariusz: HiroDjee
Tłumaczenie: Maria Mosiewicz
Rysunki: Gabriel Rodriguez
Wydawca: Egmont
Premiera: 15 paź 2025
Oprawa: twarda
Cena katalogowa: 89,99zł


Powyższy tekst powstał w ramach współpracy z Wydawnictwem Egmont. Dziękujemy!
Fot. główna: Oficjalna okładka komiksu/ Wydawnictwo Egmont.

Idź do oryginalnego materiału