Odejdź i nie wracaj — Usłysz mnie, proszę! – szeptał ze łzami w oczach Michał. – Odejdź i nigdy więcej tu nie wracaj! Nigdy. Drżącymi dłońmi chłopak odpiął ciężki metalowy łańcuch, potem poprowadził Bertę w stronę furtki, otworzył ją szeroko i próbował wypchnąć suczkę na drogę… Ona nie rozumiała, co się dzieje. Czy naprawdę ją wyrzucają? Ale dlaczego? Przecież nic złego nie zrobiła… — Odejdź, błagam cię — powtórzył Michał, przytulając psa. – Nie możesz tu zostać. Zaraz wróci on i… W tym samym momencie drzwi domu otworzyły się gwałtownie i na ganek wyszedł pijany Wacław z siekierą w ręku… ***** Gdyby ludzie chociaż przez chwile potrafili wyobrazić sobie, jak ciężko bywa psom, które nie ze swojej winy trafiają na ulicę, wielu na pewno inaczej by je postrzegało — przynajmniej z odrobiną współczucia, a nie pogardy, jak to często bywa. Ale skąd mają wiedzieć, przez jakie piekło przechodzą czworonożni przyjaciele człowieka, jeżeli psy nie są w stanie opowiedzieć swoich historii? Cały swój ból noszą w sobie… Ja jednak opowiem wam pewną opowieść. O miłości, zdradzie i wierności. A wszystko zaczęło się w małej polskiej wsi — od tego, iż Berta była niechciana praktycznie od urodzenia. Dlaczego jej pierwszy właściciel się jej pozbył? Tego już nikt się nie dowie. Może wystarczyło, iż po prostu się urodziła? Postanowił więc, iż zawiezie dwumiesięcznego szczeniaka pod najbliższą wieś i… zostawi go przy szosie. Tak po prostu — zostawił. I odjechał spokojnie do miasta, nie przejmując się losem psa na drodze, gdzie auta i tiry pędziły bez opamiętania. Ale tego dnia los Bertę ocalił. Na szczeniaka trafił właśnie Michał, który obchodził czternaste urodziny i na nowym rowerze postanowił odwiedzić okolice podwarszawskiej wsi. Mama — pani Antonina — krzyknęła jeszcze z progu: – Tylko pamiętaj, nie wyjeżdżaj poza wieś! Ale chłopiec nie posłuchał… Gdy dotarł niemal do trasy, zobaczył błąkającego się szczeniaka, rzucającego się niepewnie pod koła samochodów. — Mamo, tato, zobaczcie kogo znalazłem! – powiedział z uśmiechem Michał, wchodząc do domu. – Ktoś go zostawił przy drodze. Mogę go zatrzymać? Ojciec — pan Wacław — miał dziś dobry humor i sam zaproponował, by pies został: – Przyda się do pilnowania domu. Tylko niech Michał za niego odpowiada. Tak oto Berta znalazła dom. Michał był szczęśliwy, spędzał z nią każdą wolną chwilę, a rodzice cieszyli się szczęściem syna. Sielanka nie trwała jednak długo. Po pół roku Wacław stracił pracę i z dnia na dzień zmienił się nie do poznania — zaczął pić, awantury stały się codziennością, choćby ręce podnosił na żonę, a w końcu i na syna. Michał uciekał wtedy do Berty, która koiła jego łzy i lizała mokre policzki. Pewnego dnia Wacław na oczach syna sięgnął po siekierę… Michał wiedział, iż już nie zdoła obronić ani siebie, ani psa. Podjął więc najtrudniejszą decyzję: musiał ocalić Bertę, choćby kosztem własnego serca. Wypuścił ją na wolność, kazując odejść na zawsze. Berta nie rozumiała, za co ją spotkał taki los. Przez lata szukała Michała, błąkała się po wsiach, aż znalazła schronienie u dobrego, choć samotnego grabarza – pana Nikodema. U jego boku zaznała odrobiny spokoju, ale nigdy nie przestała tęsknić za swoim prawdziwym domem i chłopcem, który był jej całym światem… Mijały lata… W końcu los ponownie skrzyżował ich drogi – na starym wiejskim cmentarzu, wśród grobów i pierwszego śniegu. — Ja ci wybaczam, tato… I za siebie, i za mamę, i za Bertę – wyszeptał dorosły już Michał przy płycie grobu Wacława. Nie widział jednak, iż tuż za nim, drżąc z wzruszenia, stoi wierny pies, który całe życie czekał na ten dzień. Gdy się rozpoznali, rzucili się sobie w ramiona – Michał ukląkł, Berta zarzuciła łapy na jego ramiona i lizała po twarzy, a łzy szczęścia płynęły im obojgu. Spełniło się jej najskrytsze psie marzenie – znowu była u boku swojego ukochanego człowieka. Od tej pory byli nierozłączni. Michał – już z rodziną, żoną i dzieckiem – dał Bertcie nowy dom i nowe szczęśliwe życie. Pomimo bólu, którego doświadczyli, odnaleźli szczęście – i już nigdy nie musieli się rozstawać.

naszkraj.online 19 godzin temu
Odejdź i nie wracaj Idź, słyszysz? szeptał ze łzami w oczach Michał. Odejdź i nie wracaj! Nigdy. Trzęsącymi się rękami chłopiec odpiął ciężki, żelazny łańcuch, pociągnął Klementynę do furtki i szeroko ją otworzył, próbując wypchnąć ją na wiejską drogę. A ona nie rozumiała, co się dzieje. Naprawdę ją wyrzuca? Dlaczego? Przecież niczego złego nie zrobiła… […]
Idź do oryginalnego materiału