Jakże mi brakuje w gatunkach literackich terminu „gawęda”! Tym właśnie słowem opisałabym książkę Monolok wydaną przez Wydawnictwo Czarne. Przepadłam w tej opowieści od razu.
Monolok to opowieść fikcyjnego fryzjera z warszawskiej Pragi. Pełni on niespodziewaną społeczną rolę – staje sie powiernikiem historii ludzi, których strzyże. Przez lata pracy w zawodzie słucha opowieści klientów, legend dzielnicy i wspomnieć z trudnych czasów. A kiedy strzyżony chce słuchać, powtarza je kolejnym osobom – a także czytelnikom.
Jak przewrotnie sugeruje to tytuł, książka jest monologiem. To urywana opowieść pełna dygresji, z której wyłaniają się obrazy mieszkańców dzielnicy. Nic ich nie łączy, ich drogi nie przecinają się w żaden sposób. To po prostu wspomnienia osób, które w jakiś sposób poruszają narratora, zapisały się w jego pamięci. Dla czytelnika nie ma znaczenia, kim są, bo obrazują prawdy o życiu – zwykłym, przyziemnym, czasem spokojnym, a czasem nie. Okraszonym nieuchronną śmiercią.
Fot. Wydawnictwo CzarneNo właśnie – gdybym miała wskazać jeden wspólny motyw postaci przewijających się na kartach książki, byłaby to śmierć. Monolok opowiada o niej niezwykle czule. Dla narratora śmierć to jedynie zniknięcie z ulic. Fryzjer porusza się jedynie po tej dzielnicy, więc mieszkańcy, którzy po latach zniknęli, w jego wyobraźni przeprowadzili się gdzieś dalej. Czy to kłamstwo, czy to sposób radzenia sobie z przemijaniem? To pytanie zadaje sobie czytelnik, myśląc o tych, których sam już stracił. Ostatecznie wiele osób żyje, a wcale nie ma ich z nami – autor książki świetnie pokazuje tę różnicę.
Zobacz również: Zgiń kochanie – recenzja książki. Między jawą a snem
Warta uwagi jest też sama warszawska Praga. Chociaż przyznam, iż jestem tutaj lekko stronnicza – ze względu na praski epizod w moim życiu świetnie znam ulice, które opisuje autor. o ile Paweł Sołtys wspomina bramę z Grochowskiej na Kickiego, od razu widzę wyłaniający się z niej widok, czuję zapach i wiem, jakie ulice ją otaczają. Moja znajomość Pragi to przywilej, za pomocą którego książka jest dla mnie jeszcze bliższa.
Nie jestem jednak Warszawianką i nikt nie musi też być Warszawiakiem, by docenić subtelność tej książki. Przywodzi mi ona na myśl Traktat o łuskaniu fasoli, poniekąd także Mury Hebronu, gdzie opowieść narratora przekazuje wiele historii, wiele myśli i refleksji na temat życia.
Monolok to powieść warta uwagi, która każdego poruszy trochę inaczej. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć – tym bardziej, iż nie jest to obszerny tom i czyta się go prężnie. Każdemu przyda się taka chwila skupienia i wczucia się we wspomnienia miejskiej masy, która na moment zyskała imiona.
Powyższy tekst powstał w ramach współpracy z Wydawnictwem Czarne. Dziękujemy!
Fot. główna: Kolaż z użyciem oficjalnej okładki.





