
„Nie umniejszać sobie w świecie, który chce Cię poniżyć”. Recenzja: Przygody Rodziny Wayne’ów. Tom 5
Nowy miesiąc, kolejny panel komiksowy! Pomyśleliśmy, iż to już kolejny tom jednej z naszych ulubionych serii, a wszystkie poprzednie recenzje wpadały na Instagram. Czas to zmienić- i trochę więcej- o niej skrobnąć. Niedużo więcej- bo to jednak krótki zeszycik.... Ale pełnoprawny tekst się należy, zwłaszcza iż to finał! Szczegóły poniżej!Informacje/Pierwsze Wrażenia:

Przygody Rodziny Wayne'ów to nietypowa seria, która w odcinkach wydawana była w sieci. W wersji fizycznej właśnie ukazał się piąty tom, finałowy, i to właśnie nad nim chcieliśmy się pochylić- a przy okazji szerzej opowiedzieć o zaletach całości.

Scenarzystką jest CRC Payne, która wraz z rysownikiem Starbite, tworzą serię od samego początku. Zaserwowali nam aż 116 rozdziałów podzielonych na 5 tomów. Wszystkie w Polsce zostały wypuszczone pod banerem wydawnictwa Egmont i klubu Świat Komiksu.
Zarys fabularny:

"W batrodzinie nie ma ani chwili spokoju. Zawodowe życie superbohaterów bywa równie intensywne, jak prywatne, a każdy dzień przynosi nowe wyzwania. Młodzi podopieczni Bruce’a Wayne’a wciąż się uczą, jak grać zespołowo i żyć zgodnie pod jednym dachem. Jedno jest pewne – nieważne, czy walczą z potężnym łotrem, czy też z potężnym katarem, doskonale wiedzą, jak przyłożyć problemowi prosto w nos!"
Wrażenia:

Aż szkoda, iż to ostatni tom! Do niewielu serii pałam aż takim dużym entuzjazmem. Ja wiem- iż to po części profanacja- ale jednak. Każdy ma swoje guilty pleasure (a ja choćby kilka, biorąc pod uwagę Młodych Tytanów 😂). Mrok, złoczyńcy, gęste i śmierdzące ulice Gotham, zepsucie- na co to komu? Z Przygodami Rodziny Wayne'ów zostawiamy to wszystko w tyle i mierzymy się z prawdziwym zagrożeniem- codziennością. jeżeli nie mieliście jeszcze okazji o serii poczytać- to pod tymi linkami znajdziecie
,
,
i
.

I tym razem dostajemy ciepłą, przyjemną, wręcz przytulną opowiastkę o losach członków bat-rodziny. Niczego nowego nie odkrywamy- a seria od początku czytelnika nie oszukiwała. Tutaj szukaj jedynie prawdziwego bohaterstwa- gotuj zupę, gdy bliski jest chory, pomagaj innym w codziennych dylematach, próbuj wspierać bliźniego i zrozum, iż czasem sama nasza obecność wystarczy. Praktycznie zero "akcji i wybuchów", przebieranych bandytów próbujących zawładnąć kosmosem, czy innych wydumanych śmiertelnych niebezpieczeństw. Tutaj peleryny i przebrania są tylko i wyłącznie dla naszego funu. Sięgając po komiks, przygotuj się więc na to, iż ujrzysz, jak Wonder Woman bardzo chce zobaczyć krowę, czy jak Bruce znosi porażkę na Pub Quizie. Przestrzegam też, by nie zakładać wciskających w fotel plot twistów. Poprzednie tomy nie zawiązywały żadnej grubszej fabułki, więc i w finale nie otrzymamy piku dramatycznego- ot, są to kolejne dni przeżywane w gronie rodzinnym.

Czy narzekam? Oczywiście, iż nie. Wszystko wyżej wymienione zaliczam na plus. A biorąc pod uwagę, jak przesłodko i cukierkowo rysowana jest całość- uważam ją za majstersztyk. Wiem, sam się nie spodziewałem, iż ckliwy Batman może być fantastycznym ojcem, który pomaga uporać się z traumą, ale jak się człowiek do tego przyzwyczai, nie jest tak źle. W tym przytłaczającym świecie powinno być więcej właśnie takich, rozrywkowych i skłaniających do przemyśleń projektów, nie zawsze opartych o przemoc. Gorąco polecam choćby eksperymentalne podejście do przeczytania tej sitcomowej "kreskóweczki".








