
Nie ma jak w domu! Recenzja: Dungeons & Dragons. Zmora Umysłu. Tom 6
Cieszy mnie bardzo, iż po dłuższej przerwie (od boomu na Baldur's Gate'a już trochę czasu minęło) wydawca wrócił do serii D&D. Co prawda poprzedni tom (o którym przeczytacie) okazał się "ciut za krótki", ale przygody Minsca i jego brygady dalej interesują. Nie ma zatem na co czekać- zapraszam do lektury.
Informacje/Pierwsze Wrażenia:

Dungeons & Dragons: Zmora Umysły to już 6 tom przygód drużyny bohaterów z Wrót Baldura. Niesforna- acz zgrana- ekipa co krok wpada w kłopoty (jak to na porządnej sesji przystało!). Tym razem po szalonej jeździe w Piekłach... postanowili wrócić do domu. Ale czy Wrota Baldura są bezpieczne?

Kolejną przygodę z serii przybliża nam Jim Zub, który jest pomysłodawcą całości, a którego scenariusze mogliśmy podziwiać w takich produkcjach jak Avengers. Bez Drogi do Domu, czy Conan: Wojna Węży. Nad ilustracjami pracował Eduardo Mello, znany z prac nad Star Wars i Batmanem. Album wydany został w Polsce przez Egmont i klub Świat Komiksu.
Zarys fabularny:

"Powracający po wielu przygodach do domu bohaterowie Wrót Baldura oczekują gorącego powitania, ale pod ich nieobecność miasto się zmieniło. Zło skaziło ich najbliższych i najwyższe władze. Nikomu nie można ufać! Mając wiele do stracenia, Minsc, Boo, Krydle i reszta drużyny mierzą się z własnymi wyzwaniami, ale przetrwają, tylko działając wspólnie!"
Wrażenia:

Po tylu zeszytach- w których mogliśmy pozwiedzać świat znany z najpopularniejszego systemu RPG- nareszcie wracamy do Wrót Baldura! Nie powiem- trochę mnie to cieszy. Każda sesja ma w końcu moment wstrzymania- uzupełnienia zapasów, czy podreperowania zdrowia... i oczywiście- wydania zdobytych punktów doświadczenia. Zapowiada się kolejna epicka eskapada? Mocno na to liczę! Skupmy się jednak na recenzowanym albumie.

Zmora Umysłów to klasyczny "finał" i smaczek wyczekiwany przez fanów. Powiedzmy sobie szczerze- czy grając w D&D z Mistrzem Podziemi, czy komputerowego Baldur's Gate'a, nie wypatrujecie pojawienia się tajemniczego kultu? Zawsze! Tym razem jedziemy na grubo- będą i kulty, i Absolut, i potężny Łupieżca Umysłów, i larwy.... Pokarm dla fanów. Dlaczego więc nie szaleję na punkcie przeczytanego komiksu? Z tego samego powodu, co w przypadku
. Jest to zwyczajnie- za krótkie! Każdy z bohaterów potraktowany został po macoszemu (może za wyjątkiem kleryczki)- dostał zaledwie kadr, czy dwa na swój wątek. Podobnie zresztą sprawa się ma z głównym zagrożeniem. Ot, jest. Lekki dramat, szybkie spięcie- i już po wielkim mackowatym. choćby mu się nie dali do końca wypowiedzieć. Bez rozkmin, zamieszania, z lekkim deus ex'em na końcu. Smutno, bo choćby nie wykorzystano "zapomnienia" Minsca...

Mimo wszystko, czytało mi się to dobrze, nie ukrywam. Wciąż jestem fanem i będę śledził zawadiaków- bo są uroczy!- ale mam wrażenie, iż z każdym tomem tracą. Humor, swoje wątki i... niestety moją uwagę. Szkoda, bo potencjał duży! Liczę, iż kolejne przygody będą bardziej angażujące!








