Nicola Coughlan nigdy nie unikała trudnych rozmów, zwłaszcza gdy w grę wchodziła natarczywa fascynacja opinii publicznej kobiecym ciałem.
Podczas promocji sezonu serialu „Bridgerton ” wiele osób zwracało jej uwagę, iż jest „bardzo odważna”, biorąc udział w scenach nago – komplement, który, co znamienne, nie był skierowany do jej koleżanek z planu. Coughlan bez wahania za każdym razem wyrażała swoją opinię: „Wiesz, to trudne, bo myślę, iż kobiety z moim typem sylwetki – kobiety z idealnymi piersiami – nie dostrzegają siebie wystarczająco często na ekranie”. Uwaga ta gwałtownie stała się symbolem tego, jak rozmowy o ciele aktorek bywają zarówno rzadkie jak i wybiórcze.
Jednak choćby teraz, mając za sobą czwarty sezon serialu Bridgerton i coraz dłuższą listę projektów przed sobą, Coughlan wielokrotnie wraca do dyskusji o swoim wyglądzie, a nie o pracy. W rozmowie z Elle , będąc gwiazdą kwietniowej okładki brytyjskiego wydania, przyznała, iż nie jest zainteresowana angażowaniem się w szerszy dyskurs o pozytywnym nastawieniu do ciała, który często ją otacza.
„Czasami mówię coś, co wkurza ludzi, a mianowicie, iż nie interesuje mnie akceptacja ciała ” – powiedziała. „Kiedy dorastałam, nigdy o tym nie myślałam. Nie patrzyłam na aktorów i nie myślałam o ich ciałach”. „Więc tak naprawdę mnie to nie obchodzi. Jest wiele rzeczy, które mnie pasjonują – to nie jest jedna z nich. To sprawa kogoś innego. To nie moja.”
Dla Coughlan, przytłaczająca koncentracja na jej sylwetce podczas promocji serialu czasami przyćmiewała znaczenie samej fabuły. Nakręcone przez nią intymne sceny były szeroko komentowane w internecie, ale większość tych rozmów koncentrowała się nie na narracji czy grze aktorskiej, a na jej ciele – dynamice, którą opisała jako emocjonalnie wyczerpującą.

Coughlan sprzeciwiła się również określeniu „plus size”, ujawniając, iż podczas kręcenia intymnych scen serialu nosiła rozmiar 8-10 w Wielkiej Brytanii.„Podczas zdjęć dużo ćwiczyłam, bo wiedziałam, iż muszę, więc sporo schudłam – nosiłam pewnie rozmiar 10, a jeden z gorsetów był w rozmiarze 8” – wyjaśniła. „A potem ludzie mówili, iż jestem puszysta” , a ja myślałam: „Jak bardzo jesteśmy popieprzeni, iż jestem największą kobietą, jaką chcielibyście zobaczyć na ekranie?’”
Jej komentarze uwypuklają szersze kulturowe zamieszanie wokół etykiet rozmiarów w branży modowej i rozrywkowej, gdzie kategorie często wydają się oderwane od rzeczywistych średnich. Dla wielu widzów może być szokujące, iż aktorka uważana za „większą” według standardów branżowych, może być bliska temu, co większość ludzi uważa za przeciętne.

Poza samymi etykietami, Coughlan mówiła o tym, jak bardzo kłopotliwe może być to, iż jej ciało staje się przedmiotem publicznych komentarzy. Wspominała moment, gdy bardzo pijany fan podszedł do niej w łazience i powiedział, iż kocha Bridgertonów „ze względu na jej ciało”, po czym kontynuował szczegółową rozmowę o jej wyglądzie. „Pomyślałam sobie: 'Chcę umrzeć. Tak bardzo tego nienawidzę’” – powiedziała.
Ostatecznie Coughlan argumentowała, iż intensywne skupienie się na wyglądzie grozi umniejszeniem ogromnego wkładu pracy aktorów w ich fach. Nakręcenie głównego, romantycznego sezonu serialu
Bridgerton wymagało miesięcy produkcji, zaangażowania emocjonalnego i czasu spędzonego z dala od rodziny – wysiłków, które jej zdaniem zbyt często sprowadzają się do powierzchownego komentarza.
„To naprawdę trudne, gdy pracujesz nad czymś miesiącami swojego życia, nie widujesz rodziny, naprawdę się poświęcasz, a potem wszystko sprowadza się do tego, jak wyglądasz – to jest cholernie nudne” – powiedziała.

Choć sezon Bridgertonów z Penelope rzeczywiście stanowił moment kulturowy jako jeden z najbardziej wyrazistych romansów w serii, skupiony wokół bohaterki o krąglejszych kształtach, Coughlan konsekwentnie przedstawiała tę historię jako coś o wiele bogatszego. Poza fizyczną reprezentacją, wątek zgłębiał romans między przyjaciółkami a kochankami, kobiece ambicje i złożoność kobiecej przyjaźni – tematy, których nie da się sprowadzić do rozmiarów ubrań ani statystyk ciała.
Kobiety żyjące w różnych ciałach nie powinny czuć się zmuszane do bycia rzeczniczkami tych ciał, ani też nie powinny być sprowadzane wyłącznie do rozmiaru. Nie musimy być zawsze pozytywne ani działać jak inspiracja dla innych, nie musimy ciągle mówić o swoich ciałach. Jesteśmy czymś więcej niż brakującą przerwą między udami.
A jeżeli istnieje jedno przesłanie, które Nicola Coughlan najwyraźniej pragnie po sobie zostawić, to takie, iż sprowadzanie sztuki, performansu czy tożsamości wyłącznie do wyglądu jest po prostu głęboko nietyczne i nieciekawe. Albo, jak sama to ujęła: „pieprzone”.

















