Nie jesteśmy sami. Recenzja: Miły Dom nad Morzem

itomigra.blogspot.com 2 godzin temu

Nie jesteśmy sami. Recenzja: Miły Dom nad Morzem

Wszechzima
i grubaśne tomisko Avengers: Na Zawsze już za nami. Czas usiąść do perełki, która w marcu najbardziej przykuła moją uwagę. Pamiętacie Miły Dom nad Jeziorem? Okazuje się, iż w tej historii skrywa się coś jeszcze. Zapraszamy do recenzji.

Informacje/Pierwsze Wrażenia:


Miły Dom nad Morzem
to kontynuacja postapokaliptycznej wizji świata, którą poznaliśmy w nadjeziornym apartamencie Waltera. Co może się jeszcze wydarzyć po finale ostatniej części? Bez przewodnika ocaleni bohaterowie pozostawieni zostali sami sobie...

Autorem świetnej horrorowej historii, która została obsypana nagrodami, jest James Tynion IV. Pan jest nam bliżej znany np. z serii Batman Death Metal. Obłędne ilustracje są dziełem Alvara Martineza Buena, czyli tego samego artysty, który zachwycił nas w Miłym Domu nad Jeziorem. Album ukazał się na polskim rynku za sprawa wydawnictwa Egmont i klubu Świat Komiksu.

Zarys fabularny:


"Nikt z zaproszonych do domu nie znał Max – ale ona znała ich wszystkich. Byli mistrzami w swoich dziedzinach, tytanami biznesu i nauki, reprezentowali najlepszych i najzdolniejszych przedstawicieli ludzkości. Kiedy Max wyszeptała każdemu z nich, iż może zostać ocalony przed katastrofą i prosperować w raju zbudowanym specjalnie dla nich, wszyscy wykorzystali tę szansę. Ostatecznie bycie przyszłością ludzkości może być... miłe, prawda?"

Wrażenia:


Z niecierpliwością czekałem na kontynuację. Nie mogłem uwierzyć, iż coś tak zaskakująco dobrego jak Miły Dom nad Jeziorem mogło się ot tak, po prostu zakończyć. Zresztą- nie wiedzieliśmy wszystkiego, a dramatyczne finałowe wydarzenia musiały mieć jakieś konsekwencje. Z drugiej strony, jak gruchnęła wieść, iż będzie wydawana wersja nadmorska, pojawił się lęk. Wiecie, jakie jest prawo sequeli? Przeważnie są słabiej odbierane. Czy zachowam dobre wspomnienia? Jak wielkim gniotem okaże się kontynuacja?

Halo, halo! Miły Dom nad Morzem to żaden gniot! Choć przyznaję, iż nie wywołał też takiego wow!, jak poprzedniczka. Dlaczego? Z oczywistych względów- znaliśmy już zaplecze. W Jeziorze odkrywane powoli karty, wskakujące na swoje miejsce puzzelki, tworzyły niezwykły nastrój. To było złoto! "Nad Morzem" traci ten atut, ponieważ kontynuuje zamysł. Jesteśmy wrzuceni w ten sam świat, a pomysły z apokalipsą, obcymi, czy powiązaniami między bohaterami, przestają zaskakiwać. Mało tego- stają się wręcz warunkiem wyjściowym, czymś, czego oczekujemy. Autorowi trafił się zatem twardy orzech do zgryzienia. Jak i o czym poprowadzić historię, by zachować to unikatowe uczucie towarzyszące lekturze? Czy mu się to udało?

Zdecydowanie
. Wyciśnięto z opowieści, ile się dało. Tyle, by zainfekować mnie potrzebą poznania kolejnego tomu. Fundamentem jest oczywiście narracja. Pozostajemy w tej specyficznej, tajemniczo-sennej, niespiesznej formie opowiadania potęgującej wrażenie, iż coś jest stanowczo nie tak. Poza tym na każdej stronie i w każdym kadrze mojej głowie towarzyszyło nieustanne bzyczenie. Niepokój. Znowu udało się go obudzić. Czym? Kunsztem reżyserskim i plastycznym rysunkiem (duże przestrzenie, zabawa barwą, niedokończone kreski). Fabularnie odkryliśmy kolejne zawirowanie, z którym bohaterowie muszą sobie poradzić. Ciężko o nim opowiedzieć, by nie zaspoilerować za dużo. W każdym razie- fani Miłego Domu nad Jeziorem koniecznie muszą sięgnąć po ten album. Przestrzegam natomiast tych, którzy dopiero zaczynają serię. Wersja z Morzem może okazać się za bardzo zawoalowana. Mimo wszystko- polecam!
T.
Przydatne linki:
znajdziecie nas na Instagramie
TUTAJ dołączycie do nas na Facebooku
TUTAJ złapiecie własny egzemplarz


Idź do oryginalnego materiału