Barbara ma sześćdziesiąt lat. Ma dwoje dzieci i mieszka z mężem w dwupokojowym mieszkaniu w Warszawie. Choć adekwatnie trudno tu mówić o wspólnym życiu od wielu lat jedynie znosi obecność swojego męża. Jest człowiekiem o trudnym usposobieniu. Narcystyczny, dumny, chłodny i wyniosły zawsze musi być po jego myśli. Barbara przez lata przymykała na to oko dla dobra dzieci.
Ich córka, Jagoda, jest mężatką od dwunastu lat. Razem z mężem, Zbyszkiem, wzięli kredyt hipoteczny na własne mieszkanie i cieszą się, iż radzą sobie ze spłatą rat. Każda premia i dodatkowy grosz od razu trafiają na konto kredytu.
Oboje z Zbyszkiem pracują, by zapewnić dzieciom wszystko, czego potrzebują zarówno jeżeli chodzi o ubrania, jak i wychowanie. Brat Jagody, Marcin, wiedzie się lepiej. Ma kilka mieszkań w Warszawie, a do tego dom na Mazurach.
Pewnego dnia Marcin zadzwonił do siostry z wiadomością: Mama zdecydowała się na rozwód z tatą, to jej inicjatywa. Sprzedali mieszkanie i już podzielili pieniądze między sobą. Obiecałem tacie, iż się nim zajmę, a ty masz zająć się mamą powiedział stanowczo Marcin. Jak to? Gdzie ona miałaby mieszkać? Przecież mamy tylko dwa pokoje i dwójkę dzieci. Gdzie ona się pomieści? Jagoda była zaskoczona. To już nie mój problem. Zostawisz własną matkę na lodzie? dopytywał Marcin. Zbyszek i tak nie będzie zachwycony tym pomysłem dodała Jagoda. To już twoja sprawa uciął Marcin i rozłączył się.
Marcin już przygotował dla ojca kawalerkę na swoim osiedlu. choćby się nie zastanawiał. Jagoda doszła do wniosku, iż powinna wziąć kredyt dla mamy. Ku jej zdziwieniu, bank zgodził się na wniosek. Nowe mieszkanie zapisane było na Jagodę, a wkład własny pochodził z pieniędzy mamy za poprzednie lokum. Teraz Jagoda musiała jeszcze znaleźć siłę, by pracować na nowe raty. Zbyszek przez cały czas nie do końca pogodził się z decyzją żony. Często chodzi markotny, powtarzając, iż w tym wieku nie powinno się rozwodzić. Przecież cały ciężar spada wtedy na dzieci. Zastanawiam się, czy Zbyszek nie ma racji…







