Wyreżyserowana przez Tobe’a Hoopera (tak, tego od Teksańskiej masakry piłą mechaniczną i Ducha) adaptacja powieści Stephena Kinga, Miasteczko Salem opowiada o pisarzu Johnie Mearsie, który wraca do małego miasteczka w Maine, gdzie odkrywa, iż miejscowa rezydencja należy do wampira Kurta Barlowa.
W tym trwającym 191 minut telewizyjnym filmie według /Film jest jedna scena, którą pamiętają wszyscy, którzy film wiedzieli: przemieniony w wampira chłopiec Ralphie Glick unosi się w chmurze dymu do okna swojego brata Danny’ego.

Jak wyjaśniono w historii mówionej opublikowanej w Vanity Fair w 2022 roku, Hooper nakręcił scenę od tyłu, dzięki czemu dym wyglądał, jakby był wciągany w ciało Ralphiego. Brad Savage wspominał: Pamiętam, iż ujęcia samego ukąszenia kręciliśmy od tyłu. Zaczynało się więc od kłów wbitych w szyję, a potem on się odsuwał i odlatywał. Potem puścili to od końca. Ronnie Scribner dodał, iż drapał okno ruchem ku górze, co po odwróceniu tworzyło niesamowity, niepokojący efekt.
Bev Vincent, autorka książki Stephen King: A Complete Exploration of His Work, Life, and Influences, podkreśliła, iż Miasteczko Salem wyemitowano tuż po Halloween. Zauważyła, iż scena w oknie pozostaje najlepiej zapamiętaną częścią miniserialu. Prosta metoda puszczenia filmu od tyłu nadała wampirowi eteryczną jakość niemożliwą do uchwycenia innymi metodami. Współcześnie użyto by prawdopodobnie CGI, co mogłoby wyglądać efektownie, ale pewnie nie byłoby choćby w połowie tak przerażające.

Siła tej sceny utrzymuje Miasteczko Salem w zbiorowej świadomości po dziś dzień. Sequel Larry’ego Cohena z 1987 roku, remake z Robem Lowe’em z 2004 roku, serial Chapelwaite z 2021 roku czy film z 2024 roku – żadna z tych produkcji nie dorównała oryginałowi. Wersja z 1979 roku wciąż pozostaje bezkonkurencyjna, głównie dzięki mistrzostwu Hoopera w kreowaniu atmosfery grozy.







