6 tematów odcinek 59 Koktajl stworzeń

nn6t.pl 4 godzin temu

6 tematów #59, premiera 08.06.2026 w Radio Kapitał

Audycja 6 tematów powstaje jako dźwiękowa wersja czasopisma NN6T.
Notes na 6 tygodni jest – jak sama nazwa wskazuje – o sprawach bieżących, ale też o takiej teraźniejszości, która widzi przyszłość.
Zapraszamy na spotkania z osobami działającymi na styku sztuki, dizajnu, architektury i szeroko rozumianych badań życia społecznego.
NN6T czyli N jak nasłuch, N jak nadawanie, 6 jak sześć, T jak temat.

W tym odcinku:

Plakaty przyszłości – rozmowa z Marianem Misiakiem i Rene Wawrzkiewiczem
Unia architektury i krajobrazu – rozmowa z Maciejem Kaufmanem i Marcinem Maraszkiem
Wyzwalający dewzrost – rozmowa z Zofią Łapniewską i Michałem Czepkiewiczem
Koktajl stworzeń – rozmowa z Andrzejem Stańkiem
Matki twórczynie – rozmowa z Sonia Jaszczyńską i Agnieszką Strzeżek
Chaos i porządek – rozmowa z Izą Tarasewicz

Zapraszamy!

TEMAT 1: Plakaty przyszłości

Dokładnie w 60. rocznicę pierwszego na świecie Biennale Plakatu w Warszawie Fundacja Polish Graphic Design zaprasza na pierwszą edycję festiwalu The Poster. To międzynarodowe wydarzenie, skupiające twórców plakatów, form postplakatowych i grafiki eksperymentalnej. Program festiwalu nawiązuje do historii Polskiej Szkoły Plakatu, jednocześnie pokazuje najnowsze praktyki projektowe oraz nowe narzędzia zmieniające tworzenie i myślenie o plakacie w Polsce, Europie i na świecie. W programie tego bezpłatnego wydarzenia: konferencja, wykłady, warsztaty, wystawy, m.in. plakatów związanych ze sceną klubową i taneczną, performanse, wydarzenie łączące muzykę i sitodruk oraz spacer po miejscach związanych z plakatem w Warszawie. W trakcie wydarzenie w księgarni CSW Zamek Ujazdowski będzie miała premiera drugiego numeru magazynu „PLOP – Polish Design Revue”, anglojęzycznego pisma o współczesnym polskim projektowaniu graficznym, które wydawane jest przez Slanted Publishers we współpracy z Three Dots Type Foundry i Polish Graphic Design Foundation. O tym, czym jest PLOP rozmawiamy ze współtwórcami magazynu – Marianem Misiakiem i Rene Wawrzkiewiczem.

Rene Wawrzkiewicz: Jest to nowe, anglojęzyczne pismo, kierowane przede wszystkim do publiczności zagranicznej, poświęcone w głównej mierze projektowaniu wizualnemu, które pochodzi z Polski, jest w kontekście polskim, albo jest tworzone przez ludzi, którzy żyją w tej części Europy.

Co chcemy osiągnąć? Jaki jest generalny cel? Chcemy troszeczkę sobie samym, ale też innym wytłumaczyć, co się dokładnie dzieje teraz w polskim projektowaniu i komunikacji wizualnej. Trochę szerzej, głębiej, może trochę inaczej opowiedzieć innym ludziom, którzy być może będą mieli jakiś interes albo zaciekawienie tym, co się adekwatnie dzieje z tym projektowaniem, bo wydaje nam się, iż jest to interesujący moment. Jest zainteresowanie i ruch w naszej branży kreatywnej. Chcemy tę kwestię złapać i ją opisać. Tutaj muszę powiedzieć, iż z inicjatywą, pomysłem i energią stworzenia tego wyszedł tak naprawdę jako pierwszy Lars Harmsen, wydawca magazynu Slanted, który nam powiedział: chłopaki coś się u was dzieje i fajnie byłoby to zaobserwować, nazwać i opisać. Ruszmy z takim małym magazynem, bez jakichś wielkich planów, po prostu zacznijmy to wszystko nazywać, opisywać i obserwować.

Marian Misiak: Fajne jest to, iż Lars jest osobą super zaangażowaną w to, jak to wygląda i w jaką stronę będzie szło. Wydaje mi się, iż rzeczywiście jest dosyć duże pole manewru, które od samego początku staraliśmy się sobie nałożyć i wyznaczyć – w tym sensie, iż rzeczywiście będziemy starali się bardzo eksperymentować w kontekście samego układu i profilu tego pisma. Jakbym miał to tak mocno podsumować, to wydaje mi się, iż cały PLOP i pod kątem tego, jak wygląda, i pod kątem tego, czym może się stać, jest jednym wielkim eksperymentem. Za każdym razem będziemy starali się zmieniać kroje, które chcemy wykorzystywać. W każdym numerze będzie coś innego. Każdy numer będzie wprawdzie spięty jakimś głównym zagadnieniem, ale też nie mamy kierunku wytyczonego od samego początku.

Co ciekawe, założyliśmy sobie na samym początku (i już w drugim numerze niestety musieliśmy to trochę złamać), iż nie będziemy specjalnie wchodzić na tematy historyczne, w sensie historii polskiego dizajnu, wygrzebywania starych rzeczy. Uważam, iż są fajne i bardzo wartościowe, ale chcieliśmy tym pismem wyjść poza coś, co jest oczekiwane i co się kojarzy z polskim designem. zwykle kojarzy się z czymś, co nawiązuje do historycznych zagadnień. To było jednym z głównych wyznaczników, którego staramy się trzymać i nie zawiesiliśmy tego, natomiast już w drugim numerze zrozumieliśmy, iż w tym polskim projektowaniu jest to bardzo trudne, może nie niemożliwe. To jest w sumie dosyć ciekawe, ale tak naprawdę zachęcam do śledzenia tego, co robimy. Prawdopodobnie będzie to bardzo zmienne i bardzo dynamiczne, więc my sami do końca nie wiemy, w jaką stronę to pójdzie i sami jesteśmy super ciekawi, jak to będzie wyglądało, na przykład za cztery numery.

Rene Wawrzkiewicz: Kolejny numer będzie poświęcony plakatowi. Dlaczego plakatowi? Dlaczego formom plakatowym? Ponieważ zbliża się 60. rocznica powstania pierwszego na świecie Biennale Plakatu. Ten plakat cały czas rzutuje na polskie projektowanie, więc chcieliśmy się trochę zmierzyć z tym tematem, tym bardziej, iż to projektowanie było wizytówką eksportową polskiej kultury wizualnej dekadami. Pomyśleliśmy, iż trzeba wziąć to na warsztat i trochę się zmierzyć z tym tematem. To jest bardzo interesujące i bardzo ciekawe, ale też bym nie przesadzał, bo jest cała masa projektantów i projektantek w Polsce, która w ogóle nigdy nie słyszała o polskim plakacie albo coś tam słyszała, ale generalnie w żaden sposób nie przeszkadza to nikomu w pracy. Trzeba brać pod uwagę, iż to jest być może nasza zaburzona perspektywa.

Marian Misiak: Ten numer ma dotyczyć plakatu, ale chcemy w nim przywołać do głosu tylko i wyłącznie kobiety. Ma być o plakacie, ale osoby, które z nami rozmawiają i które prezentujemy są twórczyniami. Mamy więc bardzo interesujący materiał, który powstał na podstawie pogłębionej rozmowy z Olą Jasionowską. Uważam, iż super inspirujące rzeczy Ola opowiada. Mamy też prezentację bardzo młodej sceny związanej, nazwijmy to roboczo, z postplakatem, albo plakatem muzyczno-rejwowym, trochę aestetycznym. Będziemy mieli też prezentację bardzo ciekawej projektantki, która oryginalnie jest z Dolnego Śląska, a mieszka od kilku lat w Berlinie – Karolinie Pietrzyk, i jeszcze kilka innych, ciekawych female wątków pojawi się w nowym numerze.

TEMAT 2: Unia architektury i krajobrazu

Architekci Maciek Kaufman i Marcin Maraszek z pracowni ARCHIGREST odebrali w ostatnich latach wiele nagród, nie tylko za wspaniały projekt Parku Akcji Burza w Warszawie z Europejską Nagrodą dla Miejskiej Przestrzeni Publicznej na czele, ale także ostatnio za Park na Żeraniu. Nie zdobyli ich sami – ich kooperacja z pracownią topoScape to przykład idealnej unii między architekturą i architekturą krajobrazu, dojrzałego myślenia o takiej działalności człowieka, która rozumie i szanuje środowisko. Odwiedziliśmy ich w ich biurze przy ruchliwej Marszałkowskiej, żeby zapytać, nad czym teraz pracują?

Maciek Kaufman: Pracujemy nad rozbudową kopca. Zbudowaliśmy już górę, a teraz pracujemy nad jeziorem. Lubimy sobie sami wymyślać pomysły i je realizować. Wymyśliliśmy, iż potrzebujemy wody, aby na kopcu mogły się pojawić płazy. Więc zadaliśmy sobie takie zadanie, aby zebrać wodę z ulic, oczyścić ją i zrobić z niej jezioro pod kopcem.

Marcin Maraszek: To było od początku planowane. Jest to również wypełnienie planu miejscowego. To także robimy z topoScape – naszymi koleżankami, architektkami krajobrazu. Czy widzimy braki? Zawsze widzimy jakieś braki. Ja jestem tak zbudowany akurat, iż zapominam, jakie były braki i to mi bardzo pomaga, iż po jakichś paru tygodniach od otwarcia już ich nie widzę.

Maciek Kaufman: Ja pamiętam te braki i pomysł, żeby zatrzymać wodę na kopcu, był już w pierwszym etapie. Tylko żeby to zrealizować, trzeba było zrobić uszczelnione niecki z gliną, a żeby znaleźć na to wolne miejsce, trzeba było wyciąć drzewa. Więc w trakcie robienia projektu stwierdziliśmy: nie, musimy zachować drzewa, jednak nie będzie wody, pojawi się w drugim etapie. Za to pomysł, żeby zabrać wodę z ulic i ją oczyścić, to nasz najnowszy pomysł. Dlatego, iż bardzo dużo wody nam ucieka z krajobrazu, ucieka z Warszawy, ucieka z utwardzonych miejsc. Myślimy adekwatnie o tym, jak się pozbyć wody, a nie jak ją zatrzymać. Jesteśmy teraz w stanie permanentnej suszy, więc przede wszystkim trzeba pokazać ludziom, iż da się wodę zatrzymać. Są możliwości, tylko trzeba pomyśleć i trochę bardziej się skupić na tym, jak to wykonać. Przyznajemy, iż nie jest to proste, ale pomysł, żeby pokazywać, jak brudna woda przelatuje do nas z kanalizacji wodociągowej, czyścić ją, pokazywać kolejne etapy, aż w końcu będzie taka, iż będą mogły w niej żyć zwierzęta i rośliny, uważam, iż jest fantastyczny.

Marcin Maraszek: Praca architekta jednak polega głównie na koordynacji, więc to, co my robimy, to tak naprawdę zbieranie wiedzy od wielu różnych specjalistów i szukanie jakiejś drogi, czy wspólnej narracji, która jest to jakoś w stanie skupić. Od strony technicznej tylko my mamy tak naprawdę wiedzę i narzędzia, żeby przeprowadzić te bardzo skomplikowane proceduralnie projekty przez polskie urzędy. To jest taki nasz sekretny know-how, który zdobywamy w trakcie tych projektów. Na zewnątrz to wygląda tak, iż może rzeczywiście mamy tutaj mało pracy w landscapie, w krajobrazie, ale tak naprawdę mamy bardzo dużo pracy koordynacyjnej, która z jednej strony obejmuje działania administracyjne, nudne, stresujące, a z drugiej strony buduje wspólną narrację opartą na wiedzy od bardzo wielu różnych specjalistów, od przyrodników, przez historyków, technologów, konstruktorów i tak dalej.

Maciek Kaufman: Ostatnio rozmawialiśmy z naszym inwestorem, deweloperem. Pytał się, co u nas, ja mówię, iż mamy bardzo dużo projektów, dużo pomysłów, dużo rzeczy realizujemy, aż w końcu pani zapytała: a czy to są takie wasze projekty, czy prawdziwe projekty? I chciałem zaprzeczyć, ale przypomniałem sobie, iż pół godziny wcześniej przedzierałem się przez chaszcze na kopcu, chodząc pod drzewami, nad drzewami, bo one wszystkie leżą, próbując zachować kolejne drzewo, bo koleżanki z topoScape nam kazały i w końcu powiedziałem: tak, to są nasze projekty.

Marcin Maraszek: Na pewno ta wielobranżowość jest ważna, ale też w tym naszym duecie topoScape-Archigrest mamy bardzo różne metody pracy i one chyba się dobrze uzupełniają. Dziewczyny są bardzo wrażliwe na teren i często nas zabierają na wycieczki, w których my adekwatnie nic nie widzimy, a one znajdują różnego rodzaju jakości w przestrzeni, która nie jest zbudowana, tylko właśnie jest zielona. My się lepiej czujemy jednak ciągle w przestrzeni zbudowanej. Dla nas ważne i formotwórcze były projekty researcherskie, które na początku działalności robiliśmy np. na zlecenie miasta, czy wystawy, które dały nam zaplecze archiwalnych idei, które na przykład wydarzały się w Polsce i w Warszawie, z których możemy czerpać i które nas inspirują. W przypadku Kopca Powstania była to wiedza o budowaniu z gruzów, o tym prarecyklingu, który się odbywał zaraz po wojnie w Warszawie (i nie tylko w Warszawie) – tak dotarliśmy do Adama Przywary, który to badał – czy na przykład architektury z wielkiej płyty, której relikty znajdujemy w innej naszej realizacji, w Parku Żerańskim. Teraz w przypadku założenia pałacowo-parkowego w Bieżuniu, który projektujemy, staramy się z kolei ważyć pomiędzy ochroną przyrody a ochroną zabytku. To też bardzo interesująca negocjacja: czy to w ogóle się wyklucza, czy właśnie sobie pomaga, i jak ochrona zabytku adekwatnie wpłynęła na ekosystem? Tam lata zaniedbań przypieczętowanych ochroną zabytku spowodowały, iż ekosystem się wzbogacił, przez to, iż nic się tam nie działo, i to też jest bardzo ciekawe.

TEMAT 3: Wyzwalający dewzrost

Chociaż wiadomo już od lat, iż powinniśmy odejść od modelu rozwoju opartego na nieustannym wzroście, debata ekonomiczna i społeczna w Polsce wciąż rzadko proponuje inne scenariusze. Idea dewzrostu, obecna w międzynarodowych dyskusjach akademickich i politycznych, pozostaje w Polsce słabo rozpoznana. Zbiór tekstów Dewzrost po polsku to pierwsze tak obszerne wprowadzenie do koncepcji dewzrostu z różnych perspektyw. Autorki i autorzy w przystępny sposób pokazują, jak mogłoby wyglądać wdrażanie dewzrostu w różnych sektorach: od kultury po mieszkalnictwo i żywność.

O książce, opublikowanej przez wydawnictwo HETERODOX, i o definicjach dewzrostu rozmawiamy z Zofią Łapniewską, ekonomistką pracująca na Uniwersytecie Jagiellońskim, wiceprzewodniczącą Polskiej Sieci Ekonomii oraz Michałem Czepkiewiczem, geografem z Europejskiego Centrum Studiów Reginalnych i Lokalnych Uniwersytetu Warszawskiego, współautorami książki dostępnej oczywiście w Bęc Księgarni, gdzie 13 czerwca o 13:00 odbędzie się dewzrostowe spotkanie autorskie.

Zofia Łapniewska: Dla nas dewzrost to niekoniecznie jest ograniczenie, tylko myślenie o naszej rzeczywistości inaczej. Dla mnie samo pojęcie dewzrostu od dawna jest regeneracją, jest czymś wyzwalającym, iż nie muszę już brać udziału w tym wyścigu, nie muszę więcej akumulować, nie muszę się przepracowywać i czegoś dla przyszłych pokoleń koniecznie zostawiać, mogę po prostu pomyśleć o tym, co jest dla mnie ważne, zmienić priorytety w moim życiu, pomyśleć o bliskich, o rodzinie, o przyrodzie. Chcemy żeby to, co najcenniejsze, czyli właśnie ta przyroda, została dla przyszłych pokoleń. Myślę, iż taka refleksja w tym momencie, w którym jesteśmy, gdy mamy kroczący kryzys klimatyczny, gdy coraz mniej młodych osób czuje się dobrze w społeczeństwie, jest próbą odpowiedzi na pytanie, jak możemy to zrobić, jak możemy o tym pomyśleć, jakie istnieją rozwiązania już teraz, co możemy wyobrazić sobie w przyszłości, i przede wszystkim – jak możemy żyć inaczej. To “inaczej” jest słowem-kluczem. I tu chciałam powiedzieć, iż jest to dla mnie związane też z wolnością, to jest taki oddech.

Ja mam skojarzenia raczej pozytywne, niż negatywne. Wiadomo, iż jestem ekonomistką feministyczną i ekologiczną, więc moi koledzy od razu podchodzą do sformułowania “dewzrost” jak do jeża, ale w szerszym pojęciu, w gospodarce, oznacza ono redukcję nadmiarowej konsumpcji i produkcji. Oznacza, iż nasze życie ma być ukierunkowane właśnie na dobrostan.

Michał Czepkiewicz: Jesteśmy w momencie powrotu tej idei, ponieważ o tych koncepcjach, które są zawarte w dewzroście, dyskutowano w Polsce i na świecie już w latach siedemdziesiątych. Nowe badania Weroniki Parfianowicz pokazują, iż to nie jest nic nowego. Ekonomia obwarzanka też nie jest niczym nowym, tylko to są takie idee, które są używane ponownie i się do nich wraca, wzbogaca je. Być może były one zapomniane z różnych powodów. Dewzrost to właśnie forma przywrócenia i wzbogacenia pewnych idei.

Jeśli chodzi konkretnie o dyskusję o dewzroście w Polsce, to powiedzmy, iż jesteśmy na średniodojrzałym etapie. Może nie zupełnie początkowym, ponieważ początkowo pod hasłem postwzrostu toczyło się już wiele dyskusji, były różne grupy, które się spotykały, zawsze nieformalne, ale to już się działo ponad dziesięć lat temu.

Bogna Świątkowska: Postwzrost a dewzrost – czy to jest zaledwie inna nazwa, czy też istnieją tutaj głębokie różnice znaczeniowe?

Michał Czepkiewicz: Ja bym powiedział, iż dewzrost zawiera się w pewnym sensie w postwzroście, który można rozumieć jako znacznie szerszy zbiór koncepcji, które wzrost krytykują, szukają sposobów wyjścia z systemu uzależnionego od wzrostu, czy też patrzą na to, jak możemy żyć, kiedy ten wzrost gospodarczy zacznie nam się kończyć, jego podstawy zaczną się wyczerpywać i będziemy musieli znaleźć jakieś inne sposoby życia i gospodarowania. Często też postwzrost, w opozycji do dewzrostu, jest kojarzony z mniej radykalnym sposobem myślenia, wciąż jeszcze umiejscowionym, przynajmniej częściowo, w kapitalistycznym sposobie organizowania. Może wśród środowisk bliższych rządom, instytucjom międzynarodowym. Natomiast są to głównie skojarzenia, ponieważ nie jest to jednoznacznie inna idea. Osoby, które posługują się pojęciem dewzrostu, częściej mają bardziej radykalne poglądy i wizje, ale nie zawsze. Są nurty dewzrostu, które używają tej nazwy, ale niekoniecznie proponują bardzo radykalne rozwiązania – raczej takie, które są reformistyczne, można powiedzieć.

Natomiast jeżeli odpowiadamy na pytanie, w jakim ogólnie jesteśmy momencie dla dewzrostu, to według mnie – jesteśmy w momencie trudnym. Od paru lat rozmowa o dewzroście, szczególnie o jego konkretnym wdrażaniu, stała się bardzo trudna z kilku powodów. Jeden powód to wojna w Ukrainie – agresja rosyjska na Ukrainę i militaryzacja Unii Europejskiej, która spycha na bok nie tylko kwestie klimatu czy ochrony środowiska, ale też kwestie usług publicznych i innych rzeczy, które są ważne dla naszego dobrostanu. Drugim powodem jest to, iż fala aktywizmu klimatycznego, która w Polsce miała kulminację w 2018-2019 roku, opada. Może to jest dobry moment, żeby nowe idee proponować, natomiast trudno się w tej chwili o tym rozmawia.

TEMAT 4: Koktajl stworzeń

Cocktail Creatures to tytuł pracy dyplomowej, która w 45. edycji konkursu im. Marii Dokowicz na Najlepszy Dyplom Magisterski Uniwersytetu Artystycznego im. Magdaleny Abakanowicz w Poznaniu zdobył aż trzy nagrody: Grand Prix, ale też nagrody czasopism: NN6T oraz Contemporary Lynx. Andrzej Staniek opisuje swoją pracę jako spekulatywne badanie relacji między człowiekiem, świadomością a nie-ludzkimi formami istnienia w kontekście szóstego masowego wymierania. Z artystą rozmawiamy nie tylko o jego pracy, ale też o źródłach inspiracji dla tworzenia ciekawych spekulatywnych obiektów, które czerpią z biologii, filozofii i technologii.

Andrzej Staniek: Najważniejszą dla mnie rzeczą jest mój komputer. Myślę, iż traktuję go już tak, która jakby był po prostu innym bytem, a nie narzędziem. Często wykonując coś na nim, muszę z nim jakoś współpracować – dawać mu czas na różne obliczenia i czekać, aż wykona jakąś pracę. Praca z moim komputerem opiera się na jakiejś relacji. Komputer jest dla mnie rodzajem wielkiego szkicownika albo wielkiej protezy mojego mózgu, gdzie mogę rozpoczynać procesy. zwykle pracuję w taki sposób, iż jednocześnie posługuję się tekstem, obiektem i animacją 3D albo wideo, więc często na komputerze rozpoczynam wszystkie trzy procesy i one wtedy nie są jeszcze tak rozdzielone. Czasem rozdzielają się później, np. na potrzeby robienia konkretnych obiektów czy ekspozycji. Moje rzeźby czy obiekty często powstają na początku w 3D, później drukuję dla nich negatywy i odlewam je z silikonu, malując i pigmentując od środka. Jest to dla mnie bardzo interesujące przejście od pracy cyfrowej do czegoś, co jest bardzo fizyczne, jest tam dużo farby, dużo brudu i tego wszystkiego. Połączenie tych różnych procesów zaspokaja mnie w taki sposób, iż realizuję się na tych płaszczyznach.

Bogna Świątkowska: Jakie tematy Cię interesują? Co Cię niesie? Co jest Twoim zdaniem na tyle interesujące, żeby poświęcić temu swoją twórczość artystyczną?

Andrzej Staniek: Wszechświat jest pełen takich niesamowitych rzeczy, iż nie wiem, czy mógłby być bardziej niesamowity. Samo myślenie o swoich ograniczeniach jako człowieka i tym, iż nasz mózg filtruje różne rzeczy, które tutaj są, i dostarcza nam dzięki wzroku czy węchu różne odczucia, ale na przykład nie odczuwamy echolokacji czy pól magnetycznych i ciężko jest sobie wyobrazić, czym by to miało być. To jest dla mnie niesamowite, iż są rzeczy, które istnieją, ale nie jesteśmy w stanie w żaden sposób ich poczuć, bo nie jesteśmy do tego przystosowani, przez to, iż filtrujemy to wszystko. Myślę, iż nauka jest dla mnie największą inspiracją i adekwatnie zawsze mnie pcha do robienia rzeczy. Rozpoczynając jakiś proces, zawsze zaczynam tak, iż otwieram sobie pusty dokument, w którym zaczynam zapisywać jakieś informacje, jakąś ścieżkę myśli. Zaczynam zadawać sobie jakieś pytania, później znajduję na nie odpowiedzi i dzięki temu dostaję nowe pytania, co nigdy się nie kończy, bo pytania można zadawać w nieskończoność. To jest chyba dla mnie niesamowite, iż obojętnie, jak bym badał ten temat, to nigdy nie dojdę do całkowitej prawdy, ani choćby ułamka prawdy, tylko do jakiegoś mikroprocenta tego, co jest, albo też pogubię się w tym. To jest dla mnie niesamowite, iż to się nigdy nie kończy.

Koktajl stworzeń? Chodzi o to, iż my jesteśmy tym koktajlem – nasze organizmy. Czasem sobie o nas myślę jak o takim szejku, ponieważ nasz mikrobiom, tkanki, narządy, to tak adekwatnie nie nasze narządy, tylko można powiedzieć, iż to my jesteśmy narządem człowieka, bo na człowieka składa się to wszystko, nad czym nie mamy kontroli, a to, jak myślimy, zależy też np. od bakterii w naszych jelitach, od tego, co jemy. Jesteśmy czymś większym. Poczucie “ja” sprawia, iż mamy takie wrażenie, iż to jesteśmy my. Współczesna medycyna i obecne środki pozwalają na chwilowe wyłączenie poczucia “ja” i wtedy możemy zobaczyć, iż jest to iluzja, którą tworzy nasz mózg i jej potrzebuje.

TEMAT 5: Matki twórczynie

Matki twórczynie to projekt zainicjowany w 2023 roku przez artystki wizualne Agatę Klepkę, Sonię Jaszczyńską i Agnieszkę Strzeżek. Ma charakter otwartej grupy, zrzeszającej osoby artystyczne, które łączą pracę twórczą z opieką nad dziećmi. Ich działalność wynika z potrzeby stworzenia przestrzeni wspierającej twórczość opiekunek i opiekunów, których praktyka artystyczna jest kształtowana przez doświadczenie rodzicielstwa. Matki Twórczynie w ramach współpracy z Jasną 10 wydały książkę, która dostępna jest także w Bęc Księgarni i o niej właśnie rozmawialiśmy z jej inicjatorkami i współautorkami.

Agnieszka Strzeżek: Zaczęło się chyba od mojego dyplomu magisterskiego na Akademii Sztuk Pięknych. To był dyplom o macierzyństwie w postaci ilustrowanej książki i pracy teoretycznej o budowaniu tożsamości twórczyni, ale też rozszerzaniu mojej feministycznej tożsamości w kontekście macierzyństwa. Zaszłam w ciążę na czwartym albo piątym roku studiów. Mój dyplom miał być o czymś zupełnie innym. Robiłam go u Grażki Lange i profesor, gdy zobaczyła moje wczesne szkice, przedstawiające niemowlaka, którym był wtedy [mój syn] Jerzy, powiedziała, żebyśmy zmieniły ten temat, iż to jest super, iż warto jest to pokazać i eksplorować. Przez to, iż byłam bardzo zaangażowana teoretycznie, pisząc tę pracę, zaczęłam dużo rozmawiać z innymi osobami, które były w tej podwójnej roli: matki i twórczyni. Przede wszystkim z moimi koleżankami ze studiów, ale też z absolwentkami. Zauważyłam, iż mamy bardzo podobne przemyślenia, problemy, iż dotykają nas podobne sytuacje. Z tych spotkań z bobasami przeszłyśmy z Sonią do planowania czegoś dalej. Nie wiedziałyśmy na początku, czym to powinno być.

Sonia Jaszczyńska: Różnorodne treści, ale nie przypadkowe. Myślałyśmy o tym w ten sposób, iż będzie to podsumowanie tego, czego się dowiedziałyśmy i nauczyłyśmy, kogo spotkałyśmy, co nas zainspirowało przez dwa lata działania grupy “Matki Twórczynie”. Są tam wskazówki dla tworzących rodziców, dotyczące np. samodzielnych metod organizacji pracy twórczej, szukania dofinansowania, to przyjmuje formułę rezydencji domowych. Jest też skrót różnych badań, które opisują sytuacje tworzących rodziców w środowisku tancerek, tancerzy, choreografek, choreografów, sytuacje rodziców-freelancerów w ogóle. Generalnie przekrój badań, a oprócz tego wybór tekstów, w tym tekstów tłumaczonych po raz pierwszy.

Bardzo istotną częścią jest prezentacja inicjatyw – są tam zaproszone przez nas osoby i osoby, które do nas napisały w wyniku open calla. Są instrukcje, jak można zorganizować rezydencję domową, czyli jak realizować aktywność twórczą, godząc ją z obowiązkami rodzicielskimi w domu, w jaki sposób można szukać finansowania, ale to jest perspektywa indywidualna. Nam bardzo zależało na tym, żeby przełamać i przekroczyć poczucie izolacji, której często doświadczają młodzi rodzice, dlatego cała ta część, w której są pokazane inicjatywy okołomacierzyńskie i twórcze artystek, pisarek i kuratorek, wszystkie one są wyposażone w kontakt i zaproszenie do współpracy. Miałyśmy nadzieję, iż osoba, która taką książkę przeczyta, poczuje się zachęcona do nawiązania kontaktu z innymi osobami, które znajdują się w podobnej sytuacji i chciałyby coś współtworzyć. Myślałyśmy o tym w ten sposób, iż “Matki twórczynie”, czyli nasza grupa, akurat zorganizowała się w Warszawie, ale może dotrzeć do innych miast i posłużyć za rodzaj bardzo ogólnej instrukcji – w jaki sposób można wspólnie pracować, jak organizować odpowiedzialności, jak szukać opieki nad dziećmi, jakie przestrzenie są sprzyjające do tego rodzaju spotkań. Myślę o spotkaniach typu świetlicowego, czyli wspólna praca, ale dzieci towarzyszą rodzicom.

TEMAT 6: Chaos i porządek

Tytuł najnowszej wystawy artystki Izy Tarasewicz, można rozumieć jako uwolnienie potencjalności – energii i możliwości zakorzenionych we wspólnocie, pamięci oraz doświadczeniu przekazywanym przez innych. To Boom, czyli wybuch staje się impulsem uruchamiającym narrację wystawy i siłą, która splata jej poszczególne wątki w opowieść o współdzielonej energii i nieustannym procesie przemiany” – pisze kurator wystawy Piotr Lisowski. Z artystką rozmawialiśmy nie tylko o tym skąd pochodzi tytuł, ale także o pracach, które składają się na wystawę i o poszukiwaniu powiązań pomiędzy chaosem a porządkiem. Wystawę można oglądać do 7 lipca we wrocławskiej Subiektywnej Instytucji Kultury 66P.

Iza Tarasewicz: Tytuł pochodzi od jednej z prac, którą postanowiliśmy włączyć w wystawę. Szukaliśmy prostego hasła, które przedstawi w metaforyczny sposób to, o czym będziemy mówili na wystawie. Boom stało się takim hasłem, które zainicjowało tę rozprawę o chaosie i porządku świata. Pochodzi ze wspaniałej, perskiej miniatury. Tak się właśnie stało, iż robiąc research, kilka lat temu trafiłam na miniaturę perską Miraj Nameh z XV wieku, przedstawiającą anioła. Ja w tym aniele widziałam eksplozję, ponieważ to była jedna głowa, która miała chmarę, bardzo bogatą chmurę pełną kolejnych głów. To było około 70 głów, które w jakiś sposób charakteryzowały 70 języków i przedstawiały ideę szaleństwa komunikacji.

Wydaje mi się, iż ta eksplozja bardzo dobrze przedstawia główne założenie wystawy. Mówimy w niej o porządkowaniu świata, ale też o chaosie świata. Paradoksalnie tę pracę umieściliśmy na samym końcu. Inicjujemy wystawę poprzez bardzo gęstą aranżację pracy z 2018 roku – Areny, która w pierwszym pokazie oplatała Zachętę Narodową Galerię Sztuki, właśnie w 2018 roku. To kolejny raz kiedy ta praca, która była dedykowana fasadzie publicznej instytucji, weszła do wnętrza instytucji prywatnej. Troszeczkę zależało mi na tym, aby włączyć logikę myślenia o wystawie jako o naszych wnętrznościach. W ten sposób Arena jest zaaranżowana bardzo gęsto, bardzo chaotycznie, ale też abstrakcyjnie i dosyć, iż tak powiem, modernistycznie. Chciałam przede wszystkim przedstawić stan emocjonalny, w którym w tej chwili jestem, jak pewnie wiele osób, czyli stan zawieszenia wynikający z szaleńczego tempa, chaosu i przyspieszenia technologicznego. Te przestrzenne diagramy miały widza wprowadzać w różne sposoby interpretowania, notowania, rysowania i przyglądania się chaosom. Arena akurat na tej wystawie przede wszystkim reprezentuje chaos, który jest wiszący nad nami. Jest takim szalonym spaghetti, które naprawdę zwala się na głowy widzów i jest troszeczkę odseparowana w przestrzeni.

Oddzieliliśmy porządek ludzki, chaos, i za moment wchodzimy w inny diagram, którym zafascynowałam się wiele lat temu, myśląc i analizując, w jaki sposób ludzie odkrywali system nieba czy czytania gwiazd. Najpierw jest Arena, potem wchodzimy do kolejnej przestrzeni. Mamy pracę On the construction of the heaven, czyli O konstrukcji nieba, która jest bardzo spontanicznym szkicem przestrzennym, który reprezentuje pierwszy pomysł interpretacji nieba, czyli fuzji astrologii i astronomii. To jest moment, kiedy te dwie dziedziny – jeszcze w średniowieczu – były razem. Zafascynowało mnie to w kontekście chaosu, w którym funkcjonujemy, nadpobudliwości świata. Zaczęłam się zastanawiać, w jaki sposób ludzie próbowali w różnych czasach historycznych porządkować – poprzez wiedzę, interpretacje i różne teorie naukowe. To fascynujące, iż można było poprzez prosty szkic i diagram w jakiś sposób wejść w pomysł rysowania nieba. Akurat ta praca została wyjątkowo zamontowana dosyć nisko. Chciałam, aby niebo w końcu zeszło do nas. Ta praca jest na tyle fascynująca, iż są tam symbole pochodzące z różnych porządków generowania symboli magicznych czy też naukowych, interpretujących różne zjawiska na niebie.

Moim pierwszym marzeniem było zostanie lekarzem, naukowczynią. To się nigdy nie wydarzyło, ale ta fascynacja wciąż we mnie jest i po prostu kocham diagramy.

~~

W tym odcinku to już wszystko!
Pełne wersje rozmów znajdziecie w naszym kanale podkastowym Bęc Radio oraz w drukowanym i elektronicznym wydaniu czasopisma NN6T. Wydań papierowych szukajcie w instytucjach kultury, w galeriach, miejscach spotkań, uczelniach twórczych i oczywiście w Bęc Księgarni przy Mokotowskiej 65 w Warszawie.

Rozmowy: Bogna Świątkowska
Oprawa muzyczno-dźwiękowa: Julia Szostek
Transkrypcje: Olka Dąbrowska

To tyle.
Tymczasem! Do następnego razu!

Tracklista:

Julia Szostek – Dreaming (backdrop)
Coals feat. Molina – traces
paszka feat. Staś Czekalski – osiemnaście
Rosa Vertov – Questioning the Sky
ehh hahah – aura niepokoju i ulgi
blue steel – Forest Clock Enigma
Sofie Birch & Antonina Nowacka – Sudany
Martyna Basta – Hands Want To

Powstawanie audycji 6 TEMATÓW jest w tym roku dofinansowane ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.

Idź do oryginalnego materiału