Maria Dębska o rolach w „Lalce” i „Przez ścianę”. „Skoczyłam w przepaść i ten lot był piękny” | Kultura na weekend. Odc. 313

polityka.pl 4 godzin temu
Maria Dębska ujawnia, jak niezwykłym, wycieńczającym i głęboko intymnym doświadczeniem zawodowym i osobistym była dla niej ostatnio praca na planie. Maria Dębska zagrała w dwóch najgłośniejszych filmach kinowych w tym sezonie: w „Lalce” Macieja Kawalskiego i nagrodzonym Złotymi Lwami wyjątkowym miłosnym dramacie rozgrywającym się w czasach stalinowskich „Przez ścianę”. W rozmowie z Januszem Wróblewskim ujawnia, jak niezwykłym, wycieńczającym i głęboko intymnym doświadczeniem zawodowym oraz osobistym była dla niej praca m.in. na tym planie.

Rola Wiesławy Pajdak u Macieja Sobieszczańskiego w „Przez ścianę” wymagała od aktorki całkowitego zrzucenia dotychczasowego wizerunku oraz rezygnacji ze sprawdzonych warsztatowych nawyków. – To, co widać na ekranie, to są moje emocje, zupełnie prywatne. Pierwszy raz miałam poczucie, iż ktoś chce naprawdę zobaczyć we mnie człowieka bez żadnego filtra. To dziecko we mnie, kruchą i bezbronną, sauté, bez całej obudowy – mówi Dębska. – Każdy aktor ma jakiś zestaw środków, swoje sposoby, myki, które wie, iż działają. Kiedy weszłam na plan, Maciek często mówił: „Nie interesuje mnie to, szukaj głębiej”. Odzywał się we mnie control freak. Musiałam całkowicie oddać prowadzenie Maćkowi... Po raz pierwszy w życiu miałam poczucie, iż mogę skoczyć w przepaść, a on mnie złapie. I skoczyłam, a ten lot był piękny.

Aktorka do pierwszej części zdjęć przytyła, a następnie schudła. Wyjechała też na tydzień na odosobnienie z psem, by uczyć się alfabetu Morse’a i zderzyć z jednostajnością, co przy jej ADHD było ogromnym wyzwaniem. Na potrzeby filmu nagrała najdłuższy master shot w swojej karierze – piętnastominutowe ujęcie na twarz i dłoń. Od ciągłego pukania w ścianę miała zdartą skórę na kostkach do krwi, a w pewnym momencie złapała się na tym, iż zaczęła „myśleć Morse’em”. – Pamiętam pierwsze dni zdjęciowe. Maciek powtarzał: „Pięć razy wolniej”. Miałam poczucie, iż już wolniej się nie da. A jednak się dało – zwierza się aktorka. – Każde stuknięcie, które słychać w filmie, pochodzi od Kuby Gierszała. Siadał po drugiej stronie ściany... Nie zapomnę sceny, w której wsadzamy sznurek przez dziurkę po śrubie. Jak Kuba złapał ten sznurek po drugiej stronie ściany, rozbiło mnie to kompletnie... Wybuchłam płaczem pełnym ulgi.

Praca z autorką zdjęć Jolantą Dylewską zrewidowała spojrzenie Dębskiej na aktorstwo filmowe. – Jola chciała najbardziej jak to możliwe zbliżyć się do mnie z kamerą, a ja na to pozwoliłam. Przekroczyliśmy granice emocjonalnej intymności. Często pracowaliśmy tak, iż leżałam na więziennej pryczy, a nasz szwenkier Julo Sus leżał pomiędzy moimi nogami. Czułam, jakby kamera stała się przedłużeniem mojego ciała.

Idź do oryginalnego materiału