Po długim czasie perturbacji po Mrocznym kryzysie na Nieskończonych Ziemiach Liga Sprawiedliwości wraca w odświeżonym, choć zachowującym klasyczne standardy składzie. Za sterami serii zasiada Mark Waid, mający doświadczenie z tym zespołem, a rysunkami wspiera go uwielbiany przez fanów Dan Mora. Liga Sprawiedliwości. Bez granic tom 1: Ku infernu daje nadzieję na coś dobrego i to w globalnej skali.

Okładka komiksu Liga Sprawiedliwości. Bez granic tom 1: Ku infernu
Kryzysy, te mroczne i absolutne, minęły i Liga Sprawiedliwości w końcu staje na nogi. Co więcej, znów mają siedzibę na orbicie Ziemi, ale ich skład i system działania to nie elitarny klubik ratunkowy, a rozbudowana jednostka interwencyjna. Ikony pozostały na swoich miejscach, ale mniej pomnikowi bohaterowie również dopisani są do listy członków grupy. Plejada peleryn jest więc spora, a co za tym idzie Mark Waid nie szczędzi nam zarówno klasycznie heroicznych interwencji, jak i starć z nowym przeciwnikiem wagi ciężkiej.
Tytułowa organizacja Inferno nie jest wprawdzie czymś zaskakującym, ale w rękach Waida przynajmniej przyciąga uwagę. To tajna grupa działająca na ogromną skalę, niebywale skuteczna i niszczycielska w swych czynach. Na tyle sprawna, by móc działać przeciw Lidze, ale to nie siła ani piekielny styl są w niej najciekawsze. Inferno nie mówi o sobie wiele poza mrocznymi mowami-wizytówkami. Po prostu działa i spala niczym ogień.

Okładka komiksu Liga Sprawiedliwości. Bez granic tom 1: Ku infernu
Mark Waid nie jest scenarzystą od wczoraj i dla DC Comics napisał już wiele dobrego. W nowym otwarciu Ligi Sprawiedliwości nie musi więc niczego udowadniać i widać to po tempie akcji i budowie odnowionego zespołu. Gdzieś to już grało, podobnie jak styl działania Inferna, ale po wojenkach z Darkseidem czy Amandą Waller dobrze jest przez cały czas zobaczyć angażującą fabułę, ale bez crossoverowego zadęcia. Choć ilość herosów mogłaby zawstydzić niejeden event.
Dan Mora to człowiek, któremu można powierzyć superbohaterskie ilustracje bez obawy, iż dostaniemy sztampowe peleryny i kadrową nudę. Nie wychodzi on wprawdzie za bardzo przed szereg, nie eksperymentuje, ale za to gwarantuje wysoką jakość i pomysł na swe prace. Tutaj ma pod sobą sporo zamaskowanych ludzi i podobnie jak w innych seriach z jego rysunkami widzimy, iż bez trudu potrafi udźwignąć etos superbohaterski z nowoczesnym stylem narracji. Walki robią wrażenie, ale pomiędzy nimi bohaterowie mają swoje prywatne pięć minut.

Okładka komiksu Liga Sprawiedliwości. Bez granic tom 1: Ku infernu
Liga Sprawiedliwości. Bez granic tom 1: Ku infernu otwiera kolejny nowy, globalny rozdział w historii pierwszej drużyny DC, dając czytelnikowi czystą rozrywkę na przyzwoitym poziomie. Co to oznacza? Mark Waid stawia wszystko na fundamentach akcji, ale buduje na nich tylko tyle, by podtrzymać uwagę. Jak na swoje możliwości autor zachowuje się wręcz asekuracyjnie i pierwszy tom nie mówi wiele, ale zachęca do dalszego śledzenia serii. I o to chyba w przemyśle komiksowym chodzi, prawda? Poza tym to dobra opowieść superbohaterska. Napisana bez pompowania fabuły bez końca i z rysunkami artysty, który nadał światowi DC nowe życie.

Strona komiksu Liga Sprawiedliwości. Bez granic tom 1: Ku infernu
Tytuł oryginalny: Justice League Unlimited Vol. 1: Into the Inferno
Scenariusz: Mark Waid
Rysunki: Dan Mora
Tłumaczenie: Marek Starosta
Wydawca: Egmont 2026
Liczba stron: 132
Ocena: 75/100








