Leonard cały czas nie chciał uwierzyć, iż Iwona jest jego córką. Weronika, moja mama, pracowała w sklepie spożywczym. Plotkowano, iż często zamyka się z obcymi mężczyznami w magazynie. Może dlatego tata nigdy nie potrafił pokochać mnie, drobnej Iwonki. Od zawsze był do mnie nastawiony niechętnie, a później i mama coraz mniej się mną interesowała. Tylko dziadek Stefan był dla mnie wsparciem i zostawił mi swój dom w spadku.
Dziadek Stefan mnie kochał
W dzieciństwie często chorowałam. Ogólnie byłam słabego zdrowia, drobna, niepodobna do rodziny taty ani mamy. Ani w mojej, ani w twojej rodzinie nie ma takich chudych dzieci mówił Leonard. Ta mała to ledwo od ziemi sięga. W końcu ta niechęć ojca do mnie przeszła i na mamę.
Jedyną osobą, która mnie naprawdę kochała, był dziadek Stefan. Jego dom stał na samym krańcu wsi, tuż przy lesie. Całe życie pracował jako leśniczy. choćby na emeryturze codziennie zaglądał do lasu, zbierał jagody, zioła. Zimą dokarmiał zwierzęta. Ludzie uważali go za dziwaka i trochę się go bali. Często coś przepowiadał, a to się sprawdzało. Mimo to wszyscy przychodzili po jego mikstury i herbatki ziołowe.
Babcię Stefan pochował już dawno. Pocieszeniem został mu las i wnuczka ja. Gdy poszłam do szkoły, niemal cały czas mieszkałam u dziadka, a nie w domu rodzinnym. Uczył mnie rozpoznawania roślin i ich adekwatności. Nauka przychodziła mi łatwo. Gdy pytali, kim chcę zostać, zawsze odpowiadałam: Będę leczyć ludzi. Ale mama powtarzała, iż nie stać ją na moje studia. Dziadek mnie pocieszał mówił, iż nie jest biedny, a w razie potrzeby może sprzedać choćby krowę.
Zapisał mi dom i szczęście
Moja mama przez lata rzadko zaglądała do ojca, ale pewnego dnia zjawiła się nagle w jego domu. Tym razem przyszła z prośbą o pieniądze, bo jej syn Andrzej przegrał wszystko w kartach, w mieście. Pobili go i kazali oddać długi, choćby spod ziemi wyciągnąć pieniądze.
Jak ci się przypaliło, to przyszłaś na mój próg? zapytał dziadek surowo. Latami tu nie zaglądałaś!. Odmówił jej pomocy: Nie zamierzam spłacać długów Andrzejka. Moja wnuczka jest dla mnie najważniejsza.
Mama wyszła wściekła z domu. Nie chcę was znać, nie mam już ani ojca, ani córki! krzyczała. Gdy dostałam się do szkoły medycznej w Krakowie, rodzice nie dali mi choćby grosza. Pomagał tylko dziadek. Ratowała mnie też stypendium, bo dobrze się uczyłam.
Tuż przed maturą dziadek poważnie zachorował. Przeczuwał, iż nie zostało mu dużo czasu. Powiedział mi, iż zapisał mi dom w testamencie. Nakazał, żebym szukała pracy w mieście, ale dom zawsze miała w sercu. Dom żyje, póki jest w nim człowiek. Zimą trzeba palić w piecu. Nie bój się spać tu sama. Właśnie tutaj los cię odnajdzie, powiedział. Będziesz szczęśliwa, Iwonko. Może coś przeczuwał.
Spełniła się przepowiednia dziadka
Dziadek odszedł jesienią. Pracowałam już jako pielęgniarka w powiatowym szpitalu. Na weekendy jeździłam do domu dziadka, paliłam w piecu, gdy było zimno. Drewna zostawił tyle, iż wystarczyłoby na dwie zimy. Prognozy nie były ciekawe, a ja miałam dwa wolne dni. Nie chciałam siedzieć w wynajmowanym pokoju u starej znajomej z technikum medycznego.
W piątek wieczorem dojechałam na wieś. W nocy rozpętała się śnieżyca. Rano wiatr nieco ucichł, ale śnieg przez cały czas padał, drogi były nieprzejezdne. Usłyszałam stukot do drzwi. Otworzyłam. Stał przede mną nieznajomy młody mężczyzna. Dzień dobry. Muszę odkopać samochód utknąłem przed pańskim domem. Jest może u państwa łopata? Z uśmiechem wskazałam łopatę przy schodach. Proszę brać. Może pomóc? Zmierzył mnie wzrokiem i zażartował: Jeszcze by was śnieg zasypał.
Poradził sobie z łopatą, ale auto znowu ugrzęzło. Znów próbował, bez skutku. Zaprosiłam go do środka na gorącą herbatę. Śnieżyca powinna się skończyć, bo w okolicy jeżdżą codziennie samochody.
Nieznajomy, po chwili wahania, wszedł do środka. Nie boi się pani mieszkać sama przy lesie? zapytał. Wytłumaczyłam, iż przyjeżdżam tu tylko na weekendy, pracuję w Krakowie, a teraz martwię się, jak wrócę, jeżeli autobus nie przyjedzie. Przedstawił się jako Stanisław, mieszka też w powiatowym mieście, więc zaproponował, iż odwiezie mnie po weekendzie. Zgodziłam się.
W drodze powrotnej do domu, po pracy, spotkała mnie niespodzianka Stanisław czekał na mnie. Pewnie pańska ziołowa herbata ma jakieś czary bardzo chciałem panią jeszcze raz zobaczyć. Może znowu mnie pani napoi?
Nie mieliśmy ślubu. Ja nie chciałam Stanisław próbował mnie przekonać, ale w końcu zrezygnował. Za to gwałtownie pojawiła się między nami prawdziwa miłość. Nauczyłam się, iż nie tylko w książkach mężczyźni noszą swoje żony na rękach. Gdy urodził się nasz synek, pielęgniarki dziwiły się, iż u tak drobnej kobiety urodził się taki silny chłopiec! Na pytanie, jak go nazwiemy, odpowiedziałam: Będzie Stefan na cześć kogoś wyjątkowego.







