Po dwóch latach od premiery filmu Netfliksa zatytułowanego Kolory zła: Czerwień, wracamy do uniwersum prokuratora Bilskiego. W filmie Kolory zła: Czerń w ramach reperkusji za poprzednie śledztwo, Jakub Bilski zostaje zesłany na Kaszuby, gdzie czeka na niego kolejna sprawa kryminalna.
Pierwszy film Netfliksa oparty na powieści Małgorzaty Oliwii Sobczak, mimo dużego potencjału na sukces frekwencyjny, miał sporo wad. Wiele wątków było pretekstowych, nie obserwowaliśmy żadnego rozwoju i przemiany bohaterów. Tym razem jest lepiej, co nie znaczy, iż idealnie. Dużą zaletą Czerni jest nowa lokalizacja. Przeniesienie akcji na Kaszuby sprawiło, iż film zyskał na aspekcie wizualnym.

Architektura i estetyka regionu sprawia, iż bohaterowie wydają się bardziej swojscy, bliscy widzowi. Czasami sceny z Bilskim, który przemierza malownicze uliczki, dają vibe Ojca Mateusza, ale nie jest to wada. Obraz Adriana Panka sprawia wrażenie familiarności, zyskuje tym nasze zaufanie.
Osadzenie akcji w małej miejscowości, gdzie panuje zmowa milczenia to motyw stary jak świat. Wiele zależy od tego, jak w tym kontekście, opowiedziana zostaje historia. Tym razem dostajemy bogaty drugi plan, który gdyby go rozwinąć, byłby bardziej absorbujący. Ale do tego potrzebny byłby miniserial, a nie film.

Zsyłka na Kaszuby
Prokurator Leopold Bilski (w tej roli ponownie Jakub Gierszał) po zakończeniu sprawy w Sopocie, trafia na Kaszuby i od swojego nowego szefa Pakosza (Andrzej Chyra) dowiaduje się, iż jeżeli przyczai się na kilka lat, to zwierzchnicy może zapomną jego wcześniejsze przewiny. Bohater nie jest zadowolony z tego powodu, ewidentnie nudzi się, szuka spraw do wyjaśnienia i tak trafia na jedyną lokalną tajemnicę.
Dwa lata wcześniej zaginął chłopiec, ale matka po dwóch dniach zgłosiła, iż tak naprawdę synowi nic się nie stało. Bilski czuje, iż coś jest nie tak. Zaczyna dopytywać, ale nadmierne zainteresowanie budzi irytację miejscowego komendanta Adamczyka (w tej roli Robert Gonera).

Bohater nie ma jednak czasu w rozszyfrowanie tajemnicy, ponieważ dochodzi do kolejnego zaginięcia chłopca. Wnuk pani burmistrz Fabioli (Beata Ścibakówna) zniknął w czasie festynu. Bilski zastanawia się, czy obydwie sprawy coś łączy, ale znowu trafia na milczenie ze strony lokalnej policji i prokuratora. Nieustępliwie prowadzi śledztwo i mimo iż podobne historie już oglądaliśmy, film Adriana Panka ma niezłe tempo, z lubością prowadzi nas na manowce, a co jakiś czas zadaje gorzkie pytania o przemoc seksualną wobec dzieci i milczenie dorosłych w tej sprawie.
Przemoc seksualna w lokalnym chórze może sięgać kilka dekad wstecz. Bilski musi przebić się przez lokalne układy, żeby dotrzeć do ofiar i sprawdzić, czy zechcą współpracować. To jeden z ciekawszych wątków, który zasługiwałby na rozwinięcie, ale – ponownie – nie ma na to czasu, bo to nie serial.

Ciekawy jest również motyw legendy o Łopim, czyli kaszubskim wampirze. Dzięki wgryzaniu się w lokalne wierzenia i tradycje, czujemy się bardziej osadzeni w tu i teraz bohaterów, ich problemy stają się bardziej namacalne. Rozumiemy, iż to miejsce, jak każda mała społeczność, rządzi się własnymi prawami.
Na drugim planie
W filmie Kolory zła: Czerń dostaliśmy świetną obsadę z Andrzejem Chyrą i Robertem Gonerą oraz Beatą Ścibakówną na drugim planie. Obecność gwiazd polskiego kina zdecydowanie dodaje atrakcyjności opowiadanej historii, ponieważ dobrze obsadzeni bohaterowie to połowa sukcesu filmu. Chciałoby się obejrzeć więcej scen z udziałem tej trójki, ale równie dobrze wypada Marianna Zydek, Piotr Żurawski, Julian Świeżewski i Adam Bobik, dla których również wygospodarowałabym więcej czasu.

W filmie w roli epizodycznej występuje też autorka powieści, co staje się powoli znakiem rozpoznawczym Netfliksa. W serialu Forst na podstawie powieści Remigiusza Mroza, wystąpił autor powieści i to w roli martwego ciała w kostnicy. To miły (?) ukłon w stronę fanów literackich pierwowzorów, mogą obejrzeć na ekranie twórców opowiadanej historii.
Podejrzany numer jeden
Schemat opowieści jest dobrze znany, mimo iż scenariusz stara się mylić tropy. Jeden z zarzutów wobec filmowej fabuły może stanowić fakt, iż po raz kolejny bohater introwertyczny, straumatyzowany jest podejrzanym numer jeden. To takie oczywiste, iż jak wycofany, to na pewno ma coś za uszami.

Nowy obraz Netfliksa jest bardzo kameralny, opowiadany w gronie kilku osób, mimo iż wokół kręcą się statyści. Dzięki temu mamy poczucie, iż lepiej poznajemy bohaterów, co jednak jest złudzeniem, bo cały czas tkwimy w schemacie znanym z wielu filmów i powieści kryminalnych.
Z pewnością nowa przygoda prokuratora Bilskiego przypadnie do gustu fanom twórczości Sobczak, ale nie da się nie zauważyć, iż nie jest to produkcja nowatorska. Chociaż czy taka musi być? Widz poszukujący zagadki kryminalnej dostanie to, czego poszukuje. Dla fanów gatunku rzecz obowiązkowa.







