
W Zakładzie Linii Kolejowych PKP PLK w Nowym Sączu wróciły obawy, które jeszcze kilka miesięcy temu rozpalały środowisko kolejarskie w regionie. Tym razem niepokój wywołała zmiana na stanowisku dyrektora. Od kilku tygodni obowiązki szefa sądeckiego zakładu pełni dyrektor ZLK w Krakowie, który jednocześnie zarządza również jednostką w stolicy Małopolski.
Sprawa odbiła się szerokim echem – interweniowało Radio Kraków oraz Radio ESKA, które nagłośniły temat i zapytały spółkę o możliwe konsekwencje tej decyzji. Wśród pracowników i związkowców znów pojawiły się pytania: czy to początek łączenia zakładów i redukcji etatów?
Związkowcy: „to pierwszy krok do łączenia zakładów”
Jak podkreślają przedstawiciele związków zawodowych, powrót do scenariusza „konsolidacji” wydaje się realny. Leokadia Grajcar ze Związku Zawodowego Dyżurnych Ruchu zwraca uwagę, iż obsadzenie jednego dyrektora na dwóch stanowiskach może być sygnałem stopniowego wygaszania niezależności sądeckiego zakładu.
Związkowcy przekonują, iż łączenie struktur oznaczałoby w praktyce redukcję zatrudnienia. Szczególnie iż na terenie działania zakładu realizowane są w tej chwili liczne inwestycje, w tym wdrażanie nowych urządzeń i lokalnych centrów sterowania ruchem. Według pracowników to rozwiązania, które mogą zmniejszyć zapotrzebowanie na część kadry.
Wśród najbardziej zagrożonych grup wymienia się administrację oraz nadzory.
PKP PLK uspokaja: „nie ma mowy o konsolidacji”
Spółka PKP Polskie Linie Kolejowe odpiera zarzuty i zapewnia, iż nie planuje żadnych działań konsolidacyjnych. Jak wyjaśnia Dorota Szalacha, rzeczniczka PKP PLK, w Nowym Sączu zwolnił się wakat, a najlepszym kandydatem w rekrutacji okazał się dyrektor krakowskiego zakładu.
Według spółki nie oznacza to jednak łączenia stanowisk ani zmian w strukturze organizacyjnej. PKP PLK podkreśla, iż oba zakłady przez cały czas funkcjonują jako odrębne jednostki, a bieżące działania operacyjne są prowadzone bez zmian.
Spółka zapewnia też, iż w tej chwili nie realizuje żadnych planów konsolidacyjnych.
Protest możliwy. Kolejarze mówią wprost o „tylnych drzwiach”
Mimo zapewnień spółki, związki zawodowe nie ukrywają, iż sytuacja budzi duży niepokój. Jak relacjonują przedstawiciele środowiska, obawy są podobne do tych sprzed kilku miesięcy, gdy rozważano formalne połączenie zakładów. Wtedy temat wywołał tak duże napięcie, iż zapowiadany protest został ostatecznie odwołany po decyzji zarządu o wycofaniu się z pomysłu.
Teraz wśród pracowników znów pojawiają się głosy, iż proces może wrócić „tylnymi drzwiami”, m.in. poprzez tworzenie Centrów Usług Wspólnych, czyli przenoszenie wybranych działów pod centralne struktury w Warszawie.
Związkowcy nie wykluczają ponownej organizacji protestu, jeżeli sytuacja będzie się rozwijać w kierunku ograniczania niezależności sądeckiej jednostki.
Zakład w Nowym Sączu to 800 osób. Odpowiada za bezpieczeństwo ruchu
Zakład Linii Kolejowych PKP PLK w Nowym Sączu zatrudnia około 800 osób. Około 80–90 pracowników to kadra biurowa i administracyjna, pozostali odpowiadają za utrzymanie infrastruktury oraz bezpieczeństwo ruchu kolejowego.
Zakład jest podzielony na dwie sekcje – w Nowym Sączu oraz w Suchej Beskidzkiej. To właśnie pracownicy tych struktur reagują w sytuacjach awaryjnych, wypadkach czy zdarzeniach losowych, dbając o ciągłość funkcjonowania linii kolejowych w regionie.
Na razie spółka zapewnia, iż żadnych zmian nie planuje. Jednak wśród kolejarzy z Nowego Sącza nie ma spokoju – a temat, który wrócił na anteny Radia Kraków i Radia ESKA, może niedługo ponownie rozgrzać kolejarskie środowisko w regionie.














