Dziki Zachód jakoś nigdy mnie nie interesował. Kojarzył mi się z nudnymi westernami, których nie rozumiałam. Jednak z biegiem lat pojawiało się coraz więcej produkcji w tym klimacie, które przyciągały moją uwagę. Właśnie dlatego sięgnęłam po tytuł, który miał ukazać mi ten świat oczami kobiet, co wydało mi się wyjątkowo interesującą opcją. Czy było warto?
Komiks Kobiety z Dzikiego Zachodu ma zaskakująco ciekawą strukturę. Młoda dziennikarka pojawia się na terenie należącym do indiańskiego plemienia, gotowa wysłuchać historii o wyjątkowych kobietach, które chodziły po tej ziemi. Po każdej z tych opowieści mamy krótki komentarz bohaterki w formie dialogu z tajemniczą staruszką.
Pionierki, artystki, awanturniczki i wojowniczki. Wszystkie rzuciły wyzwanie samotności, przemocy i przesądom po to, by ich głos został usłyszany w męskim świecie. Album Kobiety z Dzikiego Zachodu przedstawia portrety śmiałych kobiet, często zapominanych przez historię, ale kluczowych dla kształtowania się Amerykańskiego Zachodu. Za sprawą poruszających historii i sugestywnych ilustracji album ten wyciąga na światło dzienne niezwykłe losy naznaczone odwagą, wolnością i pragnieniem sprawiedliwości. Oto odmienne spojrzenie na fascynującą historię Dzikiego Zachodu: z perspektywy tych, które jej doświadczyły…
– opis wydawcy
Historie opowiadają losy niezwykłych kobiet, istniejących naprawdę, o różnym pochodzeniu i statusie. Każda z nich dokonała w swoim życiu czegoś wybitnego. Jednak sposób narracji nie oddaje w pełni problemów, z jakimi się zmagały. Powiedziałabym wręcz, iż zostały bezsensownie spłycone.
Fot.: Lost in TimeDla przykładu, już w pierwszej opowieści poznajemy samotnie podróżującą kobietę z Europy. W tamtych czasach była pionierką, kilka kobiet miało możliwości i odwagę, by wybrać się w samotną wyprawę. Zamiast jednak skupić się na jej motywacji, trudach wędrówki czy niebezpieczeństwach, przede wszystkim poznajemy historię jej platonicznego romansu ze starszym mężczyzną… I to nie tak, iż ta znajomość nie miała dla bohaterki żadnego znaczenia. Po prostu uważam, iż nie powinna być osią jej historii.
O ile konstrukcja tytułu jako całości jest bardzo ciekawa, o tyle same opowiadania mają dość osobliwą strukturę. Wszystkie ilustrują krótszy lub dłuższy fragment z życia bohaterki, który był dla niej wyjątkowo ważny. Niestety nie da się tego odczuć, bo żadna z przedstawianych sytuacji nie ma odpowiedniej głębi, która pozwoliłaby czytelnikowi się zaangażować.
Pod koniec pojawia się notka narracyjno-informacyjna mówiąca o tym, ile dana bohaterka urodziła dzieci, ilu miała mężów i jakiego wieku dożyła. Czasem też czym zajmowała się do końca życia. W ostatnim segmencie wprawdzie wspominana jest przedstawiana wcześniej historia i jaki miała ona wpływ na życie kobiety, ale całość wciąż średnio się klei i pozostawia uczucie niedosytu.
Kobiety z Dzikiego Zachodu to też zbiór absurdalnie krótkich historii, co okazało naprawdę irytujące. Osobliwy sposób narracji i czas, jaki czytelnik ma na poznanie bohaterów, nie pozwalają w pełni zaangażować się w opowieść. Trudno wczuć się w klimat, przez co niezwykłe dokonania tych odważnych i wyjątkowych kobiet wydają się mniej spektakularne. Najważniejsze informacje przekazywano w taki sposób, iż miałam wrażenie, iż równie imponująca byłaby tabelka w excelu z listą dokonań i diagramem kołowym. Zamiast inspirującej, ciekawej opowieści dostałam beznamiętne streszczenie bez większego sensu.
Fot.: Lost in TimeKażda historia ma innego rysownika, jednak ogólny klimat i kolorystyka są dość podobne, dzięki czemu tytuł pozostaje spójny wewnętrznie. Minus jest taki, iż żaden z zaprezentowanych w tomie stylów graficznych nie wyróżnia się znacząco na tle pozostałych. Jedne są trochę lepsze, inne nieco gorsze i tylko jeden z nich wyraźnie mi się nie podobał, ale i tak nie miało to większego wpływu na odbiór opowieści.
Podsumowując: Kobiety z Dzikiego Zachodu to komiks, który miał naprawdę duży potencjał. Niestety dostaliśmy tylko świetne pomysły w wyjątkowo nieimponującej odsłonie. Historie nie trzymały czytelnika w napięciu. Chaotyczna narracja skupiała się nie na tych wątkach, co powinna, a do bohaterek trudno było się przywiązać. Lektura szczerze mnie zawiodła.

Scenariusz: Hervé Richez, Tiburce Oger
Ilustracje: Alexandre Boucq, Daphné Collignon, Dominique Bertail, Éloïse Oger, Elvire de Cock, François Boucq, Gaëlle Hersent, Isabelle Dethan, Laura Zuccheri, Miss Prickly, Nathalie Ferlut, Paul Gastine, Virginie Augustin
Tłumaczenie: Jakub Syty
Premiera: 26 lutego 2026 r.
Oprawa: Twarda
Stron: 128
Cena katalogowa: 100zł
Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z wydawnictwem Lost in Time. Dziękujemy!
Fot. główna: materiały promocyjne – kolaż (Lost in Time)







